Tell your children not to walk my way
Tell your children not to hear my words
Frank walczy ze swoim diabłem, w tle słyszymy Danzig. Słowa Glenna stapiają się po chwili z traumatycznym rzężeniem kogoś, kto był kiedyś człowiekiem. Teraz? Teraz to wrak, posklejany ze wspomnień facet, którego trawią wszystkie cudem przeżyte pożary. Wojsko i wojna, rodzina – zamordowana córka i żona, stosy trupów. Dobrze się to łączy z krajobrazem, zamieszkami w dzielnicy.
The Punisher: One Last Kill. Przemoc jak paliwo.
Gdy Frank wychodzi na zewnątrz ze swojej nory na jakimś blokowisku, świat wokół niego płonie. Dosłownie. Czyżby ogień wciąż za nim podążał? Możliwe, bo gdy Frank idzie na cmentarz, pejzaż mamy jak z apokalipsy. A to tylko rozruchy, takie, które czasami trawią amerykańskie miasta. Świetnie to współgra z dźwiękami w głowie Franka. Tam, pod kopułą mężczyzny, w którego spojrzeniu już nic nie widać, ciągle naloty, czołgi albo cierpiętnicze krzyki najbliższych. A na ulicy wrzaski, umieranie, słabsi dostają od silniejszych, jakby Klasa 1984 Marka L. Lestera miała dzisiaj wychodne. Co to obchodzi Franka? Niewiele – on musi iść pogadać na cmentarz z żoną i córką.
Wspaniała jest ta niecała godzina z Punisherem. Tak jak nie oglądam Marvela, tak dla tej postaci zawsze zrobię wyjątek, bo uwielbiam tego straceńca od zawsze. I nie napiszę, że Jon Bernthal jest najlepszym Punisherem, bo uważam, że akurat ta figura ma niebywałe szczęście do aktorów. Każdy wniósł coś swojego, każdy był tym własnym Punisherem. Bernthal wygrywa głosem, spojrzeniem, ale też przygotowaniem fizycznym. A tutaj prezentuje się znakomicie.
Pięćdziesiąt minut traumatycznych przeżyć i akcji.
Godzina z Punisherem to rodzaj piekielnej odysei. Gdy Frank osuwa się do swojego grobu, na zewnątrz wyciąga go… przemoc. Tak, gdy zostaje na niego podpisany wyrok, on nagle dostaje paliwa. Im więcej kul leci w jego stronę, cegieł, butelek, tym mocniej wydobywa to z niego ikrę, siłę i determinację do walki.
To pięćdziesiąt minut czystego dramatu i absolutnej akcji. Moment, gdy Frank się odpala, jest czymś kolosalnym – fajerwerki agresji, epicka brutalizacja, znakomita choreografia. Punisher znowu żyje.W szerszym ujęciu One Last Kill działa jak studium rozpadu, ale też jako przewrotna odpowiedź na wszystkie wcześniejsze ekranizacje Punishera. To film, który nie tyle opowiada historię zemsty, ile rozbiera ją na części i pokazuje, że w rdzeniu tego mitu nie ma nic poza bólem, pustką i przemocą jako jedynym językiem, jaki Frank jeszcze rozumie.
Ostatecznie Frank rzeczywiście żyje i zawsze żyć będzie, ale tu nie ma triumfu. Musi trwać na swojej pozycji – tutaj bez taniej gloryfikacji, bez komiksowej przesady, raczej w duchu brudnego kina akcji. Świetna rzecz.
Gatunek: akcja
Reżyseria: Reinaldo Marcus Green
Scenariusz: Jon Bernthal, Reinaldo Marcus Green
Obsada: Jon Bernthal, Deborah Ann Woll, Jason R. Moore, Judith Light
Muzyka: Kris Bowers
Zdjęcia: Isaac Bauman

