PoNapisach
Tumblr Instagram Facebook Twitter
NAJNOWSZE LOSOWE
STREFA VHS

Sicario (2015)

Sicario - 2015Oddział uzbrojony po zęby w milczeniu zmierza do celu. W tle muzyka Jóhanna Jóhannssona z wysuwającym się na pierwszy plan kontrabasem. Jednostka specjalna zdaje sobie sprawę, że zaraz będzie akcja. Muzyka nie przyspiesza, nie zwalnia, tylko trwa w swoim złowieszczym tonie. Ostatni raz takie „podniecenie” towarzyszące „dojeżdżaniu” do celu towarzyszyło mi, przy okazji seansu Aliens Jamesa Camerona. Reżyser Sicario Denis Villeneuve wykorzystuje ten manewr kilkakrotnie i za każdym razem idealnie wpasowuje się w emocje, jakie powinny towarzyszyć żołnierzowi, który nie spuszcza palca ze spustu…




Sicario to opowieść o „pierwszym dniu” na służbie. Nie dosłownie, ponieważ główna bohaterka – Kate (Emily Blunt) jest już doświadczonym agentem FBI. Wyważa drzwi od pierwszego dnia, jak mówi jej przełożony. Pracuje w sekcji do spraw zaginionych i porwań. Teraz, po akcji będącej jednocześnie sceną otwierającą seans, dostaje propozycję dołączenia do drużyny pod wodzą Matta (Josh Brolin). Kate dokonuje bowiem makabrycznego odkrycia. Kilkadziesiąt zmasakrowanych ofiar będących wynikiem narkotykowych wojen. Jednak to odkrycie jest w rzeczy samej dołem ścieku. Mogłaby oczywiście całe życie sprzątać ten syf u podnóża rynsztoku, ale teraz dostaje szansę – może zająć się sprawcami całego tego chlewu.

Sicario - 2015
To nowa faza i nowy etap dla widza i Kate. W pierwszej akcji, razem ze swoim partnerem doskonale wiedzą co się dzieje. To ich teren, ich przełożeni. „Pierwszy dzień” w nowej pracy to, w przypadku tego filmu, wrzucenie bohaterki w środek trwającej operacji. To tak, jakby gliniarz z dużym doświadczeniem został dołączony do zespołu z Zero Dark Thirthy (2012) Kathryn Bigelow. Nie ogarnąłby sytuacji, tak samo jak Kate. Ma obserwować, ma uczyć się. Tak jej mówią. Ale akcja zapieprza do przodu, bo TO czego ma się uczyć już się dzieje i nie będzie powtórki. Machina ruszyła i jest już tak rozpędzona, jak we wspomnianym Zero Dark Thirty. Zresztą cała instytucja państwa i urzędników nie wychylających się z Białego Domu działa tutaj podobnie. Tak z pewnością jest. Chodzi przecież o uprawnienia i środki przeznaczone na walkę z przestępczością. A te… są nieograniczone.

Sicario - 2015

To właśnie przeraża Kate. Oprócz tego, że jest maksymalnie pogubiona w tym co się dzieje, to przeraża ją cała specyfika pracy pozbawiona trzymania się protokołu. Uczyła się prawa, zdawała przecież egzaminy do FBI. Jednak to wszystko było przedszkolem – wypomina jej Villenevile. Tutaj jest front. Tutaj jest zbrodnia. Co tam łapanie jakichś frędzli na opychaniu kilku gietów w bramie. Czy nawet odzyskiwanie porwanego dzieciaka dla okupu. Zbrodnia jest tam, gdzie do głosu dochodzi długa broń i siła z użyciem wsparcia oddziałów wojskowych – nawet jeżeli w gruncie rzeczy chodzi o pieniądze.

Sicario - 2015
I jak byśmy nie współczuli Kate, to nie mogę się nie zgodzić z jej przełożonym, który spokojnie jej tłumaczy, że w przypadku takich spraw, granica prawa została przesunięta. Na bestie takiego pokroju stojące za zbrodniami karteli narkotykowych, efekt przynosi tylko wypuszczenie jeszcze większych bestii. Zasady są takie same… Uderz, złap, torturuj, przesłuchaj, uderz jeszcze mocniej. Kate się tego nie nauczy w trakcie seansu, ale z pewnością zrozumie. Zrozumieć brutalne reguły gry może jej pomóc Alejandro (Benicio Del Toro). Najemnik? Prawnik? Żołnierz? Do końca nie wiadomo. Krążą o nim legendy, a sama jego postać sieje popłoch w szeregach wroga. Alejandro to prawdziwy siewca wojny. Grana przez niego postać już dawno zapomniała co to znaczy słowo pokój i widz nie ma złudzeń, że ten człowiek stracił już wszystko na czym mu zależało i z pewnością nie umrze z przyczyn naturalnych.

Villeneuve 80% klimatu grozy osiągnął dzięki muzyce. To nie są melodie, które przyzwyczailiśmy się słyszeć w trakcie filmowych akcji specjalnych. Taka muzyka przeważnie towarzyszy scenom, gdy zwyrol zbliża się z ociekającą krwią maczetą do przywiązanej do drzewa ofiary… Tutaj taka muzyka zdała egzamin na piątkę. W tym przypadku ścieżka dźwiękowa nie musi być różnorodna. Powtarzające się przeciągłe dźwięki instrumentów smyczkowych budują poczucie zagrożenia w praktycznie każdej scenie.

Sicario - 2015
Siłą takiego filmu powinni być zdeterminowani bohaterowie. Czarny charakter jest mało istotny, to znaczy -nie ma sensu się na nim skupiać i reżyser pojął to już przy okazji poprzednich filmów. Ważne jest zło i jego efekty. Porozwieszane ciała, poodrąbywane członki itd. Zdeterminowany bohater i zaciśnięta twarz uświadamia widza, że ci ludzie nie odpuszczą. Zarówno po jednej, jak i drugiej stronie barykady. Obie strony mają podobne środki perswazji i obie są diablo brutalne w ich egzekwowaniu. Dlatego nie można tu napisać o jasnej stronie mocy. Po prostu jedna z ciemnych stron próbuje wprowadzić trochę światła na naszą planetą. Nawet jeżeli ma iść po trupach do celu.

Sicario - 2015
Denis Villeneuve sukcesywnie podnosi sobie poprzeczkę jako twórca. I nie piszę tu o ciężarze opowieści, bo w tym spektrum zawsze kreował świat pozbawiony złudzeń otoczony smutkiem i żalem za wszystkie grzechy świata. Villeneuve kręci coraz to bardziej wymagające realizacyjnie filmy. Od kameralnej Politechniki (2009), przez skromne Pogorzelisko (2010), po Prisoners (2013) ze świetnymi kreacjami dwóch „topowych” hollywoodzkich aktorów. Sicario to już produkcja angażująca większe nakłady ludzkie i przede wszystkim bardziej wymagająca dla budżetu. Rozległe przestrzenie, kolumny aut przejeżdżających przez dzielnice grozy uchwycone z lotu ptaka i sceny strzelanin, jak z dobrego akcyjniaka. Villeneuve się rozwija, bez dwóch zdań. Sicario ma oczywiście minusy.

Sicario - 2015

Wpisana jako tło historia skorumpowanego policjanta, zamiast wzruszyć stanowi tylko wypełniacz i po seansie odczytałem ją raczej jako tani chwyt, niż szczerą potrzebę pokazania dramatów niewinnych rodzin. Jednak z drugiej strony, gdyby twórca nie wplótł czegoś (czegokolwiek) – jak wspomnianego tła, moglibyśmy zachłysnąć się kolejnym przejazdem zbrojnej kolumny. Summa summarum to bardzo dobre kino, z prostą historią, ale opowiedzianą w sugestywny i mroczny sposób. Ten styl opowiadania, gdzie masz ochotę siąść i napić się wódki, gdzie świat jest zły, a każda oznaka dobra jest petowana, to właśnie styl Villeneuve’a. Coraz bardziej rozpoznawalny styl. Za to wielki plus. Niech nie schodzi z tej drogi i stanie się jednym z „charakterystycznych” twórców.

8/10 - bardzo dobry
 

Czas trwania: 121 min
Gatunek: Dramat
Reżyseria: Denis Villeneuve
Scenariusz: Taylor Sheridan
Obsada: Emily Blunt, Josh Brolin, Benicio Del Toro, Jon Bernthal
Zdjęcia: Roger Deakins
Muzyka: Jóhann Jóhannsson

  • Simply

    ,,..każda oznaka dobra jest petowana, to właśnie styl Villeneuve'a …''

    ,Siciaro'' jeszcze nie widziałem, ale obejrzałem ostatnio ,, Prisoners'' i ,, Incendies''. Jeżeli cytowana uwaga miała się odnosić też do tych filmów , to ja nie wiem , po ilu wspomnianych wódkach Ty je oglądałeś . Jak dla mnie, Villeneuve to jeden najbardziej moralnie niezłomnych reżyserów na chwilę obecną.

  • Nie oglądam po wódce, bo zasypiam w trakcie seansu (a może właśnie tak było? :). Przepraszam za słowo "oznaka" – rzeczywiście brzmi tu niefortunnie i wypacza kontekst zdania (tak jak często mam na myśli coś innego niż piszę :). Chodziło mi o brutalne petowanie "dobra" w ujęciu bohaterów i ich świata, ktory widzimy na początku seansu. Nawet jeżeli jest to "dobro" w prezentowanym światopoglądzie, jak w przypadku bohaterki "Sicario" – gdzie prezentowaną przez siebie praworządność i trzymanie sie zasad musiała obrócić w pył. Idąc dalej… Villeneuve (zawsze muszę zerkać jak napisać poprawnie to nazwisko 😉 wykazuje w każdym swoim filmie przemożną chęć długotrwałego petowania i zadawania bólu swoim bohaterom (jak Jackmanowi, ktory przecież do końca, a może i dłużej, nie będzie mógł zobaczyć dziecka).

    Rozumiem (albo znowu mi sie wydaje) co masz na myśli gdy piszesz o reżyserze i jego postawie moralnej. W "Labirynicie" ukarani zostali przecież wszyscy. W "Sicario" nie odnosi sie to już do głównego bohatera, bo ten po prostu zrozumiał i jest mądrzejszym człowiekiem, a ukarani zostali ci, którym wydawało się, że karzą (finał z Benicio Del Toro). Jezeli chodzi o ten aspekt, to możemy być spokojni… Reżyser utrzyma porządek rzeczy na świecie 😉

    A jak się podobał "Labirynt"?

    Ps. Nie oglądałem jeszcze "Titanica" :p

  • Simply

    Bardzo mi się podobał . Te wszystkie stigi larsony przy ,, Prisoners'' to jest bieda i junkfood . To jest film wojenny . Kronika makiawelicznej kampanii Zła przeciw Dobru ( ludzkiej normalności ? ) opracowanej , niczym w sztabie generalnym. Jej przebieg , sukcesy i porażki mamy tu dane w skali ogólnej ( kiedy do widza dotrze obraz całości tej ,, wojny wydanej Bogu'' ) jak i poprzez historie pojedynczych , uwikłanych w tę kampanię bohaterów , zupełnie jak w ,, A Bridge too Far '' !
    Jest tu kilka patentów, które mnie powaliły , uruchamiając nieprawdopodobne ciągi skojarzeń i interpretacji, ale fizycznie nie chce mi się smażyć elaboratu na ten temat – byłby on długi – choć może powinienem.
    Pamiętam waszą dyskusję z Danielem Muszyńskim , który zarzucał temu scenariuszowe niedoróbki. Ja też się tam paru dopatrzyłem ( ale zupełnie gdzie indziej ) i są one max wkurwiające trochę obniżając ocenę , obciążając bardziej reżysera niż scenarzystę . Tym bardziej, że były bardzo łatwe do uniknięcia.
    Anyway +5/6

  • Już podchodząc do tematu z innej mańki, to Villenuvile ma zawsze dobrze przeprowadzony casting. Chociaż w Labiryncie pierwsze skrzypce grać powinien Jackman, to strasznie podobał mi się Jake Gylenhaal. Lubię finał gdy zapierdala samochodem. To jest świetnie i dynamicznie nakręcone. Deszcz napieprza, Jake ledwo co tam widzi, ale ściga się z czasem, z samochodami by uciec i wydostać z piekła dziewczynkę. Podobało mi się też, że nie wszystko zostało tam "odsłonięte" jak te tatuaże Jake'a. Widz niby je widzi, ale nie do końca. I myśli… "Co ten typ tam jeszcze ukrywa?"

    Villeneuvile zabiera się za Blade Runnera. Ciekawe.

  • Simply

    Właśnie Jackman był tam najlepszy. Jego bohater robi to co robi w jakimś stopniu wbrew sobie i ten ,stopień' jest tu cholernie mocno podkreślony . Jego te tortury wyczerpują w porównywalnej skali, co strach i obawa o zaginione dziecko , Jackman nie jest świrem, któremu odpierdala, tylko normalnym, poukładanym gościem, którego okoliczności zmusiły do takich ekstraordynaryjnych decyzji. I to cały czas widać , nie podejrzewałem Jackmana o taki talent , on tu nie robi jednego fałszywego gestu. Gylenhaal też był bardzo dobry ( ten aktor jeszcze mnie ani raz nie zawiódł ) , ale Jackman miał dużo trudniejsze zadanie aktorskie.
    BTW , mimo wszystko u mnie rządzi ,, Enemy'' , to jest kino o wiele bliższe memu sercu. ,, Prisoners'' na drugim , u mnie ,styl zerowy'' zawsze jest i będzie na drugim.
    Chuj szmaciany wyjdzie z tego , Blade Runnera'' bo dadzą gówniany scenariusz ( już blockbusterów się z innymi nie kręci ) , a wszystkie potencjalne patenty Villeneuve'a zostaną po babilońsku wykastrowane. Paul Verhoeven nie bez powodu wolał wrócić do Europy . Żyjemy w eonie marvela, beja, nolana , ciulskich rimejkow i ogólnego jarania się chujowym retrofuturo a la ,, Kung Fury'' i tym podobnymi ochłapami.

  • "Enemy" ustawiłem sobie na dziś wieczór. Mam tylko nadzieję, że będzie w miarę przystępny. Może być pokręcony, ale żeby był podany w zjadliwej formie, bo głowa mnie boli od rana :):) Nie chciałbym żeby w swojej formie był podobny do "Upstream Color", bo ten mnie wymęczył strasznie.

  • Simply

    Bardzo klarowny film , jak to u DV.

  • Pingback: Denis Villeneuve - Po napisach | z pasją o filmach()

  • Pingback: Suburra (2015) - Po napisach | z pasją o filmach()

  • Pingback: Cartel land - Po napisach | z pasją o filmach()