Samotność w centrum wszechświata

Już sam odbiór komiksu autobiograficznego o takim ciężarze był dla mnie wyzwaniem. Ciężary uniosłem; mam dwie nastoletnie córki, które mają swoje problemy, niekiedy podobne. Wiem, z czym się je treść Samotności w centrum wszechświata – potrafiłem ją przyswoić, okiełznać i w końcu przetrawić.

Chociaż to są wciąż trudne momenty, bowiem Zoe Thorogood do wieku nastoletniego cofa się wiele razy, ten wiek przenika przez wszystko i wszystko ma na wszystko wpływ. Kwintesencją są jednak jej lata dorosłe. Czyli wiele jeszcze przede mną.

Oczywiście każdy dramat jest inny, a my tutaj mamy się skupić na komiksowym medium. Jaka jest graficzna powieść w pełni szczera i bezkompromisowa w wykonaniu Thorogood? Właśnie to napisałem: szczera i bezkompromisowa.

Ta sama bezkompromisowość uderza przez pierwsze kilkadziesiąt stron jak ostrym narzędziem w twarz. Ci czytelnicy mniej otwarci mogą sobie nie poradzić z formalizmem, bo główną cechą komiksu (później już się oswoisz, nie bój się) jest duże przebodźcowanie.

Samotność w centrum wszechświataSama przeciw wszystkim. Trzymaj się dziewczyno!

Początek – długi początek – to bałagan, ale to decyzja nie tyle świadoma, co po prostu definiująca jeden z wielu stanów, jaki towarzyszył (towarzyszy?) autorce. Mnogość stylów (prawie jak w antologii od różnych ilustratorów), kolaże, odważny formalizm. Moje córki bawiły się kiedyś taką książeczką Zniszcz ten dziennik – to podobny przypadek: każda strona może przynieść coś innego, zawsze twórczego, niejednokrotnie niepokojącego.

Nie zapominajmy bowiem o tym, że Samotność w centrum wszechświata to komiks wyznanie, pełne bólu, otwierania się, kolejnego bólu, wystawiania się na ocenę. To jest jak wyjście na scenę w najmocniejszym świetle. Widać wszystko, a już na pewno to, co doskwiera autorce, jeżeli chodzi o zdrowie psychiczne.

Zatem komiks wyznanie, ale przede wszystkim rodzaj autoterapii. I ja mogę tylko zazdrościć Zoe, ale i innym autorom i autorkom, że mogą sobie poradzić lub próbować sobie poradzić z własnymi słabościami, demonami, diabłami – jak zwał, tak zwał – za pośrednictwem komiksu, powieści, piosenki itd.

Samotność w centrum wszechświata, czyli pełen wyraz bólu depresji.

To zawsze jest doskonały oręż do tej walki. Tak myślę. Zoe więc rysuje i pisze o tym wszystkim, co ją boli, co ją kłuje, wywleka na lewą stronę, dociska do ziemi, niszczy ją od środka i od zewnątrz. Pisze i rysuje swoje stany współczesne, ale i te ze wspomnianego wieku nastoletniego. Dużo tego; prowadzi dialog ze sobą, ale nic nie ukrywa. Dużo tu bólu, czasem zabawnych sytuacji, nerwów, irytacji, całe spektrum emocji. Żeby komiks autobiograficzny był udany, autorka lub autor muszą się przy okazji pisania i rysowania mocno otworzyć, uzewnętrznić swój ból, lęki, skrywane potrzeby.

Zoe robi to wszystko, otwiera się, ściąga zbroję, jednak kilka sfer pozostawia zamkniętych na cztery spusty. To zrozumiałe, to nie jest kompletna wiwisekcja i nikt nie chciałby patrzeć na jej życie jak w Big Brotherze, kilka sfer pozostaje tylko jej, ale to nie ma wpływu na interpretacje jej stanu.

To przede wszystkim odważna lektura napisana i narysowana przez odważną i dobrą osobę.

Patryk Karwowski
Rysunki: Zoe Thorogood
Scenariusz: Zoe Thorogood
Tłumaczenie: Olga Mysłowska
Redakcja: Krzysztof Ostrowski
Korekta: Hanna Antoś
Ilość stron: 192
Oprawa: miękka
Wydawnictwo: Nagle! Comics
Format: 170 x 260 mm

KOMIKS UDOSTĘPNIONY PRZEZ WYDAWCĘ. ZNAJDZIESZ GO NA PÓŁKACH

Nagle Comics