Blacksad. Pośród cieni. Tom 1

Na chwilę przed tym jak Blacksad dostaje po mordzie czytamy „Jak opisać tych gości?…Byli jak zdobiące panteon posągi, w które tchnięto życie. I nie chodziło o ich żałobny wygląd, ale o to, jak byli twardzi”.

Jest to album niezwykły, krótki, ale w swojej konstrukcji opowieści intensyfikuje akcję w ścisłych związkach z tak doskonałym wykorzystaniem noir-archetypów. Blacksad niczym Humphrey Bogart w prochowcu czerpie swoją siłę z tego, że jest po prostu tym upartym typem, który jak raz pochwyci trop, nie odpuści.

Blacksad. Pośród cieni. Tom 1Nastrój jak po czarnej mocnej kawie. Blacksad jest gęściutki.

Zresztą archetypiczne jest tu wszystko, zaczynając od fabuły. Prywatny detektyw, dawna miłość, morderstwo, sieć powiązań, które prowadzą coraz głębiej w moralne bagno. Juan Diaz Canales operuje skrótem, nie przeciąża dialogów, pozwala obrazom mówić za siebie. Z genialnym wykorzystaniem antropomorficznego patentu na kreację świata towarzyszymy Blacksadowi w jego nierównej walce. To Ameryka z połowy XX w. Krajobraz znany nam z filmów Bill’yego Wildera, Johna Hustona, Howarda Hawksa. To postaci, ponure typki, bandyci, papierosowy dym, knajpy z książek Raymonda Chandlera czy Dashiella Hammetta. Klimat znany chociażby z Krwawego żniwa jest tu na wyciągnięcie ręki. Entuzjaści czarnych kryminałów powinni od pierwszej planszy wygodnie umościć się w nastroju, który oferuje tandem Juanjo Guarnido (rysunki) i wspomniany już scenarzysta Juan Diaz Canales.

Dlaczego Blacksad jest tak doskonały? Bo nie jest przeciągnięty, mamy tu kwintesencję nurtu, który z premedytacją został docięty do 48 stron formatu komiksowego. Canales i Guarnido tworzą świat, w którym antropomorfizm nie jest zabiegiem estetycznym, lecz narzędziem pogłębiającym znaczenia. Zwierzęce twarze bohaterów nie łagodzą brutalności opowieści. Przeciwnie – podkreślają ją, nadają jej ostrość i ironię.

Hołd dla czarnego kryminału.

Tak, właśnie ironia, które mknie odważnie na tej samej zwierzęcej naturze wydaje się być tym, co dodaje bigla. Bandzior nosorożec musi być silny, w ringu stoi goryl ochroniarz, a najbardziej podejrzanym typkiem, takim który może ci wbić kosę w plecy jest… no zgadnijcie sami. Zatem stereotypy, owszem, ale zawsze z zadziorem, zawsze pod rękę z oczekiwaniami które tutaj, podobnie jak wspominany nurt noir, muszą wychodzić ze znanych szuflad. Muszą.

Guarnido dodatkowo pozwala sobie na wizualną wirtuozerię, ale nigdy kosztem atmosfery. Jest brudne miasto, zamglone zaułki, błysk noża w ciemności, wielkie draby które patrzą spod swoich zwierzęcych łbów na Blacksada, Są obite ryje i strzały z pistoletów – te zawsze robią śmiertelne rany. Nie ma zmiłuj. Ale najlepszy jest finał, pewna wolta która dodatkowo pozytywnie zaskakuje. Tytuł Pośród cieni do czegoś zobowiązuje – i tutaj, na granicy mroku i światła rysownik wchodzi na ilustratorską orbitę – tworzy świat pełen szczegółów, tropów, kolejnych noir artefaktów.

Blacksad wypada trochę jak hołd dla gatunku, trochę twórcza reinterpretacja kryminalnych mitów z lat 40. w których bohater jest zmęczonym, cynicznym obserwatorem, który mimo wszystko próbuje zachować resztki przyzwoitości. Przepiękny start mojej nowej ulubionej serii.

Patryk Karwowski

Rysunki: Juanjo Guarnido
Scenariusz: Juan Diaz Canales
Tłumaczenie: Joanna Jabłońska
Redakcja: Artur Szrejter
Ilość stron: 48
Oprawa: twarda
Wydawnictwo: Egmont
Format: 240 x 320 mm