Hamnet

Jeżeli może wyniknąć coś dobrego z tragedii, to właśnie impuls do twórczego działania. Człowiek najwyraźniej musi czasem dotrzeć do granicy, by stworzyć coś przełomowego. A może musi nawet zrobić coś więcej? Może trzeba przejść przez tę granicę, zanurzyć się w ciemnej toni, pobyć tam przez chwilę, pooddychać czernią? Nikt oczywiście tego nie chce, to po prostu się dzieje.

Człowiek może w tym stanie przebywać długo, ale trzeba z tym uważać. Nie każdy jednocześnie daje po sobie poznać, że znajduje się tam, po drugiej stronie, w otoczeniu upiorów i strzyg. Jeżeli wróci, to na pewno będzie już kimś innym. To, co widział, to czym oddychał, zmienia go. Człowiek wrażliwy przenosi później ten nastrój na muzykę, na sztalugę, albo, jak tutaj, na teatralne deski.

HamnetHamnet to wyraz szczerego bólu.

O tym między innymi jest film Chloé Zhao. Widziałem do tej poty dwa filmy Zhao, oba doskonałe. Jej Jeździec z 2017 oraz Nomadland z 2020 roku to też poniekąd obrazy o wyrzutkach, dodatkowo o samotności. I Hamnet tez jest o tych rzeczach. Nawet jeżeli wokół Szekspira była rodzina, to on sam, ze swoją wrażliwością też się zamykał i miał problemy z rozmawianiem o swoim bólu. Czy tylko o tym bólu i stracie jest Hamnet?

Oczywiście nie. Hamnet najmocniej trafia w trzecim akcie, kiedy zrozumiałem do czego to wszystko prowadzi. Cała droga do tej wspaniałej finałowej sekwencji była dla mnie chłodna i raczej (niestety) mi obojętna, nawet jeżeli twórcy dbali tak mocno o ty, by trafić w moje czułe punkty. Dużo tu realizacyjnego Malicka, z całym tym świetnym montażem z podziałem na gesty i spojrzenia, tak żeby każdy ważny grymas był uwieczniony na filmowej taśmie. Dużo tu natury, tak żebyśmy mieli poczucie iż to właśnie tam, w lasach i w przyrodzie, w tamtym starym konarze, może tkwić jakaś tajemnica. To niemal rewers Pikniku pod wiszącą skałą, bo co chwilę słyszymy historię o tajemniczym świecie i o tym, że Agnes (wybranka Szekspira) oraz jej matka „wyszły z lasu”. Nie tylko, bo natura w obu filmach wydaje się być siłą sprawczą, potrafi dominować, jest pełna znaków. To wszystko jest piękne, a formalne cytowanie Malicka (reżyserka robiła to i przy poprzednich filmach) zawsze podnosi u mnie ocenę, ale emocjonalnie panował u mnie chłód. Do czasu.

Film o stracie, ale również o dzieleniu się emocjami.

Sercem filmu było dla mnie właśnie wyciąganie z trzewi własnego bólu i dzielenie się nim z innymi. I nie chodzi dokładnie o ten rodzaj bólu dosłownie osobistego, bo przecież Hamlet jako sztuka jest o czymś innym. Nie o to tu chodzi. Istotą jest prawda twórcy i to, w jaki sposób on sam przenosi własne emocje na sztukę.

Hamnet

Bardzo mnie to przekonuje, bo zawsze byłem zwolennikiem odbioru emocjami, niekoniecznie w oparciu o dokładną interpretację proponowanej treści. Dla każdego odbiorcy dane dzieło kultury może być o czymś innym, widać to w finale Hamneta. Dzieło stworzone z prawdy zawsze się wybroni jeżeli emocje są szczere, a artysta który dzieli się sobą jest w tym uczciwy. Dlatego nie przejmujcie się zbytnio jeżeli ktoś Wam próbuje tłumaczyć „o czym naprawdę jest jakiś film”. Owszem, dla tej osoby film jest o stracie, dla kogoś innego o nadziei. Tego uczy Hamnet.

Patryk Karwowski
Czas trwania: 128 min
Gatunek: dramat
Reżyseria: Chloé Zhao
Scenariusz: Chloé Zhao, Maggie O’Farrell
Obsada: Jessie Buckley, Paul Mescal, Emily Watson, Joe Alwyn
Muzyka: Max Richter
Zdjęcia: Łukasz Żal