PoNapisach
Tumblr Instagram Facebook Twitter
NAJNOWSZE LOSOWE
STREFA VHS

Nowy początek (2016)

Denis VilleneuveRecenzja filmu "Nowy początek"(2016), reż. Denis Villeneuve poszedł tą samą ścieżką, co Christopher Nolan przy swoim świetnym Interstellar. I jeżeli narzekaliście na wyprawę Coopera (Matthew McConaughey) w kosmos lub bardziej w głąb siebie, to odpuście sobie najnowszego Villeneuve’a. Nie ma potrzeby, żebyście się męczyli, a co gorsza męczyli później fanów metafizycznych doznań z pogranicza science-fiction, poematów o ludzkim rodzaju czy naukowych wywodów (których niekoniecznie trzeba rozumieć) swoim żalem o miernej jakości kinowego seansu. Ja, ponieważ zaliczam się do fanów tego konkretnego rodzaju kina, przyjąłem najnowszy obraz Villeneuve’a  z namaszczeniem godnym dzieł największych.

W 12 miejscach na naszym globie, położonych niejako w obrębie państw zaliczanych do największych światowych supermocarstw (głównie ze względu na militarny potencjał) wylądowały spodki o elipsoidalnym kształcie. Ustawione kilkanaście metrów nad powierzchnią (oceanu, pustyni etc.), skierowane na sztorc, gigantyczne „spodki” zachęcają do kontaktu. Reżyser groźnych thrillerów (Prisoners, Sicario) zahaczających non stop w swojej tematyce o ludzki strach  i niepokój (Polytechnique, Enemy, ale i również poprzednio wymienione) uprawia ten kontakt przez gros filmowego czasu.

arrival-2

Możemy Nowy początek podzielić na trzy podstawowe aspekty. Główna bohaterka, specjalista od lingwistyki, Dr Louise Banks (Amy Adams) razem z fizykiem Ianem Donnellym (Jeremy Renner) próbują na amerykańskiej ziemi rozgryźć język obcych. Uczą się go od podstaw, podchodzą do sprawy poznawania języka od strony matematyki, stosują patenty równe tym, które używa się przy podstawach nauki mówienia dzieci. Obcy nie mogą inaczej, a może nie chcą, a może rzeczywiście w odniesieniu do prawdziwego przesłania filmu po prostu nie potrafią inaczej się komunikować. To człowiek musi zrozumieć, wyciągnąć dłoń, a przede wszystkim „nauczyć się” poruszających się we mgle (dosłownie) istot pozaziemskich. Drugim aspektem jest odniesienie do klasycznego już obrazu Roberta Wise’a Dzień, w którym zatrzymała się Ziemia z 1951 roku. Mamy tutaj przedstawiony ten sam problem, który Wise naświetlił 65 lat temu. Tak jak wtedy, tak i dzisiaj jesteśmy zbyt daleko od górnolotnej idei współpracy, pomimo bagażu doświadczeń i technologii, którą dysponujemy. To właśnie od niesnasek, być może własnych ambicji (przy próbie pokazania siły przed narodem), ogólnie rzecz biorąc od rzeczy małych (porównując je do lądowania ufo!) może zacząć się największa porażka ludzkości. Trzecim aspektem (i to temat, do którego najczęściej odnosi się w swojej filmografii twórca genialnego Pogorzeliska) jest nieuchronność naszych decyzji, próba zajrzenia w głąb siebie oraz zadanie podstawowego, najważniejszego w tym filmie pytania: „Czy gdybyś mógł przenieść się w przeszłość, zmieniłbyś coś w swoim życiu?”.

Recenzja filmu "Nowy początek"(2016), reż. Denis Villeneuve
Nowy początek
to skromne kino, chociaż z wiadomych względów nie może być uznane za low sci-fi. Kosztujący 50 milionów Nowy początek można by z powodzeniem nakręcić za 10 milionów, a siła przedstawionej tu treści w rękach tak wytrawnego już reżysera miałaby podobną siłę rażenia. Jako ekranizacja opowiadania Story of Your life Teda Chianga rzeczywiście jest opowieścią o Twoim życiu. Całe tło, lądowanie ufo, podjazdy z atomową bronią do czegoś czego nie rozumiemy, bo nie potrafimy z tym czymś rozmawiać(!!), to tylko próba wytłumaczenia nam, że najważniejsza jest cierpliwość. Tak jak cierpliwość przy kontakcie z dzieckiem, które jeszcze nie mówi. Tak jak cierpliwość i czerpanie radości z tej nauki mówienia, tłumaczenia, poznawania świata. Tak samo cierpliwy powinien być widz, ponieważ Villeneuve nie idzie na skróty i wręcz wyprasza z sali kinowej wszystkich tych, którzy zachęceni zwiastunem oczekują choćby ułamka kina spod znaku  Emmericha. To mądre kino, do rozmowy, analizy, bez fajerwerków.

 

Za seans dziękuję sieci kin.

Cinema City

9/10 - rewelacyjny

Czas trwania: 116 min
Gatunek: Sci-Fi
Reżyseria: Denis Villeneuve
Scenariusz: Denis Villeneuve, Eric Heisserer, Ted Chiang (opowiadanie)
Obsada: Amy Adams, Jeremy Renner, Michael Stuhlbarg, Forest Whitaker
Zdjęcia: Bradford Young
Muzyka: Jóhann Jóhannsson

  • jjintouchable

    Film fantastyczny. Oprócz wszystkich tych aspektów poruszonych w recenzji, również podobało mi się podejście językowe: to jak Louise tłumaczyła techniki nauczenia języka komuś, kto w ogóle nie porozumiewa się w ten sam sposób co my (dojście do „What is your purpose here?”); też sam design języka obcych. Poszłam do kina, bo wyglądało na bardzo ciekawe sci-fi – nie zawiodłam się. Ale nie spodziewałam się tak ciekawego, trochę dokumentalnego przedstawienia języka (mam tu na myśli krótki monolog Donnelly’ego podczasu montażu) albo wspomnienie o tej teorii, że mówiąc w jakimś języku zmienia się nasze myślenie/postrzeganie świata, co okazuje się być bardzo ważną częścią fabuły. Sama siedzę w językach obcych od wielu lat, może to dlatego.
    Do tego jeszcze dodam, że muzyka niesamowicie klimatyczna, chociaż nie jest zawsze na pierwszym planie. Od razu kupiłam soundtrack po seansie.
    9/10. Na pewno wybieram się jeszcze raz.

    • „dojście do „What is your purpose here?” – to jest bardzo dobry fragment filmu. I rzeczywiście byłem ciekawy jak odbeirze seans osoba bardziej zaznajomiona z zagadnieniem. Co do soundtracku, to już nie chciałem tego pisać, bo być może po seansie wyglądałoby, że odciągam to pod swoje porównania na siłę, ale… ale miałem wrażenie, że ścieżka dźwiękowa to też język. Szczególnie fragmenty, gdzie można było usłyszeć nawoływania wielorybów etc. Ten film żyje językiem. Jest niezwykle mądry, a przekaz ma w zasadzie prosty. Cierpliwość. To widać w wielu scenach.

      • jjintouchable

        Gdzieś w innych anglojęzycznych recenzjach mignęło mi, że taki rzeczywiście był zamysł kompozytora – umieścić tam język i głos. Oglądając film, wydawało mi się, że te „wielorybie” odgłosy to właśnie ci kosmici – ciekawy efekt tak czy inaczej.
        Cierpliwość – dobre, o tym zapomniałam, ale faktycznie to kolejna warstwa.

    • kAMSON89 .

      Zachęcacie mnie wszyscy jak najbardziej, ale jedna mała dygresja – jak można wybrać się na ten sam film do kina drugi raz? O ile rozumiem jeszcze ponowny seans za jakiś czas, np: rok, to taki dzień po dniu jest dla mnie totalną abstrakcją i szczerze zadaje pytanie, po co? Pytam jako osoba, która nawet po latach bardzo rzadko zasiada jeszcze raz do tych samych filmów.

      Aha i jeszcze jedno, czy tylko mi „Nowy Początek” i „Interstellar” kojarzą się z filmem „Kontakt” z Jodie Foster z 1997 roku?

      • „Kontakt” to dobra wskazówka, przynajmniej jeżeli chodzi o ekspozycje i sposób przedstawiania kolejnych „odkryć”. Co do powtórnych seansów, to oczywiście nie mam na to czasu. Zrobiłem jeden wyjątek, a mianowicie w przypadku Mad Max’a. Byłem po kilku dniach i było to to samo zajebiste przeżycie. Najlepszy film XXI wieku! 🙂

        • kAMSON89 .

          Na Mad Maxa w IMAXie i nawet ja bym się skusił 😀

      • jjintouchable

        Ja się z kolei zapytam: jak można NIE obejrzeć dwa lub więcej razy filmu, który nam się spodobał? 😉 Nawet nie zliczę, ile razy obejrzałam wyżej wymieniony „Interstellar”.

        Oglądam ponownie po to, by zwyczajnie przeżyć to jeszcze raz. Klimat, wydźwięk, muzykę. Wszystko.

        • kAMSON89 .

          Ale to już inny seans. Wiesz co czai się za rogiem,. Ten drugi seans może wpłynąć na Twoją pierwotną ocenę, a ja jadę zero-jedynkowo. Daje twórcom jedną szansę. Wóz albo przewóz. Ewentualnie po latach do czegoś wracam, ale też niechętnie. Dla mnie to trochę jak obejrzeć mecz Polski i dwa dni później oglądać go drugi raz. Emocje już nie te. Podobnie w filmie, ale szanuję twój wybór i staram się zrozumieć. Podzielam tu opinię Patryka, że trochę szkoda czasu. Tyle filmów jest jeszcze do OBEJRZENIA. A mam nawet wrażenie, że ich ilość z roku na rok rośnie 😛

          • @kamson89:disqusTo zależy od filmu 🙂 Ja wizytę po raz drugi na Mad Max odczytuję jako ponowne uczestniczenie w tej samej zajebistej imprezie 🙂

  • Hej, Patryk, ja się wybieram na Nowy Początek, bo tak, jestem fanem „metafizycznych doznań z pogranicza science-fiction, poematów o ludzkim rodzaju czy naukowych wywodów”, ale mimo wszystko uważam, że jednak „Interstellar” Nolana był „miernej jakości kinowym seansem” 😀 Chodzi o to, że Nolan zobił mimo wszystko film za gigantyczne pieniądze (Villeneuve nie), i nikt tam Nolanowi nie pozwoliłby w pełni oddać się tym metafizycznym rozważaniom, jak to zrobił np Kubrick, czy nawet szukając znacznie bliżej taki Jones w „Moon”, bo gra szła o zbyt dużą kasę. Dlatego „Interstellar” trąci banałem, ckliwym sentymentalizmem i – co najgorsze – łopatologicznym tłumaczeniem każdego zjawiska. Dlatego mam szczerą nadzieję, że Villeneuve zapewni mi naprawdę kino, które można by postawić gdzieś obok Lema, Dukaja, czy Dicka 🙂

    • 🙂 Nolan potrzebował takich pieniędzy, Villeneuve nie. Tutaj efekty są „poza” akcją. Może klika razy widać tło, ale można było tego uniknąć. To łopatologiczne tłumaczenie każdego zjawiska mi nie przeszkadzało, tym bardziej, że u Nolana i tak nie dało się wielu rzeczy wytłumaczyć. Więc ja nie zaprzątałem sobie tym głowy. Tutaj natomiast jest o tyle ciekawie, że rzeczywiście czułem się miejscami jak na lekcji o poznawaniu języka. I to było fascynujące, bo stałem gdzieś obok tych wojskowych, którzy cieszyli się, że zaczynają łapać o co chodzi 😀 Polecam Simon.

      • Okej, mam już za sobą i jestem bardzo zadowolony 🙂 W zasadzie mogę się podpisać pod Twoim tekstem, bo trudno się z czymś nie zgodzić, Ten film wygrywa kameralnością, kurczę, bardzo emocjonalny i to, co bardzo lubię, gdy fantastyka jest tylko pretekstem do intymnej opowieści. Ale mimo, że jest tylko pretekstem, to potraktowana jest z szacunkiem, a z kolei w kwestii sci-fi więcej jest tu science i nie mamy poczucia, że twórcy robią nas w balona, wyciągając fabułę z kapelusza, tylko wszystko jest tu sensownie objaśnione, w tym świetnie ukazane zagadnienia lingwistyczne przy pierwszym kontakcie. No i co, obowiązkowo drugi seans 🙂

        • A jeszcze z tym łopatoligicznym tłumaczeniem zjawisk, mam na myśli np. kwestię podróży przez dziury w Interstellar, która została wyjaśniona za pomocą kartki i ołówka w 20 sekund. Okej, ładny myk, ale wierzymy na słowo. Tymczasem tutaj zagadnienia lingwistyczne są tłumaczone sensowniej, nie przechodzimy łatwo do porozumiewania się z obcymi, tylko jest nakreślony cały problem i trudności z nawiązaniem tego porozumienia. Z kolei w innych sytuacjach Villeneuve zawierza inteligencji widza i nic na siłę nie tłumaczy, pozwalając nam samym wyciągać wnioski. No i inna sprawa, że w Interstellar ta kwestia z kartką i ołówkiem była tłumaczona McConaugheyowi, którego bohater, jako kosmonauta pracujący przez lata w NASA powinien jako tako znać, w sensie powinny to być dla niego podstawy, powinien mieć w tym względzie jakieś wykształcenie, więc rozsądniej jest przyjąć, że to nie było wyjaśniane jego bohaterowi, tylko widzowi. W Arrival Adams jest jedyną lingwistką w ekipie, więc tłuamaczy fakty widzowi i wojskowym jednocześnie, bo oni nie mają o tym pojęcia i to wydaje się bardziej wiarygodne 😀

          • „w Interstellar ta kwestia z kartką i ołówkiem była tłumaczona
            McConaugheyowi, którego bohater, jako kosmonauta pracujący przez lata w
            NASA powinien jako tako znać”. Hmm. Jakoś się nad tym nie zastanawiałem i jestem w stanie teraz Tobie przytaknąć 🙂

  • Pingback: Zwierzęta nocy (2016) - Po napisach | z pasją o filmach()