Folwark zwierzęcy

Mając wciąż w pamięci adaptację z 1954 roku, muszę ocenić wersję Andy’ego Serkisa jako słabszą próbę przeniesienia prozy George’a Orwella na język animacji. Owszem, każde pokolenie widzów ma swój Folwark zwierzęcy i taką linię obrony można by zastosować również w przypadku obrazu Andy’ego Serkisa.

Jednocześnie prawdą jest, że każde pokolenie powinno zobaczyć Folwark zwierzęcy (choć jeszcze lepiej go przeczytać) i dostrzec zawartą w nim analogię do współczesnych czasów. W gruncie rzeczy są to sprawy uniwersalne. Szereg patologicznych sytuacji, jakże bliskich motywom obecnym u Orwella, można zaobserwować w różnych miejscach: w zakładzie pracy, na ulicy, a nawet w domu.

Folwark zwierzęcyZa przystępność płaci wysoką cenę utraty orwellowskiej bezkompromisowości.

Orwell napisał przypowieść. Andy Serkis, reżyser przedsięwzięcia z 2025 roku, zrealizował natomiast animację familijną z wyraźnie złagodzoną strukturą politycznej satyry. Nie jest to jednak zwykłe uproszczenie, lecz raczej przesunięcie punktu ciężkości. Oryginał opowiadał o mechanizmach władzy, podczas gdy omawiany film częściej koncentruje się na procesie uwodzenia przez władzę. Różnica wydaje się subtelna, ale w praktyce zmienia wszystko.

U Serkisa centralnym bohaterem jest Farciarz (Lucky). U Orwella go nie było. Zmiana jest więc znacząca, ale czemuś służy. To właśnie świnka Farciarz obserwuje i doświadcza na własnej skórze wszystkiego, co wydarzy się na farmie. Nie oglądamy więc systemu od środka. Przyglądamy się jego narodzinom oczami kogoś, kto dopiero uczy się rozpoznawać fałsz. Otrzymujemy tym samym opowieść o dojrzewaniu do nieufności.

Bezpieczna i wygładzona forma.

I nie byłoby w tym nic złego. Być może młodszym widzom, stanowiącym główną grupę odbiorców, taka perspektywa będzie bliższa i wyniosą z tego seansu więcej właśnie dzięki tej zmianie. Jednocześnie wszystko zostaje podporządkowane łagodniejszym obrazom. Oczywiście subtelność również ma tu swoje uzasadnienie, bo przecież współczesna propaganda jest znacznie mniej nachalna niż dawniej. Nasuwa się jednak pytanie, czy młodszy widz jest w stanie wychwycić takie momenty jak ten, gdy Napoleon, świnia-manipulator i sprawca całego zła, przemawia, a wśród publiczności siedzą podstawieni pracownicy korporacji, nagradzający go gromkimi brawami.

Folwark zwierzęcy

Jeśli chodzi o animację, również nie jest najlepiej. Spełnia swoją rolę, ale twórcy nie idą w jakość. Pod tym względem Folwark zwierzęcy Serkisa nie nosi cech współczesnej animacji. Szczególnie widać to po rozlanych powierzchniach podłoża (ale również krajobraz, budynki), po których poruszają się zwierzęta. To poziom wykonania sprzed kilku dekad. Lepiej, a miejscami nawet naprawdę dobrze, wypada ekspresja zwierzęcych pysków. Widać w nich ludzkie emocje, a widz bez trudu rozpozna to, na czym mogło zależeć również Orwellowi: fałsz, radość czy smutek.

Nie będę jednak przez te nieliczne zalety patrzył pobłażliwie na Folwark zwierzęcy Andy’ego Serkisa. To wizja rozwodniona i miałka, pozostająca w wyraźnej rozbieżności z duchem książki. Polski dubbing przedni!

Patryk Karwowski

Czas trwania: 94 min
Gatunek: animacja
Reżyseria: Andy Serkis
Scenariusz: Nicholas Stoller
Obsada: Marcin Piętowski, Aleksander Sosiński, Grzegorz Pawlak, Artur Pontek, Beata Olga Kowalska
Zdjęcia: Olaf Skjenna
Muzyka: Heitor Pereira