– Wiedziałaś, że osy zabijają muchy? Mogą je dopaść w trakcie lotu albo po prostu zgładzić, gdy taka mucha siedzi sobie spokojnie na ścianie.
– A wiedziałaś, że termity są w stanie zbudować kopiec wysokości 13 metrów? Przesada.
Byłem niezłym utrapieniem dla żony, która robiła akurat rewatch serialu Monk, a ja, czytając Owady w komiksie (tom 1), co chwilę prychałem ze zdziwienia i raczyłem ją kolejnymi ciekawostkami. Dobra, jeszcze jedna – wiedzieliście, że rybiki żyją do ośmiu lat?
Humor i biologia spotykają się w albumie, który robi z entomologii najlżejszą lekcję świata.
Tak, wielką niespodzianką jest dla mnie ten album. Leciutki, podany w przystępnej formie. Kiedyś pisało się (a może są i dzisiaj takie pozycje) w tonie nieco zabawnym o kategorii wiekowej od 0 do 100 lat. I to właśnie taki album. Dodatkowo w niezwykle zabawnej, cartoonowej kresce utrzymanej w tej charakterystycznej manierze (moim zdaniem) – duże ekspresyjne oczy, humorystyczne deformacje, czytelność ponad realizmem, ciągle z ironią, uśmiechem, radością w rysunku.
Album wyrasta z charakterystycznego dla francuskiego rynku komiksowego splotu edukacji i humoru. To dzieło zrodzone z potrzeby oswojenia świata, który zwykle budzi niechęć – owadów, istot nieproszonych, zbyt małych, by je zauważać, a jednocześnie zbyt licznych, by je ignorować.
Cazenove i Vodarzac wchodzą w ten mikrokosmos z wyraźną intencją: przywrócić mu należną rangę, nie przez moralizatorski ton, lecz przez lekką dramaturgię gagów. Cosby dopowiada resztę – jego kreska nie tyle ilustruje, co animuje, jakby każdy kadr był wyjęty z krótkiego filmu edukacyjnego, który nie boi się komizmu.
Owady w komiksie, czyli najmniejsze stworzenia mają największy potencjał komiczny.
Geneza albumu wydaje się prosta, ale znacząca. Twórcy, najwyraźniej zafascynowani entomologią, tworzą komiks, który nie jest ani encyklopedią, ani czystą farsą. Ten balans widać w strukturze tomu: krótkie sekwencje, często jednokadrowe żarty, przeplatane fragmentami bardziej informacyjnymi. To forma zakorzeniona w tradycji francuskich serii popularnonaukowych, które od lat próbują łączyć dydaktykę z rozrywką. Daleko nie szukać – wskażę jakże popularną serię animowaną Było sobie życie. To podobny sznyt. Kolorystyka w Owadach w komiksie jest intensywna, niemal cukierkowa, co działa jak kontrapunkt dla biologicznej treści. Dzięki temu album nie popada w naturalizm; zamiast tego buduje świat, w którym owady są bohaterami małych dramatów, a nie obiektami obserwacji.
Zatem: masa ciekawostek, plansze (niektóre) z podsumowaniem w formie karty do gry z konkretnym owadem i jego cechami szczególnymi (również z łacińską nazwą) i znowu masa informacji. Brawa dla tłumacza – musiał trochę poszperać w źródłach.
I tu nie ma za bardzo czego oceniać. W sensie, że Owady w komiksie właśnie jako komiks się po prostu lubi – owady są zabawne, mają swoje małe przygody, obserwujemy ich krótkie lub dłuższe żywota. Tam, na górze, w świecie ludzkich olbrzymów, jest babcia, która prowadzi z owadami nierówną walkę (zabija muchę, przylatują trzy kolejne – to nie dosłowny przykład z komiksu, ale pewna zasada).
Takie pozycje powinny się znaleźć w szkolnych bibliotekach. Co tam w bibliotekach! Serio, życzyłbym sobie Owady w komiksie na półkach w salach biologicznych (ze względu na przystępną formę, wykonanie, różnorodność w podejmowanym temacie!). A nuż ktoś sięgnie, złapie bakcyla, zostanie sławnym entomologiem?
Tłumaczenie: Jakub Syty
Korekta: Mała Kasia
DTP i liternictwo: Krzysztof Kaźmierczak
Ilość stron: 48
Oprawa: twarda
Wydawnictwo: Scream Comics
Format: 240 x 320 mm

