Wierzę, że to wciąż możliwe. Że można do kogoś zagadać, do obcej osoby i spędzić z nią dzień w nowym miejscu. To bardzo pokrzepiający film, daje nadzieję na to, że człowiek, z natury ciekawy otaczającego go świata i ciekawy innych ludzi, jest zdolny do takiego czegoś. Żadnych uprzedzeń, żadnego interesu, ot szansa na dobrze spędzony czas.
To całkiem nowa sytuacja, nowy człowiek, który wychowywał się i dorastał w innym miejscu. Ma inne spojrzenie na kulturę, na religię, może czytał podobne książki i oglądał podobne filmy. Ale na pewno w innym, swoim ojczystym języku. I rozmawiacie, poznajecie siebie, nie musicie udawać. Nie wolno udawać, bo wtedy pryśnie cały czar. A, że dodatkowo zaiskrzyło, pojawiło się uczucie? Wspaniale.
Jesse i Celine nie udają, rozmawiają w pociągu który przejeżdża przez Austrię. Jesse namawia Celine by ta wysiadła z nim w Wiedniu i spędziła ten dzień razem z nim. Po co? Właśnie po to, by się powłóczyć bez konkretnego celu, pozwiedzać, pospacerować. To stan czysty w relacji, ta dwójka nie ma wspólnych znajomych, nie umawiali się wcześniej, poznają się od zera.
Jedna rozmowa wystarcza, by obudzić w nich pragnienie.
Jak dzisiaj patrzeć na film Richarda Linklatera? Trzeba zachwycić się chemią, która z pewnością była pomiędzy dwójką młodych aktorów – wówczas 25 letnimi Ethanem Hawkiem i Julie Delpy. To czuć w rytmie rozmowy – a rozmowa, czyli dialog, to esencja nurtu mumblecore. Z tego też nurtu wyrasta Przed wschodem słońca. Z samej rozmowy poznajemy dwójkę bohaterów – są trochę naiwni, czasem zbyt pewni siebie – Celine romantyczka z Paryża, Jesse kowboj z Ameryki – naleciałości kulturowe również są widoczne we wspomnianym rytmie. Ale co ważne, ta dwójka coraz bardziej się otwiera, zmieniają się w ciągu tej jednej nocy, zbliżają się do siebie, narodowość nie ma tu ostatecznie żadnego znaczenia, liczy się to że są młodzi, ciekawi siebie, patrzą na siebie już inaczej. Poznali się lepiej, ale wciąż nie wiedzą o sobie tak wielu rzeczy! Jedna noc to za mało, to dopiero wstęp, pocałunek na progu…
Oczywiście w tej samej relacji doszło do dobrej konfiguracji. Pomimo wielu przeciwieństw, zaiskrzyło od początku. To chemia, urok Jessiego i naturalny magnetyzm Celine. Tej chemii, już pomiędzy postaciami w filmowej fabule, nie da się oszukać – to predysponowało ich do bliższego poznania się. Mieli szczęście.
Przed wschodem słońca, film dla wrażliwców.
Jasne, że bardzo łatwo byłoby wskazać opowieść jako naiwną, ale to taki film dla romantyków. W dobie poznawania się przez liczne aplikacje, będę stał jednak na stanowisku że sposób poznawania się tak jak u Linklatera, jest bardziej uczciwy i szczery. Sam poznałem swoją żonę w sposób tradycyjny, wypatrzyłem ją w tłumie, podszedłem i zagadałem. Może dlatego Przed wschodem słońca jest mi tak bliskie? Takie wydarzenia, jak tutaj w Wiedniu, pomiędzy dwójką młodych ludzi (albo pomiędzy dwójką jakichkolwiek ludzi) wymagają zaangażowania się. I tak jak film Linklatera jest dla tych cierpliwych widzów, tak budowanie relacji o silnych fundamentach jest również przeznaczone dla cierpliwych ludzi. Łatwo przewijać zdjęcie w lewo i w prawo w aplikacji, ale jest to poniekąd droga na skróty. A rozmowa? Jasne, nie każdego stać na takie. No i trzeba poświęcić czas! I jeszcze dochodzi strach – bo mu się nie spodobam, odrzuci mnie, a może jest niebezpieczny? Medialne kampanie strachu oczywiście zrobiły swoje.
Gatunek: dramat
Reżyseria: Richard Linklater
Scenariusz: Richard Linklater, Kim Krizan
Obsada: Ethan Hawke, Julie Delpy
Muzyka: Fred Frith
Zdjęcia: Lee Daniel

