Trzeci horror w filmografii, stała recepta, te same składniki i mistrz kuchni znowu dowozi. Zach Cregger jest w tym momencie, w którym był Sam Raimi po nakręceniu drugiej części Martwego zła. Cregger kręci horror, owszem, ale jego horror jest na tyle pojemny, że wypadałoby dodać do niego przymiotnik „dziki”. Co przez to rozumiem? To słowo jest nacechowane wszystkim, co potrzebne do pełnoprawnej kinowej rozrywki w ujęciu grozy: strachem, przegięciem, humorem, bezpieczeństwem dla widza i ogromnym niebezpieczeństwem dla filmowego bohatera.
Tak, w przypadku Creggera doskonale wiemy, że to jest film. Nikt nie próbuje tu dodawać choćby szczypty realizmu. Świat przedstawiony wydaje się znajomy, ale to przecież rzeczywistość wywrócona na lewą stronę, pełna potworów, rozszalałej przemocy i ekranowej agresji, która rozsadza ekran, nigdy jednak nie wychodzi poza jego ramy. Nie zabieramy tych historii z kina, one pozostają tam, na taśmie, w projektorze. Fajnie się o nich rozmawia, przeżywa je i czerpie z nich frajdę, ale nie pozostawiają blizn. To po prostu świetna rozrywka.
Już początek jest mocno prześmiewczy, bo umówmy się, wszyscy wiedzą, na jaki rodzaj filmu idą i co za chwilę będą oglądać. Najbardziej nieświadomy jest główny bohater, kurier rozwożący przesyłki medyczne. Tu serce, tam wątroba, dzisiaj kurs do Racoon General Hospital. W szpitalu napięta sytuacja, jak zwykle.
Cregger po raz trzeci udowadnia, że zna przepis na piekielnie satysfakcjonujący horror.
Bryan (Austin Abrams), bo o nim mowa, chyba trochę pomylił się z powołaniem. Kurierka jeszcze ujdzie, ale żeby od razu oglądać te wszystkie okropieństwa? Niekoniecznie. Taka jest jego reakcja, gdy przechodzi przez szpitalne korytarze. Tu złamany nos, tam ktoś krwawi, Bryan wzdryga się za każdym razem, a ja już mam uśmiech na twarzy. Bryan, ty chyba nie wiesz, co cię zaraz czeka. A czeka cię Resident Evil.
Grałem w Resident Evil. Grałem jeszcze wtedy, gdy nie było cię na świecie, w drugiej połowie lat 90. Czy jestem fanem? W ogóle nie jestem szczególnym fanem żadnej gry, ale tę serię znam, nawet jeśli miałem od niej długi przestój. Grałem w kilka różnych odsłon, znam punkty styczne, potrafię rozpoznać bestiariusz, znam historię, widziałem też filmowe adaptacje z Millą Jovovich. Marka zaczęła już objadać się własnym ogonem i trudno dziś odnaleźć się w tej franczyzie.
Z szacunkiem dla materiału źródłowego i bez strachu przed czystą rozrywką.
Cregger znalazł jednak złoty środek na tę adaptację. Świetną, porywającą. Nie tylko odnosi się do serii i przenosi jej główne cechy, areny działań oraz charakterystyczne elementy, takie jak winda, opuszczona farma czy szpital. Przenosi również konkretne sekwencje: strzelbę wiszącą na ścianie, poszukiwanie naboi i dziesiątki innych detali. Generalnie tworzy coś na kształt symulatora komputerowego bohatera.
Głównym zarzutem, który postawiła moja córka po seansie Resident Evil, było to, że bohater nie zachowywał się racjonalnie. Przechodził spokojnie od jednej potworności do kolejnej obrzydliwości, a wszystko zdawało się po nim spływać. Poniekąd tak, ale właśnie w tym tkwi sedno gry wideo. Bryan to my. Bryan idzie do przodu, bo musi. Nie trafia za pierwszym razem w kłódkę, próbuje głupich rozwiązań, a kiedyś w końcu uda mu się skutecznie strzelić z pistoletu, bo poziom skilla również się podniósł.
Cała reszta to pożoga i posoka: trochę w estetyce The Thing Carpentera (macki, mutacje, odnóża), trochę zaczerpnięta z serii The Last of Us, przede wszystkim jednak wyjęta wprost z Resident Evil.
To genialna zagrywka, bardzo w duchu spędzania czasu przy konsoli i równie mocno zakorzeniona w samej franczyzie. Cregger wysoko stawia sobie poprzeczkę. Trzema filmami udowodnił, że ma receptę i gotowy przepis na sukces. Nie boi się wychodzić poza schemat, igra z ogniem, a robi to z odwagą i pełną świadomością.
Jego kolejnym projektem ma być The Flood – science fiction o ekipie badawczej, która odbiera sygnał z obcej planety. Oczywiście lecą to sprawdzić. I ja tam będę.
Czas trwania: 95 min
Gatunek: horror
Reżyseria: Zach Cregger
Scenariusz: Zach Cregger, Shay Hatten
Obsada: Austin Abrams, Zach Cherry, Kali Reis, Paul Walter Hauser
Zdjęcia: Dariusz Wolski
Muzyka: Hays Holladay, Ryan Holladay
Za seans dziękuję sieci kin.


