Wojenny autobus

Szybciej rozpocząć akcji się chyba nie da. Ferdinando Baldi, tutaj przedstawiający się jako Ted Kaplan, wrzuca widza w konflikt już w pierwszych minutach swojego Wojennego autobusu. Areną filmowych działań jest Wietnam, a dokładniej atak Vietcongu na ośrodek misji gdzieś głęboko w dżungli. Można się domyślić, że rzecz idzie o misję chrześcijańską.

Nie jest dobrze – Vietcong ze swoimi siłami zaraz zajmie obóz. Ci, którzy wiedzą, z czym wiąże się przegrana, szybko opuszczają to miejsce. Do ucieczki posłuży autobus, zaraz: wojenny autobus. Uciekinierzy to kobiety z misji, kierowcy, oficer Armii Republiki Wietnamu. Głównym bohaterem jest on: żółty, charakterystyczny, szkolny – taki sam, jakich widzieliśmy ich setki w filmach z akcją rozgrywającą się na amerykańskich przedmieściach.

Ale to nie wszystko. W trakcie ucieczki ekipa z autobusu – wycieńczeni, na skraju wyczerpania psychicznego i fizycznego – zgarnia zagubionych w dżungli marines. Jest ich kilku, są doskonale wyposażeni, tułali się po leśnej głuszy, szukają drogi do amerykańskiej bazy. Autobus? Transport jak znalazł, a i pasażerom jest to na rękę. Marines będą teraz obstawą tej mocno rzucającej się w oczy maszyny.

Wojenny autobusMacaroni combat w swojej klasycznej odsłonie.

Wojenny autobus to już schyłek macaroni combat, ale w trakcie seansu absolutnie tego schyłkowego czasu nie czuć. Pełne rozmachu włoskie kino gatunkowe łączy rozrywkę, chaos, energię i swoistą (dość osobliwą) fantazję.

Ani Baldi, ani nikt z ekipy nie ukrywa, że jest to od początku do końca B‑klasowy akcyjniak „jakich wiele”. Co się więc takiego stało, że Wojenny autobus jest tym „kultowym”? Stoi za tym złota era VHS, w której to erze wyposzczony widz z bloku wschodniego takie filmy, jak chociażby właśnie Wojenny autobus, uważał za swoiste arcydzieła kinematografii. A przecież w gruncie rzeczy to tylko, albo aż, dość zgrabny macaroni combat.

Ferdinando Baldi, czyli włoszczyzna na stole. 

Na plus idą – i wciąż powinny się podobać – wszystkie sceny akcji, a głównie efekty pirotechniczne. Wybuchy przyjemne dla oka, sporo ognia, ekipa nie oszczędzała na tym. Aktorzy ze swoim dość wątłym warsztatem dramaturgicznym wprawdzie robią, co mogą, ale nie odciągają zbytnio uwagi od wojny – to ona jest tu najważniejsza. Tutaj wygląda to wiarygodnie: od charakteryzacji, po ekwipunek, po rzecz jasna krajobrazy – w końcu jesteśmy z filmową ekipą na Filipinach, klimat i przyroda podobne.

Wojenny autobus

Dzisiaj Wojenny autobus ogląda się dla takich samych rzeczy jak wówczas, w połowie lat 80. To miłe, bo odbiór jest rzeczywiście podobny. Nie dostaniemy nic więcej, nie zobaczymy drugiego dna, nie dostrzeżemy kontekstów politycznych, emocjonalnej głębi też jakby zabrakło. Czy to jakaś ujma dla filmu Baldiego? Żadna – nie taka była rola reżysera, który na gatunkowej mapie kinematografii dał się poznać głównie jako twórca peplum i spaghetti westernów.

Czy natomiast Wojenny autobus 2 z akcją w Afganistanie, kręcony w Jugosławii, ma jakieś punkty styczne z wietnamskim War Busem (oprócz autobusu)? Nie wiem, tam już nie pojadę.

Patryk Karwowski

Czas trwania: 94 min
Gatunek: akcja, wojenny
Reżyseria: Ferdinando Baldi
Scenariusz: Ferdinando Baldi, John Fitzsimmons
Obsada: Daniel Stephen, Romano Kristoff, Urs Althaus
Muzyka: Mark Marsch
Zdjęcia: Robert Marry