Dobrze się czuję w kinie eksploatacji. Wiem z czym się je grindhouse, mam odhaczone ważniejsze exploity, czy wchodząc w to głębiej – blaxploity, bikesploity i inne pozycje z nurtu. Znam istotne dzieła i rozpoznaję twórców partyzantów. „Krew dziewicy” jest między innymi o nich, ludziach, ale po prawdzie artystach, funkcjonujących na marginesie przemysłu kulturowego.
Dlatego podszedłem z otwartym sercem i dużo byłem w stanie z tej „Krwi dziewicy” przyjąć. Rozumiałem kontekst, ale jednak ta eksploatacja i filmowa pasja to tylko jedna nitka (chociaż o wspomnianych przeze mnie nurtach, choćby między wierszami, znajdziecie wzmianki). Najbardziej istotne jest tu dojrzewanie człowieka, w tym przypadku mężczyzny który musi poskładać się do kupy, ogarnąć się. Dorosły wiekiem, który musi stać się dorosły mentalnie. Krajobraz taniej filmowej obskury jest bardzo ważny, ale nie dominuje. To wciąż i przede wszystkimi komiks obyczajowy z, potwierdzam, wspaniałym tłem.
Krew dziewicy to opowieść o tym głupim okresie w życiu dwójki ludzi, małżeństwa, które jest już na tym etapie że mają małe dziecko i powinni dzielić się obowiązkami. Trochę od tego uciekają, trochę zrzucają świadomie bądź nieświadomie ciężar na drugą osobę. W ciągłym biegu (czasem sztucznie wytworzonym), pracują, zostają w pracy dłużej niż powinni, później się kłócą, mijają się w drzwiach, wchodzą za szybko w życiowe zakręty, rozbijają się o ściany, rzucają w siebie brzydkimi słowami, przepraszają, kochają i nienawidzą. Mają siebie dość, ale trzymają ich te obowiązki. Magnesem jest dziecko, wspólne mieszkanie, jakiś szereg przyzwyczajeń. Podskórnie to wciąż miłość, nie da się tego ukryć. Ale ta sama miłość jest przywalona pieluchami, brudnymi talerzami, niedopałkami papierosów.
Komiks obyczajowy o wszystkich próbach przetrwania tej cholernej prozy życia.
Przeżyła to większość małżeństw z długim stażem, trzeba to przetrwać, ale potwierdzam, to ciężki okres. I Sammy Harkham o nim opowiada, dzieląc się między innymi swoją miłością do taniego kina.
Krew dziewicy powstawała bardzo długo, to jedna z tych rzeczy o której zwykło się pisać”projekt życia” – Harkham rysował go przez około czternaście lat. Nie widać tego w ilustracjach, ale czuć to w przedstawianej fragmentarycznie treści, tak jakby autor narysował i napisał jakiś epizod (kilka kadrów, plansza, wątek i motyw przewodni nawet na jeden rysunek) i przeskoczył do przodu.
Zatem to puzzle, które razem składają się na obraz tego dojrzewania, o którym pisałem. Puzzle, które nie muszą złożyć się na idealny obrazek, a raczej na pewnego rodzaju piękny bohomaz (to dziwny zlepek, ale dla mnie kluczowy, bo ostatecznie wszystko jest tu piękne). To jego życie, czasem popaprane, chaotyczne, po bandzie, na petardzie. Jest burdel, ale to jego burdel, szczery i uczciwy, bez upiększania, bez żelu i zaczesywania grzywki na bok. Ma być (i jest!) bez lukru, cukru i przypraw, sama esencja wchodzenia z brudnymi butami do domu, z mieszkaniem które wygląda jak po przejściu tornada, z rozwrzeszczanym dzieciakiem, z rozbitym samochodem, z nudną jazdą do pracy i z pracy przedstawioną na kilku planszach w albumie. Proza życia, okruchy które się zjada z podłogi.
Wielowątkowy i wielowymiarowy. Angażuje jak najlepsze kino niezależne.
Wchodząc w szczegóły zacząć trzeba od narracji – jest wielowarstwowa. Na pierwszym planie mamy historię Seymoura, który próbuje pogodzić ambicje artystyczne z rolą męża i ojca. To opowieść o pracy, zmęczeniu, kompromisach, o tym, jak sztuka wchodzi w konflikt z opieką nad dzieckiem, z biedą.
Druga warstwa to opowieść o produkcji kina eksploatacji. Harkham pokazuje plan filmowy jako przestrzeń chaosu, improwizacji, drobnych upokorzeń. Film w filmie, czyli tytułowa Krew dziewicy jest jednocześnie marzeniem o „prawdziwym” autorstwie i produktem systemu, który przemiela ludzi i historie. To ironiczny komentarz do mitu reżysera‑wizjonera.
Trzecia warstwa dotyczy migracji i pamięci. Seymour jest imigrantem, jego żona ma własną, rodzinną historię i traumy. Komiks wplata retrospekcje, opowieści o wcześniejszych pokoleniach, o drodze do Ameryki.
Dużo, prawda? Ale Harkham wygrywa na każdym polu, bo buduje całość z żelazną konsekwencją. Kompozycja plansz podporządkowana jest rytmowi codzienności. Dużo tu scen przejazdów, czekania, pracy przy stole montażowym, nocnych powrotów. Harkham wykorzystuje powtarzanie ujęć, by pokazać rutynę i powolne wypalanie bohatera.
Ostatecznie Harkham tworzy spójną narrację obyczajową. To świetny materiał do analiz relacji między komiksem a filmem, między kulturą eksploatacji a kulturą wysoką, Szczerze polecam.
Scenariusz: Sammy Harkham
Rysunki: Sammy Harkham
Tłumaczenie: Wojciech Góralczyk
Redakcja: Karolina Gębska
Ilość stron: 298
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Wydawnictwo: Kultura Gniewu
Format: 197 × 254 mm
KOMIKS UDOSTĘPNIONY PRZEZ WYDAWCĘ. ZNAJDZIESZ GO NA PÓŁKACH

