PoNapisach
Tumblr Instagram Facebook Twitter
NAJNOWSZE LOSOWE
STREFA VHS

Nad jeziorem Tahoe (2008)

Lake Tahoe - Nad jeziorem Tahoe - 2008Jest wiele filmów, które udają, że są niezależnymi. Za tymi produkcjami stoją duże pieniądze. Całość jest kręcona sprawnie, modnie, ze znanymi aktorami. Nie przeczę, każdy ruch kamery w kierunku kina zaangażowanego to pozytywna sprawa. To w większości przypadków bardzo udane filmy. Są też filmy, które są już niezależne na etapie pomysłu. No, bo kto wyłoży pieniądze na film o chłopaku, który chodzi po mieście i szuka części do samochodu? Na szczęście ktoś się znalazł. Wspomógł reżysera i jego scenariusz. W ten sposób powstała bardzo przejmująca opowieść o bólu związanym ze stratą.




Co się dokładnie stało? Nikt nie pospieszy w kierunku widza z odpowiedzią. Tutaj ból jest rozłożony na cały film. Akcja rozgrywa się w małym miasteczku, a rozpoczyna się od awarii samochodu.

Kierowca, młody chłopak uderzył w słup swoim autem. Drobna sprawa, potrzebuje jednej części. Chodzi od warsztatu do warsztatu, a kamera leniwie przemierza ciche i puste miasto za nim. Nie ma muzyki, jest pustka. Czasem Juan (bo tak brzmi imię głównego bohatera) wraca do domu. Tam też pustka. Matka, która nie chce wyjść z łazienki. Brat, który siedzi w namiocie rozbitym przed mieszkaniem. I cisza.

lake tahoe 3

Juan włóczy się w poszukiwaniu mechanika. Z pozoru wydaje się, że chciałby naprawić samochód jak najszybciej. Tak naprawdę sprawa z samochodem to najlepsze co mogło mu się przytrafić. Nie musi przecież myśleć o innych sprawach. Szczególnie o tej jednej, której widz może się tylko domyślać. Meksykański reżyser Fernando Eimbcke objechał ze swoim filmem kilka festiwali na całym świecie. Zdobył kilka nagród. Pokazał, że o tragedii nie musi być na ekranie głośno. Tak naprawdę nie trzeba jej nawet pokazywać, nawet o niej mówić. Widz w końcu zrozumie, że jest.

lake tahoe 2

Alexis Zabe, twórca zdjęć do tego filmu, zdefiniował na nowo pojęcie ujęcia statycznego. Tutaj naprawdę najpierw widzimy zdjęcie. Podziwiamy kolory, ciszę, pustkę. Dopiero po dłuższej chwili w kadr wjeżdża samochód, wchodzi aktor, coś się zaczyna dziać. To nie jest film dla każdego. To prawda, film większości wyda się nudny. Warto jednak poznać świat dookoła Juana. Starego mechanika i jego psa, dziewczyny z dzieckiem, młodego chłopaka zafascynowanego Wejściem Smoka i samym Brucem Lee. Polecam jako odskocznię od świateł wielkich miast, krzyku ulic, krwi i łez.

5/10

Czas trwania: 85 min
Gatunek: Dramat
Reżyseria: Fernando Eimbcke
Scenariusz: Fernando Eimbcke, Paula Markovitch
Obsada: Diego Cataño, Hector Herrera, Daniela Valentine
Zdjęcia:
Alexis Zabe 

  • Wypiłem już dwie kawy, trzecia przede mną 😀 Film o ciszy nie znajduje się więc obecnie w centrum mojego zainteresowania 😛 A tak właściwie wiesz, że ostatnim trzem filmom dałeś ocenę 5/10. Obejrzyj jakiś genialny film, albo totalną kaszanę, bo trzeba "odblokować" tę skalę ocen 😛

  • Obejrzałem. Musi go tylko korektor pod filmowy portal usprawnić 🙂 (wyboldować, wyjustować, dodać w odpowiednim miejscu kursywę). Więc proszę się uzbroić w cierpliwość 🙂

  • Próbowałem, szczerze próbowałem.

    Nie mogę powiedzieć słowa o tym filmie bo po prostu minął obok mnie, a w trakcie oglądania myślałem o czymś zupełnie innym.

    Chyba to problem Wilka… po obejrzeniu czegoś tak genialnego, nagle wszystko traci wartość… To jak po półmisku kawioru zabrać się za jedzenie parówek. Nagle widać jak na dłoni wszystkie pseudo-artystyczne zabiegi reżysera, naiwne próby zainteresowania widza tym co dzieje się na ekranie i próby porwania go w narrację. Ale znając wszystkie te oszustwa, wiedząc jak wykorzystuje je geniusz taki jak Martin, wszystko jest oczywiste, przejrzyste, banalne…

    Podpisuje się pod apelem Pana Łukasza K.

  • Ja po premierze takiego filmu jak "Wilk…" nie rzuciłbym się na nic przez dwa dni. Zawsze po seansie kinowym, właśnie około dwóch dni jeszcze chłonę :). Przeglądam making of'y, behind the scenes, i inne. Szperam wśród ciekawostek, czytam o samej realizacji. Nie mógłbym się skupić na kolejnym filmie.

    Jeżeli chodzi o "Lake Tahoe", to jest zupełnie inne kino. Powolne, delikatne. Tu chodzi o jedną rzecz, która rozkłada się na cały film. Ale w gruncie rzeczy, jedna sprawa może nas psychicznie wypatroszyć.

    Ja mam ochotę czasem na takie, czasem na inne kino. Nigdy nie napiszę czy film z gatunku tutaj recenzowanego jest gorszy czy lepszy od filmu Scorsese. Przede wszystkim jest inny.