Tumblr Instagram Facebook Twitter
NAJNOWSZE LOSOWE
STREFA VHS

Wyleczeni. Test na człowieczeństwo

Wyleczeni Davida Freyne’a to bez wątpienia jeden z najciekawszych i najoryginalniejszych filmów o zombie w ostatnich latach. Debiutującemu w pełnym metrażu twórcy udaje się sprawnie połączyć klasyczne tropy z filmów o „żywej śmierci” z ambitnym, społecznie zaangażowanym, kinem nacechowanym silnym politycznym podtekstem.

Sam punkt wyjścia jest już dużo bardziej intrygujący i intelektualnie ciekawszy, niż w większości, przyznajmy to, dość wtórnych współczesnych filmów o zombie. Europa została spustoszona przez tajemniczego wirusa o nazwie „Maze”, który zmienia ludzi w żądnych krwi szaleńców. W zniszczonej przez epidemię Irlandii znaleziono skuteczne lekarstwo. Po jego zastosowaniu 75% zainfekowanych zostało wyleczonych, a “odporna” reszta została poddana kwarantannie. To, co w innych filmach z gatunku byłoby sygnałem do puszczenia napisów końcowych, jest dla Freyne’a jedynie wstępem do politycznej przypowieści o społecznych podziałach.

Trudny powrót 

Wyleczeni ludzie marzą o powrocie do społeczeństwa. Normalne funkcjonowanie utrudnia im jednak fakt, że pamiętają, co robili, gdy byli zarażeni i w wyniku powracających wspomnień często cierpią na zespół stresu pourazowego (PTSD). Co więcej, w nowej rzeczywistości z miejsca stają się obywatelami drugiej kategorii nękanymi przez aparat państwowy i niejednokrotnie odrzuconymi przez rodziny, które pamiętają jakich czynów się dopuścili, gdy byli pod działaniem wirusa. Społeczeństwo, do którego pragnęli wrócić, odrzuca ich. „To mordercy! Nie są tacy jak my. Przestępczość przez nich wzrasta, bo się nie integrują” – przekonuje jeden z licznych obywateli protestujących przeciw integracji wyleczonych z niezainfekowanymi. Gdzieś słyszymy historię czyjegoś wujka, który nie mogąc znieść przemocy instytucjonalnej i symbolicznej jakiej poddawani są „ex zombie” popełnił samobójstwo. W porównaniu z innymi wyleczonymi Senan (Sam Keeley) ma dużo szczęścia. Jego szwagierka, Abbie (Ellen Page) chce, by zamieszkał z nią i jej synem. Nękany wyrzutami sumienia, skrywający mroczny sekret związany z okolicznościami śmierci męża Abbie, Senan, mimo ścisłego monitorowania i społecznego ostracyzmu z jakim się styka, próbuje normalnie żyć. Inną drogę obiera jego przyjaciel, Conor (Tom Vaughan-Lawlor). Wywodzący się z bogatej i wpływowej rodziny prawnik początkowo wierzy, że po powrocie wszystko będzie jak wcześniej, a on zajmie należne mu miejsce w wyższej klasie społecznej. Odrzucony przez rodzinę i społeczeństwo, zmuszony do pracy jako sprzątacz, chorobliwie ambitny były adwokat czuje się upokorzony. W innych okolicznościach, jako część establishmentu, byłby zapewne strażnikiem społecznego status quo, jednak w obecnej sytuacji zafascynowany brutalną siłą społeczny darwinista, jakim w istocie jest Conor, przybiera maskę obrońcy wykluczonych i organizuje ruch oporu zrzeszający „byłych zombie”, dążąc do siłowej konfrontacji z resztą społeczeństwa.

Pęknięte społeczeństwo 

To, co podnosi film Freyne’a ponad przeciętność, to jego zaskakująca dojrzałość (warto podkreślić, że to przecież film debiutanta). Mamy tu problem instytucjonalnego terroru wprowadzanego ze strachu przed terroryzmem, resentymenty i problemy społecznej integracji. Do tego jest to film otwarty na interpretacje. Wyleczonych można śmiało odczytywać jako filmową alegorię historii Irlandzkiej Armii Republikańskiej (IRA). W tym kluczu interpretacyjnym film irlandzkiego reżysera, to – przebrana w kostium kina grozy – historia kraju, który wychodzi z wojny domowej i społeczeństwa rozdartego między piekłem wiecznych rozliczeń, a próbą spojrzenia razem w przyszłość, którą tak czy inaczej, trzeba wspólnie budować. Tym się różni dobre kino od średniego, że to pierwsze daje się czytać na różne sposoby. Nie inaczej jest w przypadku Wyleczonych, do interpretacji których można również sięgnąć po bardziej współczesne tropy. „Ex zombie” z filmu Freyne’a można również odczytać jako uchodźców uciekających przed wojną i traumatycznymi przeżyciami z nią związanymi. Zamiast pomocy zderzają się z murem biurokratycznej bezduszności i często społecznej wrogości. Tak rozumiany obraz byłby wielkim oskarżeniem współczesnej Europy. Wyleczeni, to jednak przede wszystkim film o pękniętym społeczeństwie, w którym strach i wzajemna nieufność niszczą wrażliwą społeczną tkankę. Na tak wyjałowionej ziemi rosnąć mogą jedynie ekstremiści – zdaje się przestrzegać nas twórca.

Niesatysfakcjonująca kulminacja. 

Choć dzieło Freyne’a jest filmem intelektualnie spełnionym, to zdecydowanie słabiej wypada jego horrorowa strona. Obraz Irlandczyka jest najlepszy, gdy pozostaje intymny. Przez dwie trzecie filmu czuć ciężki i mroczny klimat, gęstniejącą atmosferę i grozę nieuchronnie zbliżającej się konfrontacji. Mimo braku akcji film trzyma w napięciu i straszy w sposób bardzo nieoczywisty. Straszne nie jest tu to, co widzimy lecz to, co ma nadejść. Gdy jednak pod koniec filmu mamy typową dla gatunku „zombie apokalipsę”, to cała groza wyparowuje. Po części wynika to z niskiego budżetu, który daje tu o sobie znać, jednak to nie to wydaje mi się tu najistotniejsze – ciekawe pomysły inscenizacyjne i dobrze podkręcona akcja mogłyby z powodzeniem wszelkie niedostatki finansowe przykryć. Tymczasem tu zakończenie zdaje się być zwykłą gatunkową kliszą, którą twórca podąża „bo tak trzeba” – ale bez przekonania i pomysłu. Freyne’a wyraźnie dużo bardziej interesuje społeczny wymiar opowiadanej przez siebie historii, niż jej horrorowa otoczka i w momencie, gdy to pierwsze ma ustąpić miejsca temu drugiemu, film wyraźnie traci na atrakcyjności. Rozczarują się również wszyscy miłośnicy gore, gdyż jak na film o zombie Wyleczeni są dziełem zaskakująco.. schludnym. Nieodżałowany George Romero potrafił łączyć artystyczne ambicje z makabryczną filmową rozrywką – David Freyne jeszcze nie opanował tej sztuki.

 

Mimo pewnych słabości Wyleczeni Davida Freyne’a są powiewem świeżości w, nieco już wymagającej odświeżenia, konwencji „zombie movies”. Choć nie jest to film dla każdego i z pewnością są tacy, którym ten silnie naznaczony polityką obraz nie przypadnie do gustu. Niemniej głęboko wierzę w to, że dzieło znajdzie swoją niszę. Wyleczeni są przede wszystkim filmową ofertą dla tych, którzy w kinie grozy szukają czegoś więcej, niż tylko zwykłej rozrywki.

Marek Nowak

7/10 - dobry

Czas trwania: 95 min
Gatunek: horror, dramat
Reżyseria: David Freyne
Scenariusz: David Freyne
Obsada: Ellen Page, Sam Keeley, Tom Vaughan-Lawlor, Stuart Graham, Paula Malcomson
Zdjęcia: Piers McGrail
Muzyka: Rory Friers, Niall Kennedy