PoNapisach
Tumblr Instagram Facebook Twitter
NAJNOWSZE LOSOWE
STREFA VHS

Most Szpiegów (2015)

Recenzja filmu "Bridge of Spies" / "Most Szpiegów" (2015), reż. Steven SpielbergJako filmowy twórca Steven Spielberg osiągnął już wszystko. Ma na swoim koncie najważniejsze nagrody filmowe. Nie musi już niczego udowadniać. Jasne, że na początku miał zupełnie inne spojrzenie na kino, różniące się diametralnie od  kolejnych etapów w karierze. Zaczął od kręcenia filmów z pazurem i ogniem. Później uderzył w główny mainstream i tego się aktualnie trzyma. Nie liczę na kolejne Szczęki, Sugarland Express, nowe podejście do gatunku, czy jakąś rewolucję kinową. Niektóre filmy Spielberga same w sobie już były kamieniami milowymi w dziedzinie kinowej rozrywki. Dlatego już na wstępie napiszę, że nie ma sensu oceniać walorów technicznych Mostu Szpiegów i następnych filmów Spielberga. To czysta perfekcja audio – wizualna.


Niestety, jak to często bywa w filmach opartych na prawdziwych wydarzeniach (tym bardziej u Spielberga, który kręci już bardzo zachowawczo),  i tu historia pozbawiona jest napięcia oraz suspensu.

Zimna wojna, Stany Zjednoczone i zatrzymanie rosyjskiego szpiega – Rudolfa Abla (Abel był w rzeczywistości przybraną tożsamością pułkownika KGB Williama Fishera. Twórcy, nie chcąc mieszać widzom zawiłości szpiegowskich działań, nie wspomnieli o tym). Tak zaczyna się film. Spielberg wierzy w podstawy otrzymanej edukacji historycznej u swoich widzów, dlatego nie skupia się na zbędnym przedstawieniu zarysów tamtejszej sytuacji w kraju. Przecież wiemy, że naród nerwowo nasłuchiwał rosyjskiego akcentu. Wiemy, że czas szpiegów nastał na dobre. Po zatrzymaniu Abla USA, jako kraj prawa z silną konstytucją, musiały przydzielić mu obrońcę. Aby nie narażać się na jakąkolwiek krytykę, przydzielono mu prawnika z prawdziwego zdarzenia. Chodziło głównie o to, iż nawet jeżeli wyrok był z góry przesądzony, to wymiar sprawiedliwości chciał pozostać wiarygodnym. Doświadczony w norymberskich procesach James B. Donovan (Tom Hanks) był lepszy niż się spodziewano. Był dociekliwy jak Jim Garrison w JFK Olivera Stone i szlachetny jak Atticus z Zabić Drozda (1962). Zresztą nie tylko to go łączy ze wspomnianymi bohaterami wojennymi. Gdy James zasiada przy stole z rodziną, to jak nic widzimy Kevina Costnera z gazetą przy podobnym stole. Zaś gdy rozmawia i spokojnie tłumaczy wiele „zawiłych”, dorosłych spraw synowi, to na myśl przychodzą rozmowy Atticusa z dziećmi. Opanowany, wyważony, nad wyraz opiekuńczy. Te cechy jednak nie pomogły przy próbie wygrania sprawy Abla. Zresztą, ani sędzia, ani prezydent, ani całe społeczeństwo amerykańskie by na to nie pozwoliło. Szpieg został skazany na karę pozbawienia wolności, a gdzieś tam daleko, po drugiej stronie oceanu miał miejsce podobny przypadek…

Recenzja filmu "Bridge of Spies" / "Most Szpiegów" (2015), reż. Steven Spielberg
Tym samym film jest podzielony na dwie części. Pierwsza jako dramat sądowy i druga jako historia szpiegowska i dramat wojenny. Donovan jako pełnomocnik rządu USA ma nadzorować, negocjować i doprowadzić do uwolnienia amerykańskiego żołnierza.

Jeżeli przeczytacie kilka akapitów nawiązujących do historii mostu Glienicke, będziecie wiedzieć wszystko. Taka jest niestety przypadłość filmów opartych na faktach – żadnych niespodzianek. Nie czujemy nerwowości, kiedy Donovan przemyka w mrozie przez nieoświetlone uliczki w Berlinie. Nawet nie przesuwamy się na skraj fotela podczas finałowej wymiany szpiegów na moście.

Recenzja filmu "Bridge of Spies" / "Most Szpiegów" (2015), reż. Steven Spielberg
Te sceny były kręcone w prawdziwych, historycznych lokacjach. Nie jakieś tam mosty z cgi. To Spielberg, więc produkcję stać na przelot całej ekipy do Europy. Jak już jesteśmy przy lokacjach, to robi wrażenie lista miejsc, w których ekipa rzeczywiście kręciła materiał. Scena w hotelu Hilton w Berlinie – kręcona w hotelu Hilton w Berlinie. Port lotniczy Berlin -Tempelhof to Port lotniczy Berlin -Tempelhof itd. Nie zapomnijmy o tym, że dużo scen było kręconych we Wrocławiu (pewnie te enerdowskie rudery ^^).

Recenzja filmu "Bridge of Spies" / "Most Szpiegów" (2015), reż. Steven Spielberg
Tom Hanks jak zawsze na swoim miejscu. Reszta zacnego aktorskiego grona też wznosiła się na wyżyny swoich umiejętności, by się dobrze pokazać i wpisać w CV „grałem u Spielberga”. Oddać trzeba też to, że Spielberg nie stawia swoim filmem żadnych pomników. Nie ma moralizatorskiego gadania (oprócz tych słusznych prawniczych oratorskich popisów na temat prawa każdego człowieka do obrony). Ciekawe też, że niejako z szacunkiem Spielberg odnosi się do obu stron konfliktu dając małego prztyczka władzom NRD (no, ale ten twór już nie istnieje, więc prztyczkiem nikogo nie urazi cwaniak :). Szacunek miał miejsce nie tyle do ZSRR i USA jako rządów podczas zimnej wojny, ale do szpiegów – żołnierzy. Odważnych, dzielnych z głęboko zakorzenionym patriotyzmem. De facto wykonywali rozkazy i narażali się najczęściej na karę śmierci.

Recenzja filmu "Bridge of Spies" / "Most Szpiegów" (2015), reż. Steven Spielberg
Nie jestem jednak w stanie ocenić filmu wyżej niż „niezły”. Głównie przez to, że to kolejny „nieoryginalny” scenariusz Stevena Spielberga ukazujący emocje bohaterów, jednak nie dający emocji odbiorcom.

Za seans dziękuję sieci kin:
Cinema City
6/10 - niezły

Czas trwania: 141 min
Gatunek: Dramat, Biograficzny, Historyczny
Reżyseria: Steven Spielberg
Scenariusz: Matt Charman, Ethan Coen, Joel Coen
Obsada: Mark Rylance, Tom Hanks, Alan Alda
Zdjęcia: Janusz Kamiński
Muzyka: Thomas Newman

  • Podpisuję się pod tym, co piszesz. "Niezły" to wszystko co można piowiedzieć o "Moście szpiegów". Spielberg nie zaskakuje, jest po prostu przyzwoity

  • Ten komentarz został usunięty przez autora.

  • Jak widać po ocenie nie zachwyca… ale i tak trzeba będzie "zaliczyć" bo kręcony częściowo we Wrocławiu… koło żony pracy 😉

  • O dżizes 🙂 Wiedziałem żeby nie pisać o tych enerdowskich ruderach 🙂 Mam nadzieję, że nie uraziłem 🙂

  • Wydaje się, że Spielberg to taka instytucja. Jak machina do produkcji idealnie skrojonych filmów. Niestety coraz częściej brak im serca. Hanks jest świetny, ale bez dobrego story sam nie porwie widzów.

  • To tylko potwierdza kunszt hollywodzkich speców od "odtwarzania rzeczywistości". Żona mówiła że dekoracje wyglądały identycznie jak zdjęcia z epoki (które między innymi widzieliśmy będąc na jednej z wycieczek do Berlina)

  • Spielberg, moim zdaniem, nigdy nie wydał niczego zaskakującego. Każde kolejne, wyreżyserowane przez niego, filmy są po siebie podobne pod względem poziomu, żaden nie zbytnio nie wybija. Nie są ani złe, ani mistrzowskie. Oczywiście, nie ma takiej osoby, która by nie miała żadnego ulubionego tytułu w jego reżyserii 😉
    Zapraszam na mój nowo założony blog, z chęcią dowiem się, co myślisz o mojej pierwszej recenzji: https://kinemato-grafia.blogspot.com/

  • "Spielberg, moim zdaniem, nigdy nie wydał niczego zaskakującego." Nawet nie wiem jak to skomentować. Nie zaskoczył Cię ten zajebiście wielki rekin? Albo ta w cholerę wielka czarna ciężarówka, która goniła typa przez cały seans? Albo to znienawidzone przez niektórych moich czytelników CGI pod postacią gnających dinozaurów? Albo ten gość, który gnał przez pół świata w poszukiwaniu św. Graala?

    Nie chciałbym żeby zabrzmiało to protekcjonalnie ale naprawdę nie można ignorować wkładu tego reżysera w rozwój kinematografii. Jestem też daleki od deprecjonowania Twojego doświadczenia filmowego, ale co to za zarzut, że są do siebie podobne pod względem poziomu? Poziomu czego? Poziomu wykonania? To dobrze. Jeżeli pisząc poziom masz na myśli ocenę, to już trzeba uściślić. Wszystkie są więc średnie? dobre? Na Twój blog oczywiście zajrzę. Dziękuje za zaproszenie i pozdrawiam.

  • Jak dla mnie Spielberg kolejny raz udowodnił że jest jednym z najlepszych ówczesnych reżyserów na świecie. Świetny film który mogę każdemu polecić!

  • Anonimowy

    Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

  • Obejrzałem (i przeczytałem całą recenzję) więc w końcu mogę nieco popolemizować. Po pierwsze zaskakująco podobał mi się… nie spodziewałem się niczego wielkiego ale Spielberg (a może to raczej scenarzyści – bracia Coen) jednak nieco mnie zaskoczyli. Po pierwsze film nie jest wcale tak nudny jak by wynikało z Twojego opisu… ok samą akcją szpiegowską może nie trzyma w napięciu jakoś specjalnie ale jest kilka momentów gdzie widać hollywodzki kunszt reżysera… po prostu kilka zgranych schematów a mimo wszystko łza mi się w oku zakręciła… po drugie spodziewałem się jednak nieco więcej patosu… a tu pierwsza część to jak nic krytyka systemu USA (co prawda druga część nieco go łagodzi ale mimo wszystko…) po trzecie cała druga część filmu to momentami niemalże komedia/parodia szpiegowska… (choć tutaj pewnie duża zasługa scenariusza i wspomnianych braci Coen). Tego się raczej nie spodziewałem po tym filmie 🙂
    No i dawno nie widziałem Toma Hanksa… szczególnie w pierwszej części jest naprawdę rewelacyjny
    Więc ode mnie 7+ (gdyby nie ta druga część w której troszkę łagodzi swoją krytykę sytemu amerykańskiego byłaby 8). Moim zdaniem chyba najlepszy film Spielberga od czasów Listy Schindlera…

  • Nie napisałem o jeszcze jednej irytującej sprawie. Powtarzalność niektórych scen z narzuconym schematem zachowań / spostrzeżeń. Nie pamiętam takiego czegoś w poprzednich filmach Spielberga, a tutaj to było bardzo infantylne i łopatologiczne.

    – próba przekroczenia muru przez obywateli NRD i później porównanie do biegnących dzieciaków w radosnym kraju, ojczyźnie adwokata.
    – obywatele USA, którzy znad gazet obserwują adwokata sycząc z nienawiści. Adwokat wraca po spełnionym obowiązku i w czasie jazdy komunikacją miejską wszędzie spotyka się z życzliwymi spojrzeniami.

    Powtarzalność tych samych zachowań.

    – NRD i pociąganie chusteczką było już przesadne. W każdej scenie Hanks MUSIAŁ smarknąć byśmy wiedzieli, że jest zajebiście zimno i jest przeziębiony. Koniecznie w chusteczkę.
    – arcyszpieg Abel i jego puentujące stwierdzenie "a to coś zmieni?". To było sympatyczne i nawet mądre za pierwszym razem. W finale na moście chyba również wiedziałeś, że to powie?

    No i jeden plus o którym nie wspomniałem. Ten niemiecki prawnik ze strony NRD, który woził się tą sportową furą. W sumie reżyser nie tłumaczył jak to się stało, że koleś jeździ luksusowym autem gdy wszyscy wokół jedzą cebulę. To, że był prawnikiem blisko władzy to za mało. Nie można było ot tak się wozić. Jak sobie doczytałem, to Wolfgang Vogel był niezłym gagatkiem. Po upadku muru został oskarżony o wiele machlojek. To tylko stawia tytuł na miejscu wiarygodnej produkcji.

    Ps. Musiałem źle rozłożyć zarzuty w recenzji, bo w sumie nie chciałem żeby wynikało iż jest nudny, a raczej przede wszystkim mało odkrywczy i nie wyróżniający się niczym szczególnym 🙂

  • Jeżli chodzi o scene z murem to dokładnie o nią mi chodziło gdy myślałem gdy pisałem o łagodzeniu wydźwięku pierwszej części filmy (była zbyt oczywista do interpretacji)

    Co do chusteczki moim zdaniem było to podkreślenie że nasz bohater chce jak najszybicej zamknąć sprawę i wrocić do domu… ja czułem to co on czuje… (nie chodziło o zimno konkretnie ale zmęczenie całą sytuacją)

    a to coś zmieni… oczywiście że czekałem… no ale tutaj mamy do czynienia z czystym hollywodem 😉

    Akurat z niemieckim prawnikiem nie miałem problemu… nie wiedziałem o tym że był takim gagadkiem ale tak go właśnie traktowałem… jak widać efekt reżyser uzyskał taki jak powinien

    Z tym nudmym to moja (nad)interpretacja.. po prostu ja 6 dałem Carol która była świetnie zrobiona ale strasznie nudna… stąd u mnie wy ższa ocena dla Spielbrga bo to nie dość że film świetnie zrealizowany to na dodatek dobrze się go ogląda

    więc Twoją szóstkę odebrałem według własnych standardów… 😉