PoNapisach
Tumblr Instagram Facebook Twitter
NAJNOWSZE LOSOWE
STREFA VHS

Seeding of a ghost (1983)

Recenzja filmu "Seeding of a ghost" (1983), reż. Chuan YangCzegóż tu nie ma! W założeniu gatunkowym to horror, ale niejednokrotnie za głowę się można łapać przy próbie ogarnięcia rozciągającej się na wszystkie strony akcji. Zaczyna się co najmniej klawo: czasy współczesne, wataha wieśniaków goni jegomościa, który wygląda jakby parał się czarną magią. Tak jest! To gość od czarnej magii. Wpada na ulicę pod pędzącą taksówkę. Wieśniacy odpuszczają, bo przecież uciekinier najpewniej nie żyje rozjechany kołami. Gdzież tam! Już siedzi na kanapie za kierowcą i prosi o kurs do domu. Dziękuje ze pomoc i oferuje w przyszłości swoje usługi. Wychodzi, płaci, „reszty nie trzeba”. Elegancko.

Tak rozpoczyna się seans jednego z lepszych dziwadeł jakie ostatnio przyszło mi oglądać. Dziwadła na tyle osobliwego, że warto do niego zachęcić. Dzieje się tu rzeczywiście tyle, że nawet krótki opis fabuły wykracza poza standardowe „notki od dystrybutora”. W skrócie? Taksówkarz ma żonę, lecz związek jest trochę zaniedbany. On cały czas za kółkiem, ona cały czas jako krupierka w kasynie. Tam poznaje biznesmena, zakochuje się, ale chodzi oczywiście o kasę. Romans trwa krótko, acz czas spożytkowany jest treściwie. Nie zdradzę za wiele, ale mamy jeszcze gwałt, gonitwy, lanie się po mordach klasycznym głośnym karate, masę golizny (góra i dół), śmierć (mogłem pomylić kolejność). Tak czy siak, to wszystko jest tylko punktem wyjścia do historii, która zatacza koło i powracamy do czarodzieja… którego taksówkarz prosi o pomoc w wyrównaniu rachunków. Uff.

Recenzja filmu "Seeding of a ghost" (1983), reż. Chuan Yang

Masa uroczego kiczu, azjatyckie ejtisy są tak samo wciągające jak ejtisy zachodnie, na ścianach plakat Rambo, ładne kolorki i w końcu on, czyli finał. Pięć minut orgiastycznej feerii efektów praktycznych, gdzie specjaliści od makabry zahaczali o te cudowne obrzydliwości z Martwicy mózgu nie zapominając, że warto poprosić do tańca Carpentera z The Thing.

W zasadzie nie sposób ocenić filmu inaczej niż przez pryzmat czystej awanturniczej rozrywki. Emocji tu nie uświadczysz, ale japa się od początku nie zamyka, a ty wyjść z podziwu nie możesz, bo wiesz, że twórcy nie odpuszczą do końca. Taka rzecz mogła powstać tylko w Azji. Wszystko na maksa, jak na plakatach z tej części globu, gdzie widz widzi już wszystko na jednej planszy. Dodatkowym wabikiem niech będzie osobliwe, lecz bardzo dobrze wykonane gore, delikatna nekrofilia, pojedynki egzorcystów, soft erotyka, food porn (małe móżdżki jako posiłek, mniam). Oglądajcie, zanim zapomnicie, że chcecie to obejrzeć! Dodam, że tytuł jest dumnym przedstawicielem Category III z Hong Kongu, czyli widowisk ekstremalnych.

7/10 - dobry

Czas trwania: 88 min
Gatunek: Horror
Reżyseria: Chuan Yang
Scenariusz: Kamber Huang, Yee-Hung Lam
Obsada: Norman Chu, Mi Tien
Zdjęcia: Hsin Yeh Li
Muzyka: Chin Yung Shing, Chen-Hou Su