Kurt Anderson, reżyser kina akcji, nakręcił wspólnie z Jeffem Wincotem cztery filmy. To sporo zważywszy na fakt, że cała filmografia Andersona opiewa na siedem tytułów. Siedem podobnych tytułów. Każdy z nich wywodzi się z gatunków sensacyjnych. Fabuły natomiast napędzane są figurą herosa kina akcji z lat 80., którego przeznaczeniem było dostarczanie frajdy miłośnikom klasy B. Nie mieliśmy nic przeciwko temu, bawiliśmy się zawsze co najmniej nieźle.
Czy Oddział poza prawem jest jednym z wielu? Tak, ale wyróżnia go całkiem dobry zamysł. Gdy opiszę teraz fabułę wyobraźcie sobie proszę lepszego reżysera, lepszych aktorów i większy budżet.
Brat bratu najgorszym kumplem!
Oto poznajemy agenta z wydziału narkotykowego, który jest na tropie rosyjskiej mafii. Akcja zaczyna się w Waszyngtonie, ale Kevin White ((Jeff Wincott) szybko musi zmienić teren swoich działań. Rusza tropem za byłymi agentami KGB, ślad prowadzi do Los Angeles. Kevin dorastał w Mieście Aniołów, tam zostawił ojca, byłego gliniarza i brata, również policjanta. Nie dzieje się tam najlepiej, ojciec pije, brat ledwo wiąże koniec z końcem, jego małżeństwo przygasa. Wszyscy mieszkają razem, brakuje kasy i pojawia się Kevin, gwiazda wydziału narkotykowego z Waszyngtonu.
Między braćmi jest raczej szorstko, ale Jack, ten brat z Los Angeles, widzi w całej sytuacji szansę dla siebie. Zna miasto, zna ludzi, szybciej podejmuje trop z Waszyngtonu, ostrzega zbirów. Tak, to ten zły brat, który wyczuł łatwe pieniądze – nie zamierza tyrać całe życie na głodowej pensji psa…
Niezła ejtisowa kopanina. Ambicje były jednak większe!
Zamysł rzeczywiście fajny. I gdy weźmiemy pod uwagę, że w rolach głównych wystąpiło dwóch zasłużonych dla sprawy aktorów kina akcji (szczególnie Jeff Wincott) możemy wyobrazić sobie, że będzie się działo. Przecież prędzej czy później musi dojść do bratobójczej walki! A to nie wszystko, bo są przecież ci gangsterzy, a na ich usługach jest potężny Sergei, czyli Stefanos Miltsakakis, aktor greckiego pochodzenia. Musicie go kojarzyć chociażby z kilku pamiętnych walk z Jean Claude Van Dammem. Grek z Belgiem starł się między innymi w filmie Cyborg, The Quest, Maksimum ryzyka, Pasażer. Tutaj w Oddziale poza prawem zobaczymy go w bójce z Jeffem Wincotem.
Produkcja trochę kuleje, ciasne kadry, montaż scen obyczajowych, czyli tych z ładunkiem emocjonalnym jest średni. Wątki dramatyczne niestety potraktowane po macoszemu. A materiał rzeczywiście był dobry, niestety reżyser nie zwykł skupiać się na takich motywach. Z drugiej strony nie możemy narzekać, esencją jest walka, wszystko prowadzi wszak do niej – i tutaj Oddział poza prawem powinien spełnić Twoje oczekiwania. Istotą filmów Andersona zawsze były sceny akcji, a tych jest tutaj sporo i wszystkie zaczynają się i kończą na walce wręcz. Raptem jedna strzelanina z finału, a poza tym dobra ejtisowa kopanina, w której prym wiedzie rzecz jasna Wincott. W jednej z bójek musi oczywiście dać oskubać się z koszuli, żeby zaprezentować swoja formę w pełnej okazałości. Jest na co popatrzeć!
Czas trwania: 89 min
Gatunek: akcja
Reżyseria: Kurt Anderson
Scenariusz: John Bryant, Pierre David, Thomas Ritz, George Saunders
Obsada: Jeff Wincott, Gary Hudson, Richard Jaeckel, Stefanos Miltsakakis
Muzyka: Louis Febre
Zdjęcia: Jürgen Baum

