PoNapisach
Tumblr Instagram Facebook Twitter
NAJNOWSZE LOSOWE
STREFA VHS

Elysium (2013)

Elysium - Elizjum - 2013

Moja poniższa recenzja ukazała się wcześniej na portalu NoirCafe.pl, link tutaj.

Neill Blomkamp, ogromna nadzieja kina science-fiction. Jego Dystrykt 9, debiut zresztą, wniósł ogromny powiew świeżości do tego gatunku. Blomkamp jest też współautorem scenariusza do swojego debiutu i samodzielnym autorem Elizjum. Reżyser kontynuuje stylistykę kina sci-fi, którą rozpoczął w 2009 roku.

To dobrze. Znowu mamy znane nam z Dystryktu 9 obrazy. Slumsy Los Angeles jawią się niczym krajobraz z Black Hawk Down. Mieszkańcy jak z najgłębszych Flaveli. Piach, brud, zgnilizna, promieniowanie, depresja, apatia, piekło na Ziemi. Tylko tyle zostało z naszej ukochanej planety. Jeżeli chcesz przeżyć w tym świecie, jako obywatel tego globu, masz trzy wyjścia. Pierwsze to pracujesz dla fabryki. Do pracy idziesz z opuszczoną głową, wracasz słaniając się na nogach. Żyjesz dla fabryki. Umierasz dla fabryki. Drugie, to jesteś w gangu. Kradniesz broń, samochody. Czujesz zapach lepszego życia, tylko zapach. W końcu giniesz od kul, zaawansowanych korpo-robotów. Trzecie to czekasz. Leżysz w swojej lepiance lub ogrzewasz się przy ulicznym kotle. Jesz to, co wyrzuciła ulica. Umierasz bez nadziei. Ponura to wizja.Upadły świat dostaje swojego bohatera. To Max, w tej roli Matt Damon. Max wybrał pierwszy wariant. Miał szczęście, bo przeżył swój kryminalny epizod. Był jednym z lepszych złodziei samochodów. Miał szczęście, bo nie zginął. Odsiedział swoje i poświęcił swoje przyszłe życie fabryce. O ironio, składa maszyny, które zabijają jego współbraci. Taki to świat. Umierająca planeta, na którą spogląda Elizjum. Wznoszący się nad ziemską kopułą Eden, z najnowszymi medycznymi technologiami, z całym dobrodziejstwem starego świata. Lśniący, piękni obywatele. Mieszkający w willach i apartamentach rodem z dzisiejszego Bel Air. Z drinkiem w ręku, z uśmiechem na twarzy. Bez stresów, bez patrzenia na zegarek. Nad wszystkim czuwa Delacourt, czyli ubrana w korpo-strój Jodie Foster. Nie znosząca sprzeciwu władza w jej wykonaniu sprawia, że wszyscy wokół niej przyspieszają krok. Ściszają głosy, pochylają głowy.
Gdzie więc rozpoczyna się właściwa akcja filmu? W momencie, gdy zegar zaczyna odmierzać czas. W tym przypadku to czas Max’a, który został napromieniowany w swoim zakładzie pracy i robot medyczny dał mu parę dni życia. Wtedy właśnie budzi się głęboko skrywana wola życia. Jedyną nadzieją zaś jest dotarcie do Elizjum i jednego z reanimacyjnych łóżek. Kogo jeszcze zobaczymy na ekranie? Diego Luna, jako przyjaciel Max’a. Alice Braga, czyli Frey, której Max obiecał kiedyś, że zabierze ją na Elizjum. Sharlto Copley – Kruger, któremu musi stawić czoła nasz bohater. Ten ostatni wypadł świetnie. Kruger zdecydowanie zasługuje na osobną historię.
elysium-12
Realizacja? Przy tym budżecie do pracy zatrudnia się najlepszych i najlepsze się pokazuje. Efekty, wizja Elizjum, sceny z porwaniem korpo-menadżera, na najwyższym poziomie. Co ciekawe, jestem przekonany, że sceny te przypadną do gustu miłośnikom gier third-person perspective (kto obejrzy i wie o co chodzi, zrozumie). Czy Blomkamp podołał i powtórzył sukces debiutu? I tak, i nie. Prześlizgnął się pod co ostrzejszymi piórami krytyków (w tym i moim 🙂 i podzielił fanów sci-fi. Za trzecim razem już mu się nie uda. Widać, że kocha sci-fi. Lubi przedstawiać wizję podzielonych społeczeństw w przyszłości. Wg mnie niestety Max był za mało przekonujący.
elysium-10
Owszem Matt Damon odrobił zadanie domowe, tym bardziej charakteryzatorzy. Starał się jak mógł. Jego rola była jednak zbyt powierzchowna. Czuło się, że ten wyścig z czasem jest bez … ikry. Za mało emocji, krzyku rozpaczy, potu i łez. To przecież jest walka o życie, i jak się okazuje nie tylko o jego. Powinien szarpać, gryźć, kopać. Być może twórca chciał pograć trochę na emocjach i sprowokować widzów do dyskusji. Do opowiedzenia się po stronie uciśnionych lub garstki uprzywilejowanych, których jedyną szansą na przetrwanie jest izolacja? Sceny, gdy mieszkańcy Ziemi w pyle, kurzu i krwi wbiegają z futurystyczną wersją ak-47 do białych willi, z lśniącymi podłogami, robią wrażenie. To są tanie emocje. Większość z pewnością będzie kibicować takim rewolucyjnym zapędom. Spalić bramę, wpuścić wszystkich? Nie sądzę. Ziemia jest ogromna, a Elizjum wciąż malutkie. Film jednak polecam. Kino serwowane przez Blomkampa trzeba przyjąć takim, jakie jest. To wciąż świeża potrawa. Jeszcze się nie przejadła, jeszcze dobrze smakuje.
6/10

Czas trwania: 109 min
Gatunek: Akcja, Sci-Fi
Reżyseria: Neill Blomkamp
Scenariusz: Neill Blomkamp
Obsada: Matt Damon, Jodie Foster, Sharlto Copley, Alice Braga, Diego Luna, William Fichtner

Zdjęcia: Trent Opaloch
Muzyka: Ryan Amon

  • Nie będę wypowiadał się na temat Elizjum, gdyż po obejrzeniu Her całkowicie zmieniła mi się perspektywa na sf…

    Powiem tylko tyle, że Elizjum jest dziełem meta. Bynajmniej nie meta-fizycznym, a meta sama w sobie. Główny bohater mierzy się ze straszliwymi "korporacjami". Wizje strasznych korporacji mieliśmy okazję oglądać w latach 80, a czytać mogliśmy o nich nawet wcześniej. Okropne korporacje najczęściej chcą tylko zysku, czasem dodając do tego jeszcze zabicie całej ludzkości – nic nowego.
    O wiele gorszy i bardziej straszny jest meta obraz jaki pozostawia za sobą Elizjum. Bo taki obraz się rysuje bardzo wyraźnie – Elizjum to bój twórcy który próbuje coś powiedzieć z korporacją która go sponsoruje. Nikt niczego nikomu nie rozkazuje, producenci są bardzo mili, wspierają, czasem tylko dorzucą jeden czy drugi pomysł… może kogoś do obsady, może jakiś pomysł na przyśpieszenie akcji, może w ogóle zmiana pewnego konceptu… Tak kawałeczek po kawałeczku twórca przyjmuje te świetne propozycje. Kawałek po kawałeczku rozpuszczając własne pomysły, mieszając świetne drobne elementy z produkcyjnymi popłuczynami.

    To nie pierwszy i nie ostatni raz kiedy pieniądze i silne studio zepsuły coś co mogłoby być ciekawe.

    Swoją drogą tak wiele filmowych korporacji… InGene (Jurasic Park), Lunar Industries (Moon), Multi National-United (District 9), Tyrell Corporation (Blade Runner) Weyland (Alien), OCP (Robo-Cop), Soylent Green (Omega Men) itd itd…
    Wszystkie w jakimś aspekcie są złe, złe dlatego, że patrzą na własny dochód a nie na humanizm, na dobro ludzkości, na dobro jednostki, na dobro czegokolwiek. Wszystkie są złe bo zależy im tylko na zysku. Wszystkie są bezosobowe, złożone z wielu podmiotów, ogromne i wszechwładne. Ta wizja korporacji jest łatwa, przyjemna dla oka i naszego umysłu – bo to zło które gdzieś tam jest, jest poza nami. To zło z nami walczy, to zło nas zabija, to zło nas upokarza, to zło nas zatrudnia… Dzięki temu to zło jest poza nami. Źli są inni, my jesteśmy dobrzy, my chcemy tylko tego co najlepsze, chcemy tylko tego co doskonałe, chcemy miłości i pokoju.
    Chcemy?

    To bardzo proste i przyjemne wyrzucić z siebie zło, postawić je w koncie z karteczką "to zło". Prawda jednak jest bardziej złożona, prawda jest taka, że zło jest w nas głęboko zakorzenione. Każda z cech "złej" korporacji jest immanentną cechą każdego z nas, w każdym z nas jest chciwość, miłość własna, przekonanie o swojej wyższości.

    Jednak jedną z naszych najgorszych cech jest hipokryzja, którą jesteśmy wypełnieni.

    Hipokryzja tak doskonale widoczna w filmie piętnującym "korporację", a który dzięki i dla korporacji powstał.

  • Korporacje zawsze były używane w kinematografii do straszenia. Były też najczęściej celem głównych bohaterów. Najczęściej też dawały szanse producentom na kontynuację historii (bo przecież nie można zabić korporacji, ani obalić wszystkich władz).

    Nie szedłbym w kierunku teorii spiskowych. Korporacje nami rządzą itd. Film jest rozrywką. Ten akurat kinem s-f, z domieszką akcji. Film dostarczył rozrywki? Czyli spełnił swoje zadanie.

    Mieliśmy kibicować rewolucyjnym zapędom? Niektórzy kibicowali, niektórzy nie (ja akurat nie, widocznie inaczej stąpam po ziemi)

    Max, bohater filmu, gdy zaczął walczyć o swoje życie, to robił to tylko i wyłącznie po to żeby się wyleczyć. Na początku miał głęboko w d… ludzkość (to akurat na plus dla scenariusza). Wszystko jednak było zbyt płytkie i szare. Przyprawy w postaci ostrego wasabi dodał do obrazu Sharlto Copley, i to jemu należą się brawa, i to on odetnie kupony od tej historii.

  • Przedstawienie fikcyjnych korporacji stworzonych na cele kinematografii to fajny pomysł. Dzięki za podsunięcie pomysłu 🙂

  • Tak szczerze to byo tylko wybieg zeby powiedziec o czyms innym. Jednak jezeli sie przydal, to niezmiernie sie z tego ciesze.

  • Film jest rozrywka… do pewnego stopnia. Kiedy spojrzec na nasza rzeczywistosc – swiat bialych ludzi mieszkajacych w srodku europy, zyjacych wzglednie dostatnio, prawie cale zycie jest forma rozrywki.
    Jednak nie o tym chcialem… rozrywka film moze byc, moze nie przynosic absolutnie nic poza milym marnowaniem czasu. Jednak jako zwierzeta laknace narracji od historii wymagamy czegos wiecej. A szczegolnie kiedy autor przenosi nas do calkiem zmyslonej rzeczywistosci. Dlatego tez kazdy tekst sf, fantasy etc.wymaga wrecz drugiego, trzeciego i czwartego dna… tego naturalnie od niego oczekujemy. To dlatego tak zle uplyw czasu znosza wytwory kultury ktore tego elementu nie zawieraja.
    Elizjum nie jest zlym filmem, ma wszystko to czego potrzebuje. Elizjum to po prostu wielki zawod dla tych ktorzy chcieli czegos wiecej, dla tych ktorych uwiodl Dystrykt, dla tych ktorzy kochaja sf.

  • Przepraszam za brak znakow diakrytycznych.

  • Nie chciałbym być przez ten komentarz postawiony w szeregu tych, którzy nie znają się na dobrym s-f. Ja znam się na fantastyce, a w s-f jestem zakochany. Tak byłem na ET w kinie na początku lat 80-tych, tak pożerałem Asimova. Kocham s-f i nikt mi tej miłości nie odbierze 🙂 Elizjum oceniłem na 6 w swojej skali. Film uważam za dobry. Pozdrawiam 🙂

  • Nie jest dobrze… nie jest dobrze, że swoje komentowanie na blogu zacząłem od zarzutu do oceny TWE…

    W żadnym wypadku nie atakowałem oceny, nie atakuje też nawet słowa z recenzji. Ad rem chciałem tylko dodać kilka rzeczy, być może sugestywny ton wypowiedzi podsunął takie wrażenie.

    No ale skoro już przy tym jesteśmy… to miłośnikowi SF z całą pewnością spodoba się Her, który to z całego serca polecam. Film od kilku godzin krąży we mnie i nadal nie jestem wstanie go przetrawić. Dodam tylko, że pożarł całkowicie wrażenie po 12 years a slave, które oglądałem wczoraj.

    Nie wchodząc w szczegóły, Her robi coś czego Elizjum nie było w stanie zrobić, a co film sf musi robić – zostawia za sobą wiele pytań i wielki nie dający się uciszyć niepokój.

  • Her, czekam czekam. Ja już wiedziałem po pierwszym zwiastunie wiedziałem że "Her" będzie wielkie. Pozostaje mi tylko pozazdrościć tak szybkich seansów 🙁

  • No łaskawie się obszedłeś z tym 🙂 Niestety ja poza Copleyem i może paroma drobiazgami wszystko oceniam w tym filmie negatywnie.

  • Wiem, czytałem Twoją recenzje 🙂 Nie zawsze musimy się zgadzać. Cieszę się że dostrzegłeś potencjał postaci Krugera 🙂

  • Ten komentarz został usunięty przez autora.

  • Po Drużynie A, wiem że facet potrafi grać świrów. Chociaż ma na to trochę zbyt poczciwą twarz.

  • drugie konto w domu ^^ mam to samo 🙂

  • Żona 😀 Wszędzie mi się loguje…

  • Pingback: Oats Studios - Rakka - Po napisach | z pasją o filmach()