PoNapisach
Tumblr Instagram Facebook Twitter
NAJNOWSZE LOSOWE
STREFA VHS

Super Dark Times (2017)

The horror… the horror…

To ten film, na którym na początku dobrze się bawisz. Poznajesz bohaterów, rozumiesz ich, podłapujesz wnet tło wydarzeń. To paczka chłopaków z przedmieść (bardzo pieczołowicie przeprowadzony casting z aktorami, którzy są naturalni i po pięciu minutach widzisz jak mocno wczuli się w czas i wydarzenia), jest ich czterech, niczym się nie wyróżniają. Są przeciętni w szkole, przeciętni w życiu. I jest to życie trochę ponure, w ciągłej jesieni, z rodzicami, których nie widujecie, z braćmi, którzy stacjonują w zatoce perskiej. Ten nostalgiczny klimat (jak zawsze w tego typu produkcjach) przypomina mi przełom września i października w liceum, czyli raczej ciągłe nieusprawiedliwione nieobecności podczas włóczenia się z kumplami. Głupie zabawy, czasem niebezpieczne, ale zawsze kończące się szczęśliwie. Nie tak jak w Super Dark Times

To ten film, na którym w pewnym momencie otwierasz buzię i długo jej nie zamykasz. Znacie już wszystkie powstałe w ostatnich latach filmy nawiązujące w swojej formie do retro stylistyki z akcją osadzoną w latach 80. I wszystkie te filmy bez problemu wskazałbyś jako nakręcone dzisiaj. To można łatwo rozpoznać, gdy oglądałeś mnóstwo VHS rzeczywiście powstałych w tamtych latach. Dzisiaj w dobie retro odniesień „mrugnięć” jest zbyt dużo, czasem są nachalne, bo w oryginałach nikt nie miał plakatów Evil Dead na ścianie, ani innych super, zajebistych gadżetów, a przynajmniej nie w tym natężeniu co bohaterowie Stranger Things. Nic więc tu nie jest takie cool jak w wysokobudżetowych seansach, włącznie z muzyką.

Super Dark Times to film, który mógłby być nakręcony w latach 80., bo on jest latami 80., a gatunkowo jest bardzo nieprzyjemnym, drążącym i niepokojącym dramatem. Nie lubię go za to, bo od początku wypełnił mnie niepokojem, czymś, co zapewne będę z trwogą przelewał na swoje dzieci – „Lepiej, żeby siedziały w domu, nic im się nie stanie”. Super Dark Times opowiada więc o wypadku, który zmienia całe życie, gruchocze i miażdży przyjaźnie, przyszłość, wszytko. Dramat zamienia się w dreszczowiec. Dreszczowiec w koszmar, a koszmar ostatecznie w cholernie przybijającą traumę. Finał dociska do ziemi.

Prowadzony ospale, nawet usypiająco jest czymś bardzo klimatycznym, miejscami nawet narkotycznym i pozostawia cierpki posmak. Rytmem opowieści przypomina trochę Donnie Darko (również przez oniryczną aurę pomiędzy snem, jawą, a dziwną dojrzewającą, bardzo sensualną grozą. Dojrzewanie jest tu ważnym elementem). To również zawieszony w czasie i w stanie umysłu moment, który boi się dopuścić myśli: „Co teraz?!”. Kevin Phillips nakręcił film trudny, wybijający widza z rytmu (chociaż gubiący po drodze lekko motyw), mroczny coming-of-age. Bardzo ciekawy, skromny, angażujący i dojrzały debiut.

7/10 - dobry

Czas trwania: 100 min
Gatunek: dramat
Reżyseria: Kevin Phillips
Scenariusz: Ben Collins, Luke Piotrowski
Obsada: Owen Campbell, Charlie Tahan, Elizabeth Cappuccino, Max Talisman, Sawyer Barth
Zdjęcia: Eli Born
Muzyka: Ben Frost