PoNapisach
Tumblr Instagram Facebook Twitter
NAJNOWSZE LOSOWE
STREFA VHS

Interstellar (2014)

Interstellar - 2014
Ktoś kiedyś zasugerował mi, żeby nie pisać recenzji „na gorąco”. Dlaczego? Żeby emocje opadły. Żeby nie napisać czegoś głupiego, co później będzie wstyd czytać. Fuck it. Kino to emocje. Jeżeli po filmie o sportowcu chcesz biegać, biegnij. Jeżeli po filmie o utraconej miłości chcesz płakać jak bóbr, nie powstrzymuj się, rycz. Jeżeli po seansie przechodzisz do porządku dziennego i po dwóch godzinach spędzonych w kinie nie potrafisz rozmawiać o filmie, to znaczy, że coś było nie tak. O Interstellarze chce się rozmawiać, bo go się po prostu przeżywa. Pompatyczna, pełna patosu bajka o wędrówce do gwiazd? Kolejne Fuck it. To magia kina, bo przecież każdy start z przylądka Canaverall jest pełen patosu. Wybaczcie, ale nie siedziałbym na krześle, gdybym był świadkiem takiego wydarzenia… Bo gwiazdy są wciąż tak daleko i wciąż są dla nas niedostępne.



Na Interstellar czekałem jak na żaden inny film w tym roku. Nie chodzi tu koniecznie o reżysera, choć byłem nad wyraz kontent, że Nolan zabrał się za sci-fi. Chodziło przede wszystkim o gatunek. O Science Fiction, w którym mogę doświadczyć coś co nigdy nie będzie mi dane przeżyć.

Interstellar - 2014
Tematem filmu jest historia ludzkości na zakręcie. To ma być jednak nasz najważniejszy zakręt. Nie chodzi tu o kolejną wojnę, w której wybijemy po połowie każdego narodu, rozejdziemy się do domów, a później wykonamy telefon z przeprosinami. Na tym zakręcie albo nam się uda bezpiecznie wyrobić, albo wypadniemy jak setki filmowych samochodów, które stanęły w płomieniach na dnie przepaści… Pozostaną tylko zgliszcza i gwiazdy, które z uśmiechem politowania skwitują całe zdarzenie: „Mogliście zwolnić”. Nolan pokazał ludzkość, która nie zwolniła w odpowiednim dla siebie czasie. Zaczęło brakować surowców, piaskowe burze są coraz częstsze. Piach wypełnia ulice, domy, płuca. Każdy człowiek bez względu na wykonywany do tej pory zawód próbuje przekwalifikować się na farmera. Próbujemy wykraść każdy gram pożywienia, jakie umierająca matka Ziemia jest nam w stanie oddać. Jednak na szacunek do żywności i powrót do korzeni jest już za późno. Wie to główny bohater, Cooper (Matthew McConaughey). Niegdyś oblatywacz prototypów z NASA, teraz kolejny facet próbujący siać, zbierać, przetrwać. Razem z ojcem, synem i córką Murphy codziennie rano wykonują ten sam rytuał, by mieć choć namiastkę „starych” czasów pozbywają się piachu z mieszkania, by usiąść do tradycyjnego amerykańskiego śniadania. To rodzina ze wszystkimi jej wadami i zaletami. Nie mamy wątpliwości, że miłość jest w każdym zakątku domu. Samotny ojciec czasem strofowany przez teścia (John Lithgow) wychowuje, szkoli, pilnuje, opiekuje się. Tak wygląda najważniejszy bohater Nolana, czyli właśnie rodzina. A główny ładunek emocjonalny reżyser stworzy w momencie, gdy ją rozdzieli… Wskutek pewnych anomalii w domu głównego bohatera, Cooper z córką nanosi odpowiednie koordynaty na mapę i razem wyruszają w podróż życia. Dosłownie i w przenośni. Tutaj bracia Nolan rozsypują wór z emocjami i obserwują widzów z bezpiecznej odległości.

Interstellar - 2014
Jest więc bohater, pilot Cooper. Ten, który może uratować ludzkość. Będąc jedynym z takim doświadczeniem, w dodatku „pracującym” wcześniej na maszynach, które mają być użyte w misji, staje się naszą ostatnią nadzieją. Ktoś napisze, bzdura. Jeden człowiek, który ma uratować świat. Odpowiem, dlaczego nie? Przecież pilot musi być jeden, to, że jest wyniesiony na filmowy Olimp to całkowicie normalne. Nasza przyszłość z pewnością będzie zależała od jednej osoby… Jak odpowiedzialna i odważna będzie, zobaczymy. Jak szalone i nieodpowiedzialne mogą być jednostki już widzieliśmy w przeszłości, nie tak odległej. Może więc już czas zacząć wierzyć w bohaterów? W wybrańców? Może jestem naiwny, może brakuje mi takich ludzi, a może po prostu najzwyczajniej w świecie doskonale odnajduje się w tej historii. Nolan zaś świetnie żongluje pobudkami, które warunkują działania bohaterów.

Miłość. Niektórzy rozprawiając o miłości i tęsknocie chcą podążać za głosem serca. Czy w obliczu zagłady to źle? Skoro już zawiodły wszystkie możliwości, to może spróbujmy i tej. Skoro ktoś skierował na człowieka swoje spojrzenie, jakaś siła, czy anomalia jak w filmie, coś „nie do opisania”, to może warto się jej odwdzięczyć czymś co tak ciężko zdefiniować. Uczuciem.

Nauka i zdrowy rozsądek. Roztrząsając po raz kolejny teorie, tezy, hipotezy, zapisując kredą kolejny metr kwadratowy tablicy równaniami, których nie rozwiązałby sam Will Hunting, dążymy do przekonania, że to właśnie nauka nas uratuje. Czyżby? Teoria względności nie na próżno nazywa się teorią. A może wszystkie równania można rozbić o kant dupy, bo wystarczy przecież jeden większy meteor i rozpieprzy naszą ukochaną planetę na malutkie kawałeczki?

Wiara i nadzieja. Są sceny w filmie, gdy bohaterowie odnoszą się do siły wyższej. Do kogoś lub czegoś co daje nam znak, pokazuje drogę. Więc może powinniśmy ślepo podążać tą ścieżką, cieszyć się z każdego niewytłumaczalnego gestu?

Nolan nie rozlicza, nie gani za źle podjęte decyzję. My po prostu sami obserwujemy i wyciągamy wnioski. Czy ojciec, który pozostawia wszystko, w tym najważniejsze, czyli młodość swoich dzieci, jest bohaterem czy egoistą? Czy astronautka, która dąży do wyboru bliższego swojemu sercu, a nie temu co dyktuje zdrowy rozsądek, jest osobą naiwną? W końcu czy naukowiec, który poświęca wszystko w imię misji, jest złym człowiekiem? Przecież celem jest gatunek nie jednostka.

Interstellar - 2014
Uwierzyłem Nolanowi w jego szlachetne pobudki mające na celu wzruszenie mnie. Tak, przez chwilę stałem się z pewnością lepszy. Tak, granat pełen emocji wybucha parokrotnie. Tak, zeszkliły mi się oczy. Siedziałem razem z Cooperem w tej zdezelowanej półciężarówce i cierpiałem razem z nim, gdy odjeżdżał z domu.

Wielki to film i wielka filmowa przygoda. Nie będę pisał zbędnych zdań o aspektach technicznych. Petarda audiowizualna. Może i nie ma zwielokrotnionego efektu wow, jednak jest mocny wdech i pozostanie na nim przez dobrych kilka minut. Wielki plus za muzykę. Przepraszam z góry wszystkich fanów twórczości Hansa Zimmera, jednak dla mnie Zimmer odżył na nowo przy Nolanie. Muzyczny Interstellar, to kosmiczny bieg ku odległej przyszłości. W muzyce czuć nadzieję i wiarę. Aktorzy? Słucham jej cały czas podczas pisania tej recenzji i muszę przyznać, że słowa lecą jak woda z przewróconej butelki. Matthew McConaughey to dla mnie obecnie numero uno w przekazywaniu widzom tego, co się dzieję w duszy i sercu granej przez niego postaci. Razem z Mackenzie Foy, czyli filmową córką, stworzyli duet i jednocześnie wzór  filmowych relacji.

Ostatnim akapitem nawiążę do samego reżysera. Nolan bez wątpienia przedstawia swoją wiarę w rodzaj ludzki. My jako homo sapiens, gatunek, który gdy trzeba przeciśnie się przez dziurkę od klucza. Ci, którzy znajdą możliwe w niemożliwym. Twórca pokazuje jednocześnie jak jesteśmy mali we wszechświecie, pokazał też jak jesteśmy ważni w jego przyszłości. Pomijam cały naukowy bełkot, którego nie rozumiałem i nie chciałem rozumieć. Chłonąłem ciszę poza statkiem kosmicznym, kibicowałem towarzyszącym załodze robotom, chciałem szepnąć Cooperowi „Stary, będzie dobrze, uda się. Zawsze nam się udaje”. Taki jest właśnie film. Pełen emocji, miłości i nadziei. Polecam.

8/10 - bardzo dobry

Czas trwania: 169 min
Gatunek: Sci-Fi
Reżyseria: Christopher Nolan
Scenariusz: Christopher Nolan, Jonathan Nolan
Obsada: Matthew McConaughey, Anne Hathaway, Wes Bentley, Jessica Chastain, Matt Damon, Mackenzie Foy, Michael Caine, Ellen Burstyn, John Lithgow
Zdjęcia: Hoyte Van Hoytema
Muzyka: Hans Zimmer

 
FILM OBEJRZAŁEM DZIĘKI WARNER BROS POLSKA
Warner Bros Polska

Advertisement

  • Dziś po roku oczekiwania mój zegar dochodzi do zera, Twoja recenzja jest jedyną jaką czytam przed seansem bo przez ostatni tydzień dałem sobie kompletny spokój z filmem i czytaniem odczuć widzów żeby ktoś mi nie podsunął spoilera jakiegoś. Idę na żywca, mam nadzieję że wielu ma takie odczucia 🙂

    Choć przyznam, że tym patosem czy ckliwością trochę się zaniepokoiłem, zwykle ktokolwiek z twórców filmowych próbuje mnie wzruszać takimi zagrywkami to na dzień dobry ocena leci o 3-4 oczka w dół jeśli mój próg tolerancji zostanie przekroczony, mam nadzieję że nie ma tego za wiele? Z resztą i tak już się nie dowiem, właśnie wyjeżdżam do kina i jestem podjarany! 😀

    Pozdro:-)

  • No to jestem bardzo ciekawy Twojej opinii. Ja oglądałem jak dziecko, któremu pokazano po raz pierwszy statek kosmiczny 🙂 Ty zapewne odniesiesz się do tematu z innej strony. Czekam na relację z seansu.

  • No, no, zazdroszczę tak wczesnego seansu. Jak pójdę dopiero w nowym tygodniu.

    Z pierwszym akapitem się bardzo zgadzam. Ja robię wręcz odwrotnie. Piszę tuż po seansie. Bo jak mija parę dni, a emocje opadną, to właściwie o czym pisać? O ujęciach, scenariuszu?

    Nie mogę się doczekać, bo twoja recenzja tym bardziej zachęciła 🙂

  • Pełen zachwyt. Trochę Ci zazdroszczę. Przynajmniej te trzy godziny spędziłeś szczęśliwy, nie to, co ja. Jestem w stanie zrozumieć Twoje zachwyty, ale ich kompletnie nie podzielam. Dla mnie to nie jest wcale SF, lecz gatunkowa cyrkonia, która jedynie imituje elementy, które w SF (głównie literackim) zostały wielokrotnie zaprezentowane lepiej.

  • Tak, to prawda. Bawiłem się doskonale. Nawet naprężony do granic możliwości pęcherz nie przyćmił mi ekranowych uniesień 🙂 Jednak…. spodziewałem się filmu, który dostałem. Pełnego zachwytu nie ma, ponieważ życzyłbym sobie innego zakończenia.

    SPOILER.

    Chciałem żeby człowiek okazał się tylko nic nie znaczącą masą na drodze wszechświata. Chciałem żeby skończyło się tak jak to się zapewne kiedyś skończy. Ryczałbym jak bóbr i mokrą od łez dłonią wystawiłbym 10 🙂

  • U mnie pisanie "na świeżo" ma dużo zalet i tyle samo wad. Wiadomo że słowa się szybciej niosą i cała fura pomysłów leci na klawiaturę. Jednak czasem jest tak, że w ciągu następnych dni przychodzą do głowy wnioski, które przez natłok emocji, zostały po prostu przysłonięte.

  • Hej, dzięki za miłe słowa… a propos Twojej recenzji jestem w stanie znaleźć wiele punktów wspólnych z moją, a co do "zeszklonych oczu", to fakt, też tak miałem, ale w scenie, w której Coop przegląda wideodzienniki po powrocie z jednej z planet, chyba Millera, na której każda spędzona godzina trwała 23 lata… fuck, chyba staję się zbyt sentymentalny. Pozdrowienia.

  • Ja też jestem w pełni usatysfakcjonowany seansem. Można oczywiście doczepić się kilku nielogiczności, choć do końca nie wiadomo. Trzeba by było zagłębić się w szczegóły mechaniki kwantowej, ale to sobie daruję. Uwierzę twórcą na słowo. Generalnie audiowizualny majstersztyk, grający na ludzkich emocjach. Choć u nas na blogu pojawi się raczej mało pozytywna recka tego filmu, ponieważ Simon nie był usatysfakcjonowany, a to on ją napisał. Ja się z nim nie zgadzam 🙂
    Pozdrawiam.

  • Powinieneś napisać kontrrecenzję 🙂 Jeżeli chodzi o fizykę, astrofizykę, mechanikę kwantową etc. Dajmy sobie spokój 🙂 Tu chodzi przecież o ojca, córkę, rozłąkę i ratowanie ludzkości. Te wszystkie narzekania na lukier spływający z kadrów… Patos to był w "Armageddonie". Nolan doskonale sobie z tym poradził, nie przesadził. Gdyby to kręcił Michael Bay, to w scenie na polu kukurydzy, Cooper zatrzymał by trucka, wyskoczył z auta i pobiegł do córki. Wtarliby w siebie litr łez i rozstaliby się w bólu i cierpieniu. No i jeszcze musowo slow-motion 🙂

  • Co tu dużo mówić, Nolana bardzo cenię. "Incepcja" czy "Memento" to tytuły, które mocno zapadły mi w pamięć i zajmują wysokie miejsce w moim prywatnym, filmowym rankingu. Mam nadzieję, że z "Interstellar" inaczej nie będzie. Co prawda z SF jako gatunkiem filmowym nie stykam się zbyt często, ale zobaczenie tej odsłony twórczości Nolana będzie z pewnością ciekawym doświadczeniem. I jak wnioskuję z recenzji – wzbudzającym emocje :).

  • Podobne odczucia. Po prostu ogląda się!

  • Film ten oglądałem w kinie. Efekty specjalne bardzo dobre ale fabuła nie bardzo wciągająca (albo może mi się wydaję bo oglądałem go podczas nocy filmowej enemef około godziny 3-4). 🙂

  • Pingback: Christopher Nolan - Po napisach | z pasją o filmach()