Stara wariatka

Wydawać by się mogło, że to dość niefortunny tytuł, bo raz, że może być obraźliwy, a dwa, że przy tym tytule są tylko negatywne skojarzenia. Chyba największa refleksja przychodzi kwadrans po seansie, gdy opadnie już większość emocji, a do widza dotrze o czym tak naprawdę była ta Stara wariatka.

Jest stara i jest wariatką. Jest też matką i babcią. W tytułowej roli wystąpiła Carmen Maura, etatowa aktorka Pedro Almodóvara. Stara wariatka mieszka samotnie w wielkim domu, który lata świetności ma za sobą. Kobieta wymaga stałej opieki, powinna jej towarzyszyć pielęgniarka, albo chociaż ktoś kto dopilnuje by kobieta na czas wzięła leki. A co się stanie, gdy lekarstwa nie zadziałają w porę? To właśnie pokazuje hiszpański reżyser Martín Mauregui.

Stara wariatkaTraumy, które zmieniają człowieka.

Mauregui nakręcił niezły horror psychologiczny, który dość szybko skręca w rejony typowe dla kina grozy. W zasadzie ta gatunkowa tonacja wyczuwalna jest od pierwszych minut. W deszczową noc, do Alicii (Carmen Maura) jedzie samochodem jej córka z małym synkiem. Przed nimi długa droga, więc próbują wciąż być w kontakcie ze starszą panią. I już wiemy, że coś jest nie tak. Rozmowa telefoniczna jest bardzo chaotyczna, Alicia pyta się kilka razy o to samo. Po przerwanym połączeniu i przy ponownej rozmowie, za dużo się nie zmienia, rzeczywiście Alicia powinna mieć kogoś koło siebie. Przecież miała jej towarzyszyć pielęgniarka, ale ta nie odbiera telefonu. Na pomoc przybywa Pedro, mieszka niedaleko rezydencji, więc może na chwilę przypilnować Alicii.

I to ten moment, gdy do głosu dochodzi horror psychologiczny. Alicii udaje się pochwycić Pedra. Widzowie dostają coś na kształt filmu Śmierć i dziewczyna (1994, Roman Polański), jednak facet w Starej wariatce rzeczywiście jest niewinny. Niestety, choroba Alicii nie zna litości, a ona, starsza kobieta, wciąż żyje w traumatycznych frankistowskich czasach. To czasy tortur, represji, toksycznych relacji, ciągłego strachu. Pedro jest utożsamiany z zupełnie innym człowiekiem. Na nic zdają się tłumaczenia i próby przywołania zdrowego rozsądku. Kto był tak blisko terroru, ze zdrowym rozsądkiem nie może mieć już nic wspólnego.

W rezultacie to bardzo przygnębiający seans. Finał dociska.

Niezły, bardzo sugestywny, doskonale zagrany. Stara wariatka to seans smutny, a refleksja rzeczywiście przychodzi po czasie. Wszystko, co spotka tego biednego mężczyznę jest straszne i niesprawiedliwe, ale jak w mało którym filmie, widz może niejako zrozumieć poczynania kobiety. Nie, tu nie ma miejsca na usprawiedliwienie, ale ona jest kompletnie nieświadoma tego, co teraz robi. Albo świadoma, ale raczej odgrywania swojej stałej roli sprzed kilkudziesięciu lat.

Stara wariatka

Zatem to normalne z jednej strony, obserwując całą akcję, że rzucimy jej prosto w twarz „ty stara wariatko!”. Tak się zresztą dzieje w tym filmie. Inaczej jest już po seansie, finał jest okrutny. Złe czasy nigdy bowiem nie kończą się ot tak, w ciągu jednego dnia. Wspomnienia niszczą, horror zostaje w człowieku na zawsze. Można go zakopać na chwilę, wziąć leki, przykryć zasłonami farmacji. To jednak wciąż tylko zasłony.

Patryk Karwowski
Czas trwania: 94 min
Gatunek: horror psychologiczny
Reżyseria: Martín Mauregui
Scenariusz: Martín Mauregui
Obsada: Carmen Maura, Daniel Hendler
Zdjęcia: Julián Apezteguía
Muzyka: Pedro Osuna