PoNapisach
Tumblr Instagram Facebook Twitter
NAJNOWSZE LOSOWE
STREFA VHS

The Raid 2: Berandal (2014)

The Raid 2: Berandal - 2014Rok 2011 w kinie kopanym przeżył prawdziwe święto. Gareth Evans otworzył szeroko okna w gatunku mordobić i wpuścił tyle świeżego powietrza, że starczyło aż do roku 2014. Wydawało się, że szerzej okien nie można otworzyć. Błąd. Evans rozpieprzył ściany i w widza buchnął pęd powietrza dotąd mu nieznany. W takim natężeniu, że wszystko co widzieliśmy do tej pory w filmach martial arts się nie liczy. I najważniejsze, że mamy kolejną „petardę”!

Pierwsza część była gęsta od przemocy i adrenaliny unoszącej się w korytarzach eksplorowanego bloku. Jednostka policyjna, będąca niejako głównym bohaterem filmu, nie była wystawionymi na rzeź kaczkami, lecz uzbrojonymi, kąsającymi gliniarzami. Jedynka oferowała przede wszystkim klimat. Zaszczucie, niebezpieczeństwo.

To się czuło przez cały film. Naturalnym jest, że widzowie mogą teraz porównywać oba Raidy, optować za wyższością jedynki nad dwójką lub na odwrót. Ja ocenię trochę inaczej. Części pierwszej daję oczko wyżej, jednak moją „petardę” zdecydowanie przylepiam do tegorocznej odsłony Evansa…

Główny bohater Rama (Iko Uwais) znowu gra policjanta. Tym razem działającego pod przykrywką. Nie jestem w stanie powiedzieć jak często kino eksploatowało tę historię. Znowu są podsłuchy, śledzenie, podejrzliwe spojrzenia. Wszystko to już znamy. Tak naprawdę to cała historia jest tylko pretekstem i od początku wiemy, pretekstem do czego. Tak więc czekamy… i czekamy. Przełożeni Ramy mają plan. Wciskają gliniarza do więzienia. Do tego samego, w którym aktualnie wyrok odsiaduje Uco (Arifin Putra), syn mafijnego bossa. Wciąż czekamy… i czekamy. Na szczęście nie za dlugo. Więzienie i konfrontacja ze współosadzonymi pokazują prawdziwe oblicze filmu. Rama jako fighter gigant pokazuje się od najlepszej strony. Twarde ma kości i twarde ma pięści. Pierwsze sceny, gdy osadzeni próbują poskromić policjanta wbijają w fotel. Jest to co kocham w tego typu filmach. Krótki dystans, zamknięte pomieszczenia i przeszybkie ruchy. To silat, styl wywodzący się z Indonezji. W skrócie polega on na jak najszybszym unieszkodliwieniu przeciwnika za pomocą rąk. I to właśnie robi Rama. Siepie pięściami, wykorzystuje wszystko co jest w pomieszczeniach i powala kolejnych przeciwników. Wszystko pokazane niezwykle brutalnie. Widzimy łamane ręce, widzimy uderzenie głową w betonową posadzkę. Widzimy wszystko, i wszystko też słyszymy.

The Raid 2: Berandal - 2014
Rama wchodzi gładko w struktury przestępcze. Zjednuje sobie zaufanie juniora, a później też seniora. Od tego momentu przeplatają się sceny na te wystylizowane rodem z Only God Forgives w reżyserii Nicolasa Winding Refna, z tymi, na które tak naprawdę czekamy. Jasne, lokacje i sceny „wyciszone” wyglądają świetnie (oceniając sam obraz). Specjaliści od aranżacji wnętrz spisali się na medal. Wszystko ze smakiem, doskonale oświetlone. Reżyser chciał tym podnieść walory estetyczne filmu i nadać „poważniejszy” ton. Kontrast przez to jest dla mnie zbyt duży. Dostaliśmy obraz nierówny. Czułem się jak Usain Bolt, który pobiegł na rekord, a później kazano mu usiąść i patrzeć w ścianę. Tak nie można! Po sprincie powinniśmy przejść do truchtu, zwolnić. Nie można po gonitwie zatrzymać się w miejscu. Tak właśnie rozgrywa się akcja w The Raid 2. Byłem przez to miejscami znużony. Być może to nie najlepiej dla samego filmu, gdy widz po prostu czeka na pierwszą i na kolejną petardę. A oni gadają i gadają… chodzą i chodzą, siedzą i siedzą. No kiedy w końcu się zacznie? 🙂

The Raid 2: Berandal - 2014
Evans i jego ekipa to specjaliści od choreografii i pomysłów na wykorzystanie potencjału Uwaisa. Ten chłopak jest chodzącą maszyną do tłuczenia. Każda akcja z nim wygląda jak ta najważniejsza, ostatnia bitwa na śmierć i życie. Oczywiście ma się to nijak do realizmu. Po takich gongach Rama powinien paść w 3 minucie. Nic to! Każdy pojedynek rozgrywa z taką samą werwą i siłą. I o ile twarz wygląda jak przejechany pomidor, to duch wojownika nie śpi. Rzuca się na kolejną, większą grupę z taką samą determinacją na końcu, jak i na początku filmu.

Choreografia i pomysły. Petarda. Scena „buntu” na spacerniaku, akcja w nocnym klubie, no i pościg samochodowy. Rama siedzi na tylnim siedzeniu. Dwóch zbirów na siedzeniach razem z nim. Kierowca i bandzior z boku. Kamera skierowana na siedzenia z naszym bohaterem. Widzimy w tylniej szybie zbliżający się szybko samochód. I co? Co by zrobili w „bezpiecznym” Hollywod? Wypadek, a jakże byłby spektakularny. Operator podwieszony na latarni, obserwowałby całe zdarzenie z odległości. Nie u Evansa. Jeżeli można „utrudnić” pracę ekipie realizacyjnej, Evans to zrobi. Siedzimy więc dalej, i bam. Samochód uderza w tył. Szyby się tłuczą, aktorzy wstrząśnięci jak cola w puszce. W tej samej akcji moment, gdy kamera cofa się w trakcie pościgu od jednego samochodu i płynnie przelatuje przez kolejny (od strony pasażera, przez tylnie siedzenia, by w końcu wylecieć przez kolejne okno), to jest k…a majsterszyk. Ta scena powoduje, że siedzisz i się zastanawiasz „Jak? Jak oni to zrobili?”. Na szczęście pokazali ją w oficjalnym „Behind the scenes”.

The Raid 2: Berandal - 2014

Zgoda, film w pewnym momencie przypomina klasyczną wędrówkę bohatera przez kolejne levele do ukrytego na ostatnim poziomie bossa. Jednak to jest przecież Raid, czyli nalot łamane przez najazd. Rama leci więc przez kolejne poziomy, komnaty, aż trafia na finał… Finał? Scena w kuchni wyścielonej białymi kaflami gdzie Rama walczy z jednym z bossów jest co najmniej epicka. To jest miazga wyglądająca jak bójka dwóch fajterów po zażyciu...

Tak więc oglądasz, podziwiasz przygotowanie fizyczne kaskaderów i samego głównego bohatera i czujesz te łamane kości, pękające czaszki. I widzisz każdy moment, tak dokładnie pokazany. Wszystko w takt nowoczesnych brzmień, idealnie dopasowanych do akcji. Dobry film, zasłużona petarda. Mocne, intenstywne przeżycie w czasie walki. Z nieznośnie męczącymi przestojami w momentach, gdy film usilnie próbuje udawać, że jest czymś więcej niż twardym kinem akcji.

7/10 - dobry + petarda!!

Czas trwania: 150 min
Gatunek: Akcja
Reżyseria: Gareth Evans
Scenariusz: Gareth Evans
Obsada: Iko Uwais, Arifin Putra, Yayan Ruhian

Zdjęcia: Matt Flannery, Dimas Imam Subhono
Muzyka: Aria Prayogi, Joseph Trapanese, Fajar Yuskemal

 

  • Chcę to obejrzeć – koniecznie. Jedynka była zaskakująco dobra, dwójka z całą pewnością też mi się spodoba. W sumie to równie dobrze mógłbym sobie przewinąć i obejrzeć od połowy, bo w takich filmach fabuła jakoś mnie nie obchodzi, a ta gadanina wkurza. Ale tam, dla dobrego napieprzania warto to przeboleć 😀

  • Dokładnie!! Petarda przez duże P. Obejrzyj koniecznie.

  • Mój ulubiony moment to epilog, jak stoją i coś mówią, ale dialogi wyciszono, a ja – biały chłop z dupy Europy – rozumie i tak, o czym gadają. Majstersztyk.:)

  • "Rok 2011 w kinie kopanym przeżył prawdziwe święto. Gareth Evans otworzył szeroko okna w gatunku mordobić i wpuścił tyle świeżego powietrza, że starczyło aż do roku 2014."

    Tak naprawdę to po pierwszym Raidzie praktycznie co roku trafiał się ciekawy produkt kopany: Haywire w 2011, Universal Soldier: Day of Reckoning w 2012, Man of Tai Chi i Te Shu Shen Fen / Special ID w 2013. Przed 2011 był Universal Soldier: Regeneration (2009) i Dou Fo Sin / Flash Point (2007). Raid zdobył spore (i w pełni zasłużone) uznanie, ale gatunek funkcjonuje sobie całkiem przyzwoicie, poza światłami reflektorów i okiem mainstreamowej krytyki.

  • Ja tam mam wiele ulubionych scen. Między innymi właśnie ta z samochodami. Zobacz sobie "behind the scene" jaki numer zrobili z gościem, który przejął kamerę w samochodzie.

  • Czyli dobrze napisałem że Evans otworzył szeroko okna gatunku 🙂 "Flashpoint" mam (nieobejrzany), a o reszcie słyszałem, choć nie mam w planach. "Raid" musiał być w takim razie czymś innym, skoro się przebił przez kolegów z branży.

  • "Ip Man" z 2008 też był wielkim sukcesem w dziedzinie kina kopanego. "Raid" jest świetny, ale nie nazwałbym go filmem przełomowym.

  • No to muszę zobaczyć.

  • No tak, ale czy nie jest to trochę widowisko ze scenami podważającymi prawa fizyki? Wiesz… skoki, linki, odrzut na parę metrów. W Raidzie pasowało mi martial arts z klimatem prostej, brutalnej, ulicznej bójki. Fajterów z Shaolin już się naoglądałem na vhs-kach.

  • Ja bym powiedział, że Evans (i Raid) to na pewno czołowy przedstawiciel, może nawet najlepszy z najlepszych (pun intended), ale inny, to raczej w niuansach, i raczej znakomicie zrobiony niż rewolucyjny.

    Ip Many z Donnie Yenem i w reż. Wilsona Yipa są zajebiste, Ip Man: The Final Fight też jest fajny. The Grandmaster Wong Kar-waia jest mocno przereklamowany w porównaniu z nimi.

    Wcześniej były jeszcze filmy Tony Jaa i Panna Rittikrai.

    @Patryk
    "W Raidzie pasowało mi martial arts z klimatem prostej, brutalnej, ulicznej bójki."

    Ip Man nie jest aż tak fizyczny jak Raid, ale walki są dosyć brutalne. Jak chcesz coś bliżej Raida to zacznij od Flash Point. Universal Soldiery John Hyams też bym ci polecał. Special ID i Man of Tai Chi (zwłaszcza w pierwszej połowie) też.

  • Wydaje mi się, że "Ip Man" jest bardziej realistyczny niż "Raid". W pierwszej części "Raidu" w trakcie finałowej walki przeciwnik dostał w szyję jakimś ostrym narzędziem, ale to go nie powstrzymało, nadal walczył i to jeszcze bardziej wzburzony. Na pewno nie realizm jest mocną stroną filmu, widowiskowość liczy się tak samo jak w filmach z Jackie Chanem 😉
    W "Ip Manie" nie ma latających wojowników z Shaolin, ale mamy np. tytułowego bohatera walczącego z dziesięcioma przeciwnikami na raz. Żadnych nadzwyczajnych skoków, linek i odrzutów w tej scenie nie ma, wygląda to dość wiarygodnie, sam zresztą zobacz: https://www.youtube.com/watch?v=BsM_tsvT394

  • Dobrze to wygląda. Na pewno obejrzę.

    @Daniel Fizyczność Raida, tego mi brakowało do porównań 🙂

  • Kung Fu Hustle Stephena Chow z 2004 (i wcześniej Shaolin Soccer), to też było spore wydarzenie w kinie kopanym. I moim zdaniem słusznie docenione i wzbudzające emocje.

    Wracając jeszcze do Ip Mana – gwiazda tego filmu, Donnie Yen, ma teraz trochę taką pozycję jak wcześniej Jackie Chan i Jet Li, i jest też niezłym cheorografem i reżyserem walk z bardzo rozpoznawalnym stylem (wrzuca dużo zapaśniczych chwytów i walki w zwarciu w scenach, które choreografuje: http://mikkomiks.tumblr.com/post/33342477971/donnie-yen-in-flashpoint). Ip Man to akurat chorografia, weterana, Sammo Hunga, ale np. Flash Point, Special ID, czy Blade II (ten Guillermo del Toro; miał najlepsze walki z całej serii) to już totalnie jego styl – warto to zobaczyć.

  • Na mojej liście obowiązkowo do obejrzenia, ale ciągle odkładam, bo jest długi

  • Właśnie jestem po seansach… dwójka jest zdecydowanie ciekawsza od jedynki która była po prostu pokazem umiejętności choreografów, operatorów i aktorów… kompletnie nie trzymała w napięciu i nie specjalnie angażowała widza… dwójka dodaje właśnie tą krytykowaną przez ciebie fabułę dając chwilę na wytchnienie zmysłom oraz zajęcie czymś umysłu… dwójka jest zdecydowanie ciekawszym filmem… reszta na co najmniej tym samym poziomie (choć choreografowie jeszcze bardziej się starali urozmaicić walki)

  • Ja pozostanę przy oczku wyżej dla jedynki, choć petardę zostawię tutaj. Mega szybko, brutalnie i mocno. Jednak jedynka to był dla mnie swoisty powrót do kina kopanego. Kiedyś oglądałem tego dużo na vhs. Później całkowicie straciłem zainteresowanie gatunkiem, aż przyszedł The Raid i miłość odżyła na nowo 🙂

  • Co do zainteresowania tematem kopanym to fakt… aż muszę sprawdzić kilka tytułów które pojawiają się tutaj w komentarzach…

  • Pingback: Kapitan Ameryka: Wojna Bohaterów (2016) - Po napisach | z pasją o filmach()

  • Pingback: Headshot (2016) - Po napisach | z pasją o filmach()