Tumblr Instagram Facebook Twitter
NAJNOWSZE LOSOWE
STREFA VHS

Superbohaterka ery Metoo

Kapitan Marvel to superbohaterski blockbuster z sercem i duszą kina niezależnego. To obraz łączący w sobie sprawnie zrealizowane kino rozrywkowe ze spełnioną opowieścią o emancypacji. 

Popkultura jako narzędzie emancypacji  

Kapitan Marvel to 21 film z kinowego uniwersum Marvela. Produkcje Marvel Studios ukazują się w kinach od ponad 10 lat. Wychowały co najmniej jedno pokolenie i dla wielu widzów są równie ważne, jak dla starszych pokoleń były Gwiezdne Wojny, czy Władca Pierścieni. Redaktor naczelny portalu Filmweb, Michał Walkiewicz nazwał uniwersum Marvela „popkulturowym katechizmem naszych czasów”. Łączne zyski ze sprzedaży biletów wszystkich filmów z MCU przekraczają 18 miliardów dolarów. Możemy mieć do produkcji MCU różny stosunek, ale nie sposób kwestionować, że filmy te to zjawisko społeczne, którego nie da się ignorować. Sami twórcy, gdy tylko zrozumieli popkulturowy fenomen stworzonego uniwersum, zaczęli coraz bardziej „przesuwać” kolejne swoje obrazy w stronę kina społecznie zaangażowanego. Najlepiej sztuka ta udała się Ryanowi Cooglerowi, który stworzył Czarną Panterę – najambitniejszy, jak dotąd, film z MCU. Obraz Cooglera był nie tylko materializacją marzeń wszystkich czarnoskórych chłopców oglądających dotąd filmy z białym Kapitanem Ameryką i białym Iron Manem o własnej reprezentacji w świecie superbohaterów, ale również przepełnionym humanizmem filmowym marzeniem o tym, że ludzie reprezentujący różne rasy i różne kultury mogą razem pracować dla wspólnego dobra. Czarna Pantera nie tylko nadrabiała lata społecznych nierówności, ale też dawała nadzieje na lepszą przyszłość. Ogromny sukces komercyjny (obraz zarobił na świecie ponad miliard dolarów) i liczne filmowe nagrody (w tym 3 Oscary) pokazują, jak ważne i potrzebne są takie filmy. Obraz ten unaocznił, w sposób niezwykle widoczny, że emancypacja poprzez popkulturę, czyli kwestia reprezentacji w kinie popularnym różnych grup społecznych, które dotąd były jej pozbawione, nie jest żadnym „lewackim wymysłem” lecz realną społeczną potrzebą. Tym bardziej dziwne jest to, że kwestia kobiecej reprezentacji w kinie superboharetskim przez wiele lat była dla Uniwersum Marvela kwestią, mówiąc delikatnie, problematyczną. Swego czasu Rebecca Hall nie mogła być główną antagonistką w Iron Manie3, bo studio nie wierzyło w sprzedaż zabawek z jej podobizną. Przez wiele lat fani MCU bezskutecznie domagali się samodzielnego filmu o przygodach Czarnej Wdowy i ostatecznie to nie Marvel Studios, a rywalizujące z nim studio DC Entertainment zrealizowało w 2017 roku Wonder Woman – pierwszy superbohaterski blockbuster z kobietą w roli głównej. Choć obraz Patty Jenkins zarobił na świecie blisko 822 miliony dolarów i spotkał się pozytywną reakcją krytyków (Na portalu Metacritic średnia ocen z 50 recenzji wyniosła 76 punktów na 100), to na odpowiedź ze strony MCU trzeba było czekać prawie dwa lata. Na szczęście było warto.

Z odległej galaktyki na Ziemię.  

Główna bohaterka (Brie Larson) ma na imię Vers i jest członkiem, stworzonej przez kosmitów zwanych Kree, elitarnej międzygalaktycznej grupy bojowej o nazwie Starforce. Posiada niezwykle zdolności (siłę, wytrzymałość, umiejętność strzelania wiązkami energii z rąk), ale nie może sobie przypomnieć, jak je zdobyła, ani tego, jak wyglądało jej życie, zanim odnaleźli ją Kree. Mentorem Vers jest surowy i wymagający Yon-Rogg (Jude Law), który uczy ją, jak powstrzymywać swoje zdolności. Kree toczą długą wojnę z rasą zmiennokształtnych kosmitów zwaną Skrullami. W wyniku jednej z potyczek Vers zmuszona jest lądować na planecie C-53 (Ziemia) w samym środku ery, którą mieszkający tam gatunek nazywa „latami dziewięćdziesiątymi”. Tam, nieco zagubiona bohaterka, spotka doskonale znanego wszystkim fanom uniwersum Marvela Nicka Fury’ego (komputerowo odmłodzony Samuel L. Jackson), który, mimo początkowej nieufności, zostaje jej sprzymierzeńcem. Z czasem Vers odkryje, że jej prawdziwe nazwisko brzmi Carol Danvers, a planeta, na której się znajduje, jest jej prawdziwym domem.

Kobiecy głos.  

Katarzyna Borowiecka z radiowej Trójki w jednym z programów powiedziała, że w ocenie takich filmów jak Kapitan Marvel nie potrafi być obiektywna – ona, która jako dziewczynka dorastała w świecie bez superbohaterek. Dziennikarka przyznała, że dla niej jako kobiety, takie dni jak premiera Przebudzenia MocyWonder Women, czy właśnie Kapitan Marvel są bardzo ważne. O ile uczynienie z kobiety głównej postaci w gatunku filmowym zdominowanych dotychczas przez męskich bohaterów samo w sobie pełni już funkcję reprezentacji kulturowej, to jednak dobre kino emancypacyjne nie polega na prostym zamienieniu mężczyzny na kobietę – z faktu, że bohaterka jest kobietą, powinna wynikać również bardziej kobieca opowieść. Realizacje takiej opowieści producenci powierzyli parytetowej dwójce reżyserów: Annie Boden i Ryanowi Fleckowi. Twórcy, którzy swoją artystyczną wrażliwość wynieśli z poetyki kina niezależnego, w swoim filmie skupiają się przede wszystkim na głównej bohaterce. Carol Danvers całe życie chciała zasłużyć na szacunek w świecie zdominowanym przez mężczyzn. Wysłuchując ciągle z ich strony, że jest zbyt słaba, zbyt emocjonalna i się do czegoś nie nadaje, nieustannie pomiatana ze względu na swoją płeć, próbuje udowodnić swoją wartość. Z czasem bohaterka zrozumie, że droga do emancypacji nie wiedzie przez dopasowanie się do świata opartego na dyskryminacji lecz na walce z tym światem. Postacią personifikującą patriarchalny porządek jest w filmie Yon-Rogg – wyniosły, patrzący na bohaterkę z góry, oczekujący od niej, że podporządkuje się regułom. W jednej z najlepszych scen filmu Rogg wyzywa Carol na pojedynek, do którego to on arbitralnie ustala zasady. „Udowodnij mi”- krzyczy do bohaterki. Gdy Carol zrozumie, że niczego nikomu nie musi udowadniać, ponieważ zna swoją wartość, będzie mogła „zrzucić kajdany” i w pełni uwolnić swój potencjał.

Ważnym wątkiem w obrazie Boden i Flecka jest kwestia walki o własną tożsamość – to film o odzyskaniu siebie i swoich wartości we wszechświecie, w którym mężczyźni są zajęci ciągłą walką. Vers odzyskuje swoją przeszłość zostając ponownie Carol Danvers, a następnie dojrzewa, by przeistoczyć się w Kapitan Marvela. Co warto podkreślić, Carol Danvers bardzo różni się od większości mężczyzn z Marvela. Choć posiada moce równe Supermanowi z uniwersum DC, to jej największą siłą jest umiejętność przezwyciężania własnych słabości. W Marvel mało jest testosteronu – typowego dla męskich superbohaterów. Zamiast walczyć woli analizować. Można powiedzieć, że grana przez Brie Larson superbohaterka nie ma czasu na jałowe bójki i woli po prostu skupić się na rozwiązaniu problemu. „Nie zamierzam walczyć w tej wojnie, zamierzam ją zakończyć” – deklaruje w jednej ze scen Danvers. Czy tym właśnie się różnią superbohaterki od superbohaterów?

Między rozrywką a społecznym zaangażowaniem 

Obok Czarnej Pantery i Kapitan Ameryka: Zimowy Żołnierz dzieło Boden i Flecka to bez wątpienia najbardziej upolityczniona część superbohaterskiego cyklu MCU. Poza najważniejszym tematem, jakim jest upodmiotowienie kobiet, film porusza także takie kwestie jak los uchodźców, czy nietolerancja względem tych, których postrzegamy jako „innych”. Mamy również wątek wielkiej organizacji chcącej zaprowadzić we wszechświecie „ład”, w której działaniach łatwo można odczytać alegorię totalitaryzmu. Wreszcie mamy też silne antywojenne przesłanie. Nieźle jak na film o kobiecie, która w wyniku kontaktu z obcą cywilizacją otrzymuje nadludzkie moce.

Poza opowieścią o emancypacji Kapitan Marvel sprawdza się również dobrze jako kino rozrywkowe. Umieszczenie większości akcji filmu w drugiej połowie lat 90. to umiejętne granie na nostalgii wszystkich tych, którzy te czasy pamiętają (dla nich w filmie jest kilka smaczków). Świetnie sprawdza się obsada. Larson bardzo umiejętnie wygrywa zarówno pozorny stoicki spokój swojej bohaterki, jak i buzujące w niej z coraz większą mocą emocje. Samuel L. Jackson dawno nie miał tyle energii na ekranie, jednak złodziejem show zostaje wszędobylski kot imieniem Goose, którego, nie wiedzieć czemu, obawiają się kosmici. Dodajmy do tego świetny soundtrack zabierający nas z powrotem do lat 90. (wykorzystanie utworu No Doubt I’m Just A Girl podczas jednej ze scen walki, to prawdziwa perełka), sporo niewymuszonego humoru i mamy materiał na dobrą kinową rozrywkę.
Oczywiście w tej sprawnie naoliwionej filmowej machinie nie wszystko działa bez zarzutu. Pod względem technicznym obraz Boden i Flecka wygląda dużo gorzej, niż przyzwyczaiły nas do tego inne produkcje MCU. Scenom akcji wyraźnie brakuje inscenizacyjnego polotu. a efekty specjalne należą do tych, które bardzo szybko się zestarzeją. Ponadto film zdaje się być “urwany” w najciekawszym momencie, przez co końcówka pozostawia spore uczucie niedosytu. Nie przeszkadza to jednak w żaden sposób cieszyć się seansem. Przy wszystkich wadach Kapitan Marvel to ważny głos dla wszystkich kobiet na całym świecie, które wciąż muszą walczyć o swoje prawa. Oby z pomocą Carol Danvers ta walka przebiegła szybciej.
Marek Nowak

Czas trwania: 123 min
Gatunek: akcja
Reżyseria: Anna Boden, Ryan Fleck
Scenariusz: Anna Boden, Ryan Fleck, Geneva Robertson-Dworet
Obsada: Brie Larson, Samuel L. Jackson, Ben Mendelsohn, Jude Law, Annette Bening
Zdjęcia: Ben Davis
Muzyka: Pinar Toprak