Czego tu nie lubić? Film oferuje wspaniały pościg przez miasto, jest i doskonały podkład muzyczny (Nine Inch Nails na wysokości zadania). Poza tym podejmuje aktualne wątki z dyskusji społecznych, w tym istotne pytania o człowieczeństwo, nasze miejsce w świecie oraz rolę, jaką w bliższej lub dalszej przyszłości może odegrać sztuczna inteligencja. Towarzyszą temu znakomite efekty specjalne i solidna reżyseria. Całość płynie własnym nurtem, nie ogląda się na wielkie franczyzy, a sam film, mam wrażenie, wcale nie próbuje być ich częścią.
Ja, na przykład, nie mam szczególnych uczuć wobec Tronu z 1982 roku – poza szacunkiem dla twórców, którzy na początku lat 80. odważnie sięgnęli po nowatorskie efekty specjalne. Nie wracałem do tego filmu, niewiele już z niego pamiętam. Podobnie jest z Tronem: Dziedzictwo; szczerze mówiąc, pamiętam z niego jeszcze mniej niż z obrazu Stevena Lisbergera.
Sztuczna inteligencja, która ma ambicje.
A teraz pojawia się Ares – Główny Program Kontrolny, którego priorytety uległy rozszerzeniu w momencie, gdy został spersonifikowany i na krótko mógł zaistnieć poza siecią. Okazało się, że choć sieć jest ogromna, dla Aresa stała się zbyt ciasna. To jeden z najciekawszych i najpiękniej poprowadzonych wątków filmu. Ares, pod wieloma względami przypominający współczesne systemy AI, poza środowiskiem cyfrowym pozostaje bytem nietrwałym – ograniczają go czysto techniczne bariery. Tron: Ares opowiada o jego dążeniu do zdobycia trwałego kodu, bo przecież któż nie chciałby żyć wiecznie. Świat zewnętrzny jawi mu się jako o wiele bardziej fascynujący niż zatęchła sieć, w której informacje przelatują w nanosekundach i są po prostu dostępne..
Wyjdź z piwnicy, wybierz życie.
Podobało mi się – zarówno poruszane tu zagadnienia, jak i sposób, w jaki wszystko zostało zgrane zgodnie z zasadami kina popcornowego. W swojej konwencji to wręcz modelowy blockbuster. Byłem zaangażowany w opowieść i, co znamienne, potrafiłem wczuć się w chłodny nastrój Aresa, który przecież z definicji nie jest zdolny do emocji. Jako byt mógł jedynie trwać w próbie zrozumienia nowej, narzuconej sobie dyrektywy, podpowiadającej mu, że tam na zewnątrz, poza siecią, czyli w naszym świecie, może czekać coś piękniejszego, ciekawszego (więcej możliwości, więcej niepewności i w końcu… więcej przypadków. Może to jest najbardziej nęcące?).
Niech będzie, że odczytuję Aresa jako metaforę – swoiste nawoływanie twórców, by opuścić sieć, wyjść z piwnicy, odłożyć social media i po prostu porozmawiać z drugim człowiekiem. Może to naiwne (jest tu uroczo naiwnych wiele rzeczy), ale te finałowe obrazy naprawdę do mnie trafiają. Chcę wierzyć, że właśnie taki cel przyświecał Joachimowi Rønningowi, norweskiemu reżyserowi. Jeśli spojrzeć na całą fabułę z tej perspektywy, wszystko zaczyna układać się w spójną, logiczną całość.
Czas trwania: 119 min
Gatunek: akcja
Reżyseria: Joachim Rønning
Scenariusz: Jesse Wigutow
Obsada: Jared Leto, Greta Lee, Evan Peters, Jodie Turner-Smith, Hasan Minhaj, Arturo Castro
Zdjęcia: Jeff Cronenweth
Muzyka: Nine Inch Nails

