PoNapisach
Tumblr Instagram Facebook Twitter
NAJNOWSZE LOSOWE
STREFA VHS

A Bittersweet Life (2005)

Dalkomhan insaeng - A Bittersweet Life - Słodko Gorzkie Życie - 2005Miazga, przede wszystkim techniczna, później fabularna. Moje kolejne spotkanie z tym azjatyckim reżyserem zaowocowało kolejnym udanym seansem. Kim Jee-woon w obrazie z roku 2005 wykorzystał wszystkie znane techniki, którymi posiłkuje się kino akcji. Więcej! Nie znam wszystkich filmów świata, jednak miałem wrażenie, że Słodko-gorzkie życie (Dalkomhan insaeng, 2005) to kolejny hołd reżysera dla kinematografii, tym razem spod znaku kina stricte „męskiego”.






W roli głównej obsadził niezwykle charyzmatycznego, doskonale się prezentującego przed kamerą, koreańskiego aktora Byung-huna Lee. To jego debiut u Kima, i od razu taki mocny.

Nic dziwnego, że po roli obfitującej w taki pokaz umiejętności dramatycznych i naszpikowanej takim ładunkiem testosteronu, Hollywood pochyli się nad Byung-hunem Lee. Miasto aniołów szybko porwało go za ocean i już w 2009 roku wystąpił w blockbusterze G.I Joe: Czas Kobry (G. I. Joe: The Rise of Cobra, Stephen Sommers, 2009). Ok, zgadzam się, że film był kiepski, jednak to była tylko furtka do kolejnych filmów akcji. Ponieważ przystojni, wysportowani azjaci zawsze są w cenie, już w 2015 zobaczymy go w nowej odsłonie Terminatora, u boku samego Arniego.

Dalkomhan insaeng - A Bittersweet Life - Słodko Gorzkie Życie - 2005
A Bittersweet Life to kolejny film o zemście? I tak i nie. Wspomniany Byung-hun Lee, obsadzony w głównej roli, gra tutaj zarządzającego hotelem Sun-wooa. Hotel to jedna z wielu gałęzi mafijnego procederu, którym rządzi Mr Kang. Nie wiemy jak daleko sięga struktura mafijna rozpostarta nad metropolią. Kang zarządza jednym dystryktem. Takich „Kangów” jest jeszcze kilku, a nad wszystkim króluje sam Ojciec Chrzestny, którego dane nam będzie przez chwilę zobaczyć. Pech chciał, że „żołnierze” konkurencji postanowili owej feralnej nocy dobrze się zabawić. Problem też w tym, że na miejsce zabawy wybrali hotel Kanga i w tym, że lokal czas zamknąć, obsługę puścić do domu, światła zgasić. Jako że szef ochrony był w tym czasie nieobecny, obowiązki przejął Sun. Poznajemy go od razu w roli tego, z którym się nie dyskutuje. Świetnie nakręcona scena „wypraszania” gości pokazuje nam tylko w jakim kierunku będzie szła dalsza część filmu. Tu nie ma ostrzeżeń, przedłużania, niepotrzebnych pauz. Po grzecznościowym

„…Proszę, wyjdźcie zanim doliczę do trzech.
 
Raz. Dwa. Trzy…”

Cztery już nie pada. Nieproszeni goście padają jak muchy w bardzo efektowny sposób. Znając inny mafijny obraz – Chłopcy z Ferajny i scenę konfrontacji Tommiego DeVito z Billym Battsem możemy się domyślać do czego doprowadza „ruszenie” człowieka mafii z innej rodziny. Sprawa musi mieć konsekwencje. Tak do akcji reżyser wprowadza widza. Najpierw strzela, później opróżnia magazynek pokazując jednak stół z amunicją. Oj, będzie się działo. Wszystko w filmie wije się i przeplata, a na głównego bohatera spadają kolejne cegły rozrysowane w scenopisie. Problem z „sąsiadami” to jedno, ważniejszy jest jednak wątek ukochanej Mr Kanga. „Kocham Cię” w języku Azjatów brzmi inaczej niż u reszty obywateli naszej planety. Daleko idący patriarchalny model rodziny, wciąż jest głęboko zakorzeniony w tym społeczeństwie. Pomijam już fakt, że relacja pomiędzy Mr Kangiem a Hee-soo, to relacja pomiędzy szefem mafii a dziewczyną z pasją do gry na wiolonczeli. Posłuszeństwo i lojalność musi być przede wszystkim. Ponieważ Mr Kang zawiódł się na ludziach już wiele razy, prosi swojego najbardziej zaufanego człowieka o kilka dni wglądu w życie osobiste swojej młódki. Mając na karku „chłopaków z sąsiedztwa”, obarczony niewygodną misją, Sun-woo sypia coraz niespokojniej. Tym bardziej, że dostał wyraźne polecenie od szefa w przypadku wykrycia „zdrady” przez oblubienicę.

Dalkomhan insaeng - A Bittersweet Life - Słodko Gorzkie Życie - 2005
Jeżeli chodzi o pilnowanie Hee-soo, to tu nie ma być dotrzymywania towarzystwa wzorem Vincenta Vegi w stosunku do żony Marsellusa Wallace’a. To ma być pilnowanie pod osłoną nocy i warowanie pod drzwiami. Więc kluczy nasz doberman w cieniu drzew, wpatruje się w okna z zaparkowanego samochodu i czeka… Ponieważ Kim Jee-Woon dał mi się już poznać jako ten, który lubi trzasnąć w uśpionego widza kijem, obrócić w fotelu i pokazać inny film, tak też długo nie przyszło mi czekać. Jedna decyzja bohatera uruchamia lawinę, zwrot akcji i bieg po życie.

Bo to film akcji przede wszystkim. Naszpikowanie poetyką ma tylko uszlachetnić jego przekaz. Jednak nie dajmy się oszukać, to wciąż „męskie” kino akcji. A najlepszym dowodem na to, że reżyser jest mistrzem w swoim fachu, niech będą sceny w opuszczonych magazynach. Być może pojedyncze rozwiązania montażowe i ciekawe ujęcia już gdzieś widzieliśmy. Jednak właśnie te 20 minut otwiera nam widzom oczy na nowo. Akcja z trzeciej perspektywy, małe kamery na każdej używanej broni, nowe typy obrażeń, a na koniec małe mrugnięcie do widza (scena z kopiącymi dół) – majstersztyk. Ten film warto obejrzeć choćby dla tych momentów.

Dalkomhan insaeng - A Bittersweet Life - Słodko Gorzkie Życie - 2005
Strona audiowizualna to górna półka. Muzyka daje niejako kontrast do tempa. Muzyka spokojna, miejscami poważna, wsparta wiolonczelą. Nie przeszkadza i zdecydowanie nie ma odwracać naszej uwagi od głównej składowej filmu – doskonałego obrazu. Wspomniany w poprzednim akapicie nowatorski montaż nie jest wykorzystywany tylko w scenach akcji. Kamera przyczepiona do lusterka zaparkowanego samochodu obserwuje skupioną twarz Sun-woo. Samochód rusza, kamera nie zmienia pozycji i „jedziemy” razem z nim przez miasto. No i zdanie o zastosowanych rozwiązaniach z kategorii światłocień. To chyba już znak rozpoznawczy reżysera. Pełno tu ujęć wynurzających się z cieni postaci lub zapalanych i gaszonych źródeł światła. Małe lampki, latarnie, światła samochodów i postać Hee-soo ze swoim hobby zbierania właśnie lamp. Zabawa światłem to zdecydowanie ulubiona forma ekspresji reżysera.

Dalkomhan insaeng - A Bittersweet Life - Słodko Gorzkie Życie - 2005
A Bittersweet Life to film o pokręconym pojęciu lojalności i próbie jej utrzymania w brutalnym świecie Kim Jee-Woona. Każda decyzja ma swoje konsekwencje, każdy krok jest ważny. Nawet tak trywialny moment w scenie w hotelu, gdy główny bohater przygotowuje sobie espresso, waha się przez ułamek sekundy z wrzuceniem kostki cukru. Gorzkie, czy słodkie? Gorzko Słodkie Życie. A może to wszystko jest snem? Niczym przypowieść ze scen otwierających. Może prowadząc spokojne i w miarę ustatkowane życie (o ile taplając się w półświatku, można mówić o spokoju), chciałby w końcu to zmienić? Uciec od codziennej rutyny, od tego podawanego codziennie ciastka przez obsługę hotelu. Jeżeli tak jest, to zaiste mroczny sen przyszło mu ułożyć w wyobraźni. Polecam.

8/10 - bardzo dobry
Czas trwania: 120 min

Gatunek: Dramat, Kryminał, Akcja
Reżyseria: Kim Jee-woon
Scenariusz: Kim Jee-woon
Obsada: Byung-hun Lee, Yeong-cheol Kim, Jeong-min Hwang
Zdjęcia:
Ji-yong Kim

Muzyka:
Dalpalan, Young-gyu Jang

  • Bardzo dobry film. Trafiłem na niego przez Jee woon Kima, który go reżyserował. Z pewnością pierwsza 10 koreańskich rzeźnickich filmów:)

  • Simply

    .. i jeszcze ruski Stieczkin, broń, która nie często się w filmach pojawia.
    Ja bym sobie bardzo życzył, żeby się Kim odrodził , pokazał faka jankesom tudzież innym debilom od blockbusterów i wszelkim chujom spod znaku R-ki wyglądającej, jak PG-13 i gracko wrócił na drogę wojownika kina.

  • Film jest zajebisty. Każdy kadr dopracowany. Operator jest mistrzem świata, a sceny z w opuszczonej fabryce, gdy gość wyrywa się z objęć śmierci to esencja akcji i sprintu po życie. Jedna sprawa. Zauważyłeś jak Kim dobitnie pokazał że strzelanie to nie taka prosta sprawa. Nie ma tak jak w scenach akcji 95% innych filmów. U Kim koleś, który nie przyceluje przez muszkę, to nie trafia nawet z 3 metrów. Bo tak właśnie powinno być. To pierwszy film w którym widziałem taką "determinację" w próbie uświadomienia nam widzom, że to nie jest tak że bohater lata i strzela i trafia. Tutaj jest jeden wyjątek tego typa, który handlował bronią, tego który znalazł pobojowisko w "zbrojowni". Ten jako tako sobie radził, ale to kolejna prawidłowość. Przecież on "robił" w branży :).

    Jeżeli chodzi o przyszłe plany. Poszperałem i znalazłem info że Kim potwierdził w grudniu 2013 że zabiera się do ekranizacji komiksu (hmmm) "Coward". Komiks z 2007 roku, kryminał, więc może być … nie wiem jak może być. Najważniejsze że będzie go robić w Korei 🙂

  • Pingback: Kim Jee-woon - Po napisach | z pasją o filmach()