Przysięga Hipokratesa

Trudne się wylosowało? Niekoniecznie. Nie mam problemu z pisaniem o negatywnych odczuciach względem jakiegokolwiek tytułu. A tych się tu trochę znajdzie.

Nie mam żadnych zastrzeżeń do sfery wizualnej. Ba, wypada ona naprawdę świetnie, a w momentach, gdy Mikael Bourgouin decyduje się na większe ilustracje, poświęcając im znaczną część planszy, nawet wybitnie. Choćby dla nich warto na Przysiędze Hipokratesa zawiesić oko.

Najgorzej wypada scenariusz, który wspólnie napisali Mathieu Gabella i Mathieu Mariolle. A właściwie jego większa część, bo początek jest nader intrygujący. Więcej. Początek skutecznie zarzuca przynętę na czytelnika.

Thriller, który przeradza się w horror. Jak bardzo wystrzałowe musi być takie połączenie? Zaczyna się świetnie. Oto poznajemy lekarza, który sprawnie odnalazł się w pracy poza systemem. Z wilczym biletem musiał porzucić zatrudnienie w szpitalach, przychodniach i innych oficjalnych placówkach. Cóż, człowiek z takimi umiejętnościami nie zamierzał się przebranżawiać. Zaczął pracować dla półświatka, a tam przecież roboty od groma. Tu trzeba kogoś pozszywać po cięciu nożem, tam wyjąć kulę. I właśnie taki przypadek właśnie się zdarzył. Alexandre musi otworzyć podwoje swojej prywatnej praktyki i kolejny raz podać rękę kryminalistom. Potrzeby ma jednak niemałe. Rodzinę trzeba wyżywić.

Przysięga HipokratesaW Przysiędze Hipokratesa atmosfera działa znacznie lepiej niż sama fabuła.

To już jest niezły otwarcie, prawda? Dalej robi się jeszcze ciekawiej, bo poza kolejką do lekarza wpada mężczyzna, który histeryzuje i twierdzi, że jest łowcą wampirów. Jemu również trzeba pomóc. Zatem na stole w ciemnym magazynie, pośród medycznej aparatury, jednego wieczoru panuje kociokwik niczym na oddziale ratunkowym. A to dopiero początek.

Łowca wampirów, niezależnie od tego, czy jest nim naprawdę, czy nie, czy wampiry istnieją, czy też mamy do czynienia z rodzajem halucynacji, niesie ze sobą obietnicę lekarstwa na wszystkie ludzkie dolegliwości.

Im dłużej myślałem o Przysiędze Hipokratesa po jej ukończeniu, tym mocniej narastało we mnie poczucie obcowania z komiksem, który nie ufa własnym pomysłom. To ciągłe podkręcanie napięcia bywało męczące, chociaż powtórzę: pierwszy cios był celny. To właśnie tam kryje się najwięcej napięcia. W momentach, gdy wiemy niewiele.

Thriller z horrorem tworzą tu obiecującą mieszankę, której zabrakło scenariuszowej dyscypliny.

Klaustrofobiczne ujęcia, emocje trochę jak w garażu z Wściekłych psów, kryminaliści desperaci, opanowany lekarz, jakiś wariat. Później też nie jest najgorzej. Trochę jak w Carpenterowskim Ataku na posterunek 13, gdy pętla zaciska się coraz mocniej. Ale dalej, gdy twórcy puszczają wodze fantazji, wszystko okazuje się takie… patetyczne. Przekombinowane.

Każda następna scena musi odsłonić kolejną tajemnicę. Każdy zwrot akcji musi być większy od poprzedniego. W efekcie opowieść zaczyna przypominać mechanizm nakręcany własną komplikacją.

Najbardziej rozczarowuje mnie jednak niewykorzystany potencjał głównego tematu. Przecież Przysięga Hipokratesa opowiada o lekarzu. O człowieku, który przekroczył granicę etyczną. To fascynujący punkt wyjścia. Można było zbudować historię o moralnym rozpadzie. Tymczasem komiks bardzo szybko porzuca te tropy na rzecz coraz bardziej widowiskowej intrygi.

Wszystko to zostało sprzedane w mało przekonujący sposób. Dlatego najlepiej zapamiętam nie scenariusz, lecz rysunki Mikaëla Bourgouina. To one niosą ciężar atmosfery. To one sprzedają grozę, której fabuła momentami nie potrafi udźwignąć.

Ostatecznie Przysięga Hipokratesa jawi mi się jako przykład komiksu bardzo sprawnego, a jednocześnie zaskakująco pustego. Takiego, który przez cały czas robi wrażenie, ale rzadko zostawia ślad. Podczas lektury nie nudzi, a po lekturze szybko się zaciera. Pozostaje pamięć kilku świetnych obrazów i coraz słabsze wspomnienie samej historii.

Patryk Karwowski

Scenariusz: Mathieu Gabella, Mathieu Mariolle
Rysunki: Mikaël Bourgouin
Kolory: Mikaël Bourgouin
Tłumaczenie: Jakub Syty
Skład: Piotr Margol
Redakcja: Joanna Lewandowska
Korekta: Sonia Miniewicz
Ilość stron: 136
Oprawa: twarda
Wydawnictwo: Lost in Time
Format: 240 x 320 mm

KOMIKS UDOSTĘPNIONY PRZEZ WYDAWCĘ. ZNAJDZIESZ GO NA PÓŁKACH