Kim jest Buddy? Tłumacząc dosłownie to kumpel, teraz mój kumpel. I do tego wszystkiego to Longway, czyli czeka nas długa droga. To będzie wspaniała przygoda. Buddy Longway, traper, to człowiek żyjący na granicy dwóch światów.
Western jako gatunek wielokrotnie portretował takie figury, Longway nie jest więc wyjątkowy. Wyjątkowy natomiast jest sam album, który w prezentowanym integralu (cztery opowieści), proponuje spójną rodzinną sagę. I widać to już od początku, jesteśmy zaproszeni do śledzenia losów Buddy’ego i jego wybranki, Indianki z plemienia Siuksów, Chinooki.
Zatem cztery pierwsze epizody to odpowiednio: Chinook, (Chinook), Nieprzyjaciel (L’Ennemi), Trzech przejezdnych (Trois hommes sont passés) i Zdany na siebie (Seul…). W kwestii ukazywania się komiksów na rynku te epizody dzieli kilka lat. Czytelnicy poznali Buddy’ego i Chinook w 1973 roku, premiera Zdanego na siebie miała miejsce w 1975 roku. Album poprzedzony jest bogatym materiałem dodatkowym o autorze, jego pasji, inspiracjach i o samym rzecz jasna Buddym i jego miejscu w kulturze komiksu.
Buddy Longway, kumpel (być może) na zawsze.
Wszystkie przygody układają się w spójną narrację o dojrzewaniu do miłości i rodziny, ale także o nieustannym napięciu między kulturą białych, a światem rdzennych Amerykanów. W Chinook pojawia się fundament całej serii: spotkanie Buddy’ego z młodą Indianką. To samo spotkanie nie jawi się jako romantyczna legenda, to raczej zderzenie dwóch odmiennych doświadczeń. Buddy, choć silny i zaradny, jest przede wszystkim człowiekiem wrażliwym, a Chinook nie jest egzotyczną ozdobą, lecz pełnoprawną postacią z własną historią i traumą. Tak się spotykają – Buddy ratuje dziewczynę z opresji, pojawia się uczucie, później coś jeszcze piękniejszego.
To rodzinna saga i jak w każdej sadze musimy przejść przez wiele etapów kształtowania tejże. Musi być niebezpieczeństwo, dramatyczne sekwencje, również tragizm. Ale również jak w każdej sadze, głównie tej rodzinnej, muszą być te ciepłe chwile i momenty, w których rodzina staje się silniejsza. W kolejnym odcinku pojawia się Jeremy, syn Buddy’ego i Chinook. Przed małżeństwem pojawią się kolejne wyzwania, ale para wytrwa w tym świecie ogrzewając się własną miłością.
Nie wiem jak będzie dalej, ale te wczesne tomy serii tworzą więc obraz bohatera, który nie jest nieomylny ani niezniszczalny. To człowiek, który kocha, boi się, cierpi i popełnia błędy. Derib (Claude de Ribaupierre) pokazuje, że prawdziwa siła nie polega na przemocy, lecz na zdolności do empatii i wierności własnym wartościom. Dzięki temu Buddy Longway staje się dla mnie w trakcie czytania tym komiksem o humanistycznym wydźwięku, który jest dodatkowo bardzo mocno zakorzeniony w gatunku europejskiego westernu.
Pełen empatii, żywy, angażujący. Klasyka komiksowego westernu.
Wydawałoby się że w tych buntowniczych latach 70. Kiedy kontrkultura domagała się właśnie buntu, negowania raczej tradycyjnych wartości, album taki jak Buddy Longway może być skazany na porażkę. Nic z tego, nie było szans na to, by projekt, który zaświtał autorowi już od maleńkości, czyli był niejako marzeniem, mógł się nie udać.
I to jest kolejny wspaniały dowód na to, że warto trwać przy swoim. Widać tutaj wielką miłość do gatunku. Nie będę się rozpisywać na temat kolejnych przygód, epizodów, nie wspomnę o tych dramatycznych początkach kiedy Longway przechodził „próbę strzały” wśród Indian – tak dramatycznie sfilmowaną przez Samuela Fullera w filmie Run of the Arrow w 1957 roku (polecam). By western się udał, czy to ten filmowy, czy pod postacią jakiegokolwiek innego medium, autor musi go czuć, kochać ten okres, rzecz musi być szczera i uczciwa. Buddy Longway ma to wszystko.
Warstwa graficzna natomiast jest od początku spójna i konsekwentna: realistyczna, ale nie przesadnie szczegółowa, z pięknymi pejzażami i świetnym wyczuciem światła. Derib potrafi oddać zarówno majestat natury, jak i intymność ludzkich emocji. Ale to też styl, który ewoluuje, przynajmniej jeżeli chodzi o stosowanie środków wyrazu i podejście do medium. O ile w Chinook artysta trzyma się klasycznie przedstawionych kadrów, a rysunki się w nich mieszczą (z wyjątkami), to już w kolejnych odcinkach Derib pozwala sobie na więcej. Pojawiają się coraz większe ilustracje, rysunek wychodzi częściej poza kadr, a niektóre plansze są po prostu pozbawione ograniczeń, rysunki przenikają się, ilustracja nie ma już granicy. Zapewne przy kolejnych epizodach artysta znajdzie jakiś złoty środek i będzie mu wierny do końca.
Jestem na początku tej drogi, ale już czuję co kryje się za największą siłą serii. To autentyczność, empatia którą obdarzona jest para głównych bohaterów. Nie sposób im nie kibicować na każdej życiowej ścieżce, zakręcie, przy kolejnym przeżytym roku w leśnej głuszy w ich małym domku nieopodal prerii. To będzie wspaniała przygoda.
Scenariusz: Derib
Tłumaczenie: Jakub Syty
Ilość stron: 224
Oprawa: twarda
Wydawnictwo: Kurc
Format: 210 x 297 mm

