Hud, syn farmera

Wyreżyserowany przez Martina Ritta film jest adaptacją powieści Horseman, pass by wydanej w 1961 roku, a napisanej przez Larry’ego McMurtry’ego. Na naszym rynku powieść wciąż się nie ukazała. Jeżeli adaptacja jest wierna książce, to w swoim nastroju najbardziej przypomina Ostatni seans filmowy. Podobny klimat i krajobraz, nostalgia, smutek, stare zadry, konflikty i miejsce, które potrafi związać człowieka na całe życie.

Filmów, które są dekonstrukcją mitów o Dzikim Zachodzie powstało bardzo dużo. Hud, syn farmera wyróżnia się tym, że jest w tej dekonstrukcji niezwykle precyzyjny. Pierwszoplanową postacią jest tytułowy Hud, postać moim zdaniem tragiczna, stojąca na rozdrożu dwóch światów. W tej roli wystąpił Paul Newman.

I to jest największy dramat Huda. Z jednej strony jest człowiekiem niezwykle charyzmatycznym, pełnym uroku, ucieleśnieniem nihilizmu. Wydaje mu się że twardo stąpa po ziemi, za nic ma sobie wartości ojca i uczciwość. Najchętniej szybko sprzedałby zarażone pryszczycą bydło. Nie myśli o tym, że pomysł ze sprzedażą zakażonego bydła może mieć katastrofalne skutki. Ale moim zdaniem to rodzaj pozy. Hud chciałby siłą zerwać więzy. Jest spętany ze starym światem, który reprezentuje jego ojciec. Hud robi wszystko, żeby stary świat go pokonał, ale wciąż coś go stawia do pionu, zmusza do pójścia do roboty.

Hud, syn farmeraHud, syn farmera. Historia dwóch Ameryk.

Wpatrzony w niego młody bratanek jest jak ta lina pomiędzy Homerem (Melvyn Douglas) dziadkiem, starym kowbojem, a niszczącym wszystko Hudem. Ten sam bratanek wpatrzony jest w Huda jak w obrazek. Z drugiej strony, wyjątkowo dobrze czuje się w towarzystwie dziadka, z jego zasadami i postawą moralną.

Zatem Hud to antybohater, nawet pasożyt żerujący na resztkach wszystkiego, co stworzył ojciec. Tam pozostanie, na wysypisku. Film Ritta to prezentacja dwóch modeli Ameryki. Nadchodzą poszukiwacze ropy, pada bydło, ostatnie atrakcje „prawdziwych” kowbojów to łapanie świń na festynie. Finał z bydłem to kluczowy moment (prawdziwie rozdzierający), zamykamy drzwi, ściągamy siodła i ostrogi, kapelusz też trzeba odwiesić.

Paul Newman wypełnia ten film. Doskonała kreacja.

Czarno biały dramat Ritta to nie tylko ta wspomniana dekonstrukcja gatunku, ale też świetnie przedstawiony cały szereg pęknięć w relacjach pomiędzy Hudem, a jego ojcem. Drapieżny indywidualista, a na drugim biegunie pełna odpowiedzialność za całą wspólnotę (sprawa bydła jest tu zatem najbardziej istotna).

Hud, syn farmera

Przy całym surowym dramatyzmie ważną rolę odegrały też środki artystyczne. Zdjęcia trwały dwa tygodnie w miasteczku Claude. To jedno z tych miejsc, w którym nic się nie zmieniło od dekad. Wystarczy zerknąć na kilka fotek i porównać z filmem z 1966 roku, stagnacja. Twórcy dobrze więc wybrali krajobraz. Autor zdjęć, James Wong Howe wydobył z czarno białych kontrastów całą surowość Teksasu i napięcia pomiędzy postaciami. Jego praca została uhonorowana statuetką Oscara.

I dzisiaj świetnie się ogląda obraz Ritta. W rzeczy samej nie trzeba przecież na niego patrzeć jak na ten cios wymierzony w mit amerykańskiego zachodu. Hud, syn farmera sprawdza się doskonale jako ilustracja skonfliktowanych pokoleń, obraz ucieczki od odpowiedzialności, braku perspektyw. To tematy uniwersalne, a Ritt stawia tu wiele trafnych diagnoz.

Patryk Karwowski

Czas trwania: 112 min
Gatunek: dramat, western
Reżyseria: Martin Ritt
Scenariusz: Irving Ravetch, Harriet Frank Jr.
Obsada: Paul Newman, Melvyn Douglas, Patricia Neal, Brandon deWilde
Zdjęcia: James Wong Howe
Muzyka: Elmer Bernstein