Saga – tom 5

Piąty tom komiksu Saga kontynuuje opowieść o dramatycznych losach rodziny Alany, Marko i ich córki Hazel, rozdzielonych w wyniku wydarzeń z poprzednich części. W tej odsłonie fabuła koncentruje się na kilku równoległych wątkach.

Jednym z głównych motorów akcji jest porwanie Hazel przez Dengo – fanatycznego rewolucjonistę, którego działania destabilizują życie bohaterów. Drugi wątek to ten z Gwendolyn i moją ulubioną kotką, w dodatku kłamliwą. Ta grupa musi odnaleźć lekarstwo dla Upartego. I jest oczywiście Marko, który nawiązuje sojusz (bardzo kruchy i oparty na ciągłej nieufności) z księciem Robotem IV.

Chyba w końcu dojrzałem pierwsze wyraźne pęknięcia w dotychczasowej konstrukcji serii. A może po prostu lecę na autopilocie i nie trzymając sterów, zacząłem się rozglądać? Najwyraźniej.

Saga - tom 5Piąta część, byle dalej, byle do przodu.

Największy problem mam z tym, że wątki poboczne rozrastają się kosztem głównej osi. Historia rodziny Marko i Alany zostaje rozproszona przez nadmiar epizodów, ale chyba głównie przez rozbuchany bestiariusz. A powinienem się przecież już przyzwyczaić, bo jest to jedna z głównych cech serii – w takim znaczeniu, że gdy postaci jest już naprawdę sporo, scenarzysta otwiera drzwi kolejnej grupie, jak w piątym tomie gdy nagle do gry wchodzi kolejna strona konfliktu.

Tom piąty cierpi również na nadmierną fragmentaryzację. Przeskoki między planetami i grupami bohaterów są częste i gwałtowne. Jednak autopilot i z tym sobie radzi, bo Sagę po prostu dobrze się czyta, nawet jeżeli jesteśmy w historii pogubieni. Wygrywa więc tu ten moment, gdy angażujemy się w narracji skupionej na kilku planszach. To działa – odbijamy się od całości, ale konkretny incydent, zwrot akcji, jakaś spektakularna zagrywka (tak fabularna jak i graficzna), zawsze dowożą.

Space opera, która  potrafi w końcu zmęczyć.

Coraz mniej podobają mi się natomiast ilustracje Fiony Staples. Dynamiczna kreska i kreatywność wciąż wygrywa wiele rozdań, ale jako całokształt dostarcza coraz częściej raczej ambiwalentnych emocji.

Wracam do Sagi raz na kilka miesięcy. Może za rzadko? Może jestem przez ten długi okres rozłąki bardziej rozkojarzony, bo w międzyczasie bombarduję swoją percepcję ogromną ilością innych rozwiązań formalnych i różnych stylów graficznych. To między innymi (zapewne) przez to i ilustracje i ta nieznośna konwencja epickiej space opery w duchu telenoweli jakoś mnie miejscami męczy. Niemniej, jak to z serialami bywa, trzeba w to brnąć dalej!

Patryk Karwowski

Rysunki: Brian K. Vaughan
Scenariusz: Fiona Staples
Ilość stron: 152
Oprawa: twarda
Tłumaczenie: Jacek Drewnowski
Wydawnictwo: Mucha Comics
Format: 170 x 270 mm