Kino więzienne. 10 filmów, które warto nadrobić.

Kino więzienne, albo 'prison movies’, to szczególna odmiana kina gatunkowego. Przestrzeń zakładu karnego działa tu jak zamknięty mikroświat społeczny, w którym twórca może swobodnie prowadzić rozmaite analizy i obserwacje.

Klaustrofobiczna sceneria podbija dramaturgię, bohaterowie mają ograniczone pole manewru, a samo kino bywa najczęściej brutalne. W takim miejscu trudno o sympatyczne nastroje, nikt nie trafia tam przypadkiem (no, prawie nikt), nawet jeśli bohaterowie regularnie krzyczą: „jestem niewinny!”.

Przed Wami więc dziesięć filmów z nurtu 'prison movies’, które warto nadrobić. Produkcje mniej znane, często niedocenione, czasem lekko zakurzone. Nie znajdziecie tu Skazanych na Shawshank, W imię ojca ani kilku innych oczywistych tytułów. Ile można!

Zachęcam oczywiście do uzupełniania listy – sekcja komentarzy należy do Was.

Short eyes

Short Eyes (1977), reż. Robert Milton Young

By zacząć pisać o Short eyes i zrozumieć jego wyjątkowość, wspomnieć trzeba przede wszystkim o autorze sztuki teatralnej, na której podstawie film nakręcono. Miguel Piñero napisał ją w wieku 25 lat podczas odsiadywania wyroku za rozbój w więzieniu Sing Sing. Nie był to zresztą pierwszy „przystanek” Piñery, bo na drodze przestępczej był już od bardzo dawna. Uzależniony od narkotyków, członek gangu od trzynastego roku życia, pierwszy raz złamał prawo w wieku siedmiu lat dopuszczając się kradzieży. Kradł, by przeżyć lata ubóstwa, później, by wkupić się w łaski gangu i wracamy do Sing Sing, w którym Piñero dostał szansę, gdy ujawnił się jego literacki talent. Short eyes oparł na własnych doświadczeniach więziennych, a tytuł odnosi się do slangowego określenia mężczyzny oskarżonego o molestowanie dzieci. Sztuka odniosła niebywały sukces, była wystawiona na Broodwayu, a Piñero wyszedł na prostą. Opuścił więzienie i pisał dalej. Short eyes zostało przeniesione na duży ekran przez Roberta M. Younga, dla którego był to pełnometrażowy debiut, a tytułową rolę zagrał Bruce Davison. CZYTAJ WIĘCEJ

Dziura

Le trou – Dziura (1960), reż. Jacques Becker

Jak długo można utrzymać uwagę widza pokazując wykonywaną czynność, tą samą przez kolejnych kilka minut? Wyobraźcie sobie scenę, gdy więźniowie z jednej celi próbują przebić się przez podłogę, cały czas się zmieniają, bo jest to bez mała wyczerpująca robota. Kamera przez cztery bite minuty skierowana jest na cement i uderzające narzędzie, a my w napięciu obserwujemy jak pojawiają się rysy, pęknięcia, w końcu odrywa się pierwszy gruz i towarzysze w niedoli docierają do gruntu, by zaraz przebić się dalej. Takich momentów, gdy pokazywane są rzeczy zazwyczaj w kinie są pomijane jest tu więcej. To Dziura, czyli arcydzieło szczegółu.

Jako film niezwykle realistyczny z założenia, taki sam był w wykonaniu. To historia ucieczki La Santé Prison, którą w swojej debiutanckiej powieści przedstawił Jose Giovanni. Sam Giovanni jako postać zasługuje na coś więcej niż wpis „przy okazji”, bo jego życiorys obfituje w wiele barwnych wydarzeń. CZYTAJ WIĘCEJ

Ekspres o północy
Midnight Express – Ekspres o północy (1978), reż. Alan Parker

Kto raz obejrzy Midnight Express, będzie już całe życie czuł niepokój na kontroli osobistej na lotniskach. Ja przynajmniej tak mam, a kontrolę osobistą miałem kilka razy. Człowiek wiadomo, jest czysty, ale niepokój pozostaje. To a propos filmowego otwarcia. Cała reszta? Film, oparty na autentycznych wydarzeniach, łączy dokumentalną surowość z ekspresyjną formą, tworząc przejmujący obraz jednostki skonfrontowanej z opresyjnym systemem. To dzieło, które nie tylko porusza, lecz także prowokuje do refleksji nad mechanizmami władzy, granicami wolności i odpornością ludzkiego ducha – seans obowiązkowy dla każdego, kto ceni kino odważne i intelektualnie angażujące.

Brutalna siła
Brute Force  –  Brutalna siła (1947), reż.  Jules Dassin

Dassin opowiada o kilku osadzonych z jednej celi. Reżyser bierze wprawdzie pod lupę cały ośrodek penitencjarny, ale uwagę poświęca rzeczywiście kilku przestępcom. Żyją w przepełnionym więzieniu, w celi jest ich dwa razy więcej niż być powinno, ale jakoś sobie radzą. Nie znaleźli się tu przez przypadek, to jasne. Zostali skazani za konkretne przestępstwa, zabójstwa, kradzieże, malwersacje. Zasłużyli na karę, zasłużyli na swoje długie wyroki, ale na pewno nie zasłużyli na kapitana Munseya (Hume Cronyn). Przemocowy kapitan czerpie całą swoją siłę ze stanowiska. Ma pod sobą uzbrojonych strażników, a w ręku pałkę do wymierzania razów. Trzyma w garści i więźniów i naczelnika, którego owinął sobie wokół palca. Chciałby przejąć po nim stanowisko. W swojej roli kata czuje się doskonale, ale gdyby tylko mógł zawiadywać całym więzieniem, to by dopiero było. Osadzeni nie zamierzają przystać na takie traktowanie, zaczynają planować ucieczkę. Grupie przewodzi Joe Collins (Burt Lancaster). CZYTAJ WIĘCEJ

Recenzja filmu "Scum" (1979), reż. Alan Clarke
Scum – Hołota (1979), reż.  Alan Clarke

Do zakładu poprawczego trafiają kolejni z tych, którzy za nic mają sobie zasady, wartości, przepisy. Ale nie zawsze. To również masa dzieciaków, która popełniła błąd. Jeden, jedyny, być może ostatni. Może byli akurat w złym miejscu, w złym czasie. Może dali się namówić, a może nic nie zrobili, a nie chcą sypać i poddali się wyrokowi. Poznajmy nową trójkę, w tym Carlina (Ray Winstone), małą „legendę”, o której twórca za wiele jeszcze nie mówi. Wiemy już, że strażnicy patrzą na niego inaczej niż na pozostałych. Trochę z dystansem. Niemniej dociskają go od wejścia przy każdej okazji. Carlin nie podskakuje, bo wie, że nie powinien dać się ponieść emocjom. CZYTAJ WIĘCEJ

Dzieci ulicy
Sciuscià – Dzieci ulicy (1946), reż.  Vittorio De Sica

Vittorio De Sica nakręcił bardzo mało sympatyczny, ale też niezwykle realistyczny obraz. Formalizm Włocha przemawia w tym przypadku tylko na autentyczność całej wymowy utworu. W rolach głównych wystąpiła dwójka naturszczyków. Zostali wrzuceni w naturalne środowisko ulicy, nierzadko sprowokowani do improwizacji. Przy naturalnym oświetleniu uchwycono prawdziwe grymasy, żywe spojrzenia i ruch. De Sica pozwolił widzowi pobyć trochę z dwójką dzieciaków, która radzi sobie lepiej w życiu niż dorośli, pokazał ich radość, szczerą przyjaźń i to jak potrafią się sobą opiekować i wspierać się. Chłopcy spełniają swoje marzenie, kupują białego konia i w nieskrępowanej radości jadą na nim przez Rzymskie ulice – to jedyny moment w filmie, gdy na ich twarzach widać prawdziwe uśmiechy. Ale nie tylko na ich twarzach, co ważne. Wszystkie dzieci ulicy toną w uśmiechach, bo oto dwójka ich pobratymców ucieleśniła swoje marzenia, czyli warto pracować, wstawać rano, starać się, mieć nadzieję. CZYTAJ WIĘCEJ

Un prophète  -  Prorok (2009), reż. Jacques Audiard
Un prophète  –  Prorok (2009), reż. Jacques Audiard

Jacques’a Audiarda to jedno z najważniejszych europejskich studiów nad przemocą instytucjonalną i procesem kształtowania się podmiotowości w warunkach opresji. Film, pozornie osadzony w konwencji realistycznego dramatu więziennego, konsekwentnie przekracza jej ramy, tworząc wielowarstwową analizę mechanizmów władzy, etnicznych napięć. Malik El Djebena (genialny Tahar Rahim), zostaje przedstawiony nie jako figura ofiary czy antybohatera, lecz jako dynamiczny konstrukt – jednostka, która w warunkach totalnej kontroli stopniowo przyswaja sobie granice systemu, by ostatecznie je przekroczyć. Reżyser ukazuje ten proces poprzez skrupulatnie budowaną dramaturgię codziennych rytuałów, w których przemoc fizyczna i symboliczna splatają się nierozerwalnie.

Odzyskany
Starred Up – Odzyskany (2013), reż.  David Mackenzie

W nurcie filmów więziennych Odzyskany to mocna czołówka. Żeby taki film był udany, musi być dobrze i wiarygodnie wyglądające środowisko oraz cały więzienny krajobraz. Ja czułem te ciężary i czułem to samo, co towarzyszyło mi chociażby przy lekturze Murów Hebronu Andrzeja Stasiuka. To zimno, grube ściany, dziwny pokręcony świat z zasadami z jednej strony bardzo prostymi i twardymi, a z drugiej strony niezwykle wątłymi. Na cóż te wszystkie zasady, skoro i tak możesz zginąć przez jakiegoś wariata.

Jest więc ta groza spojrzeń, gęste powietrze, układy i układziki. Gdzieś tam ta próba okiełznania syna przez ojca (chora i patologiczna relacja Nevilla z Erikiem) i w końcu moment zrozumienia przez Erica, że tylko on sam może porozmawiać z własnymi demonami. To, co jest wewnątrz nas, należy do nas. Ktoś może dać nam narzędzia i wyjaśnić parę spraw, ale do klatki wchodzimy sami. Sami to przełykamy, sami możemy to wypluć. Wielki film i wybitne kreacje aktorskie. CZYTAJ WIĘCEJ


Bronson (2008), reż.  Nicolas Winding Refn

Bronson to nic innego jak wycinek z więziennego życia głównego bohatera. Kim zaś jest główny bohater? Hmm. Znacie ten moment w filmach sensacyjnych, gdy kamera skierowana jest na licznik tykającej bomby? 5… 4… 3… 2… 1… Główny bohater jest właśnie tą jedynką, niejednokrotnie zresztą wybuchającą. Urodził się jako Michael Peterson, jednak szybko zdał sobie sprawę, że jeżeli chce naprawdę namieszać w historii tego świata, musi przywdziać bojową ksywkę. Padło na Charlesa Bronsona.

Cały film to pokaz kolejnych eksplozji mniejszych i większych (te przeważają) Bronsona. Zamknięty w 1974 roku za rabunkowy napad z wyrokiem 7 lat odbywa karę pozbawienia wolności do dnia dzisiejszego. Nikogo nie zabił. Przenoszono go pomiędzy miejscem osadzenia 120 razy. Aktualnie (od 2014 roku) siedzi w HM Prison Wakefield (jeżeli ktoś chciałby go odwiedzić i sprawdzić się na sali widzeń). CZYTAJ WIĘCEJ

A Prayer Before Dawn
A Prayer Before Dawn – Modlitwa przed świtem (2017), reż. Jean-Stéphane Sauvaire

Kino Jean-Stéphane Sauvaire’a opowiadane jest przede wszystkim zdjęciami Davida Ungaro i jako filmowy obraz wypada bardzo bezkompromisowo i ostro. Reżyser prowadzi swoją opowieść bardzo spokojnie i tytuł z pewnością nie zyska uznania u widza niecierpliwego. Co ciekawe, mimo tego leniwego tempa, uznaję to wyjątkowe dzieło za rzecz bardzo intensywną! Jest taki przez ciężar gatunkowego dramatu, bo stanowi przecież sugestywną relację z czasu spędzonego w piekle i z próby wyrwania się z niego.

Wrażenie robi cała realizacja. Wydaje się wręcz, że aktor Joe Cole (rozkładający na łopatki swoją aktorską kreacją) został zamknięty w jednym z takich zakładów tylko z operatorem, a reszta to prawdziwi osadzeni – i poniekąd tak właśnie było! Kręcony w Nakhon Pathom Prison w Tajlandii z planem filmowym wypełnionym byłymi skazańcami A Prayer Before Dawn jest dziełem szczególnym. Ja napiszę, że to kino bardzo stężone i stresujące widza, ale głównie za sprawą emocji jakie ze sobą niesie, nigdy jeżeli chodzi o intensyfikację akcji. Tej, stricte gwałtownej, niekiedy ringowej, jest bardzo mało. Tu chodzi głównie o napięcie, które towarzyszy każdej sekundzie spędzonej w przepełnionych celach, napięcie związane z izolacją, brakiem łączności ze światem zewnętrznym, wyobcowaniem w związku z barierą językową. Czuć strach, brak nadziei i totalną bezradność. A Prayer Before Dawn z marszu staje w czołówce więziennych dramatów naszpikowanych agresją, przemocą, która bije z każdego spojrzenia. Polecam. CZYTAJ WIĘCEJ