PoNapisach
Tumblr Instagram Facebook Twitter
NAJNOWSZE LOSOWE
STREFA VHS

Mandarynka (2015)

"Mandarynka" (2015), reż. Sean Baker. Recenzja filmu.Sean Baker (Mandarynka to jego piąty film fabularny) wystrzelił jak petarda w segmencie kina niezależnego stając się głośnym festiwalowym nazwiskiem. Mandarynka to kipiąca energią opowieść o jednym dniu z życia dwóch transseksualnych czarnoskórych prostytutek. Wydawać by się mogło, że fabuła o takim kontrowersyjnym zarysie przyniesie tak samo kontrowersyjny obraz. I tak i nie. Niezwykle krzywdzące i uproszczone byłoby, gdybym napisał, że Sean Baker nakręcił obraz o dziwkach transwestytach, narkotykach i patologii w jednej z dzielnic w Los Angeles. Nic z tego. Nieprawdopodobne bowiem, jak zgrabnie reżyser porusza się po ciężkich tematach i wydobywa na wierzch proste, życiowe prawdy.




Dwie główne bohaterki to przyjaciółki. Pierwsza Sin-Dee (Kitana Kiki Rodriguez) świeżo po miesięcznej odsiadce dowiaduje się przypadkiem, że jej chłopak nie próżnował w czasie, gdy ona żegnała i witała każdy kolejny dzień zza krat. Innymi słowy, obce mu się stało słowo celibat. Druga, Alexandra (Mya Taylor), marzy o karierze piosenkarki i wlepia kasę bramkarzowi w małej, podłej knajpce, by móc zaprezentować dwie piosenki na scenie. Ach, zapomniałem dodać, że to wszystko dzieje się w wigilię. Śniegu jednak brak. To kolejny słoneczny dzień w Los Angeles. W tym samym Los Angeles, w którym anioły tracą skrzydła i leżą spłukane na ziemi, ławkach, śmietnikach.

"Mandarynka" (2015), reż. Sean Baker. Recenzja filmu.
Wigilijna opowieść z bohaterami, którzy nie dostali się do Gummo (1997) Harmony’ego Korine’a, bo byli zbyt kolorowi i pomimo braku perspektyw dzielnie stawiają czoła każdemu kolejnemu dniu na dzielnicy. Świetne dialogi włożone w usta aktorów, którzy pomimo tego, że przeszli przecież pełnoprawny casting zachowują się jak naturszczycy (w najlepszym tego słowa znaczeniu). Cięte riposty, kilka przykrych słów, codzienne utarczki z typami, którzy nie płacą, a chcą dostać. Dla nich to normalny dzień, dla nas magnetyzująca egzotyka. Ktoś się może spytać, co może być magnetyzującego w historii o transeksualnych prostytutkach? Właśnie ONE. Ich przyjaźń, dramaty i to, że każdy pragnie dostać choć skrawek uczucia w tym nieprzebranie pustym świecie.

"Mandarynka" (2015), reż. Sean Baker. Recenzja filmu.
Dla Seana Bakera nie jest bowiem ważna ich płeć. Pragnie pokazać, że najważniejszy jest człowiek i to jak sobie radzi pomimo huraganu przykrych wydarzeń. Mandarynka to także obraz tolerancji i tego jak wspaniałym przyczółkiem dla mniejszości są Stany Zjednoczone. Tu wszystko jest ustalone i wszyscy robią swoje. Po prostu żyją. I niech nikt mi nie wyjeżdża z upadkiem moralnym. Przecież każdy ma prawo do miłości, jakąkolwiek miałoby to formę.

Napisałem o bohaterach prosto z kina Harmonego Korine’a. Owszem, kloszardzi, menele, dilerzy, alfonsi, bezdomni znaleźli sobie w Mandarynce miejsce. Jednak to co wysuwa się na pierwszy plan w tym filmie to wielokulturowość znana z Do The Right Thing Spike’a Lee. Kolory w kadrach są zresztą podobne. Ciepłe barwy, gorące słońce, a na dole oni: Ormianie, Meksykanie, Afroamerykanie, Azjaci. Jeden wielonarodowy miks posypany ostrym chilli. Ostro bowiem jest od początku do końca. Bluzgi, wyzwiska, ciemne motelowe pokoje z całodobowym nierządem. Chiałoby się napisać sodoma i gomora. Gdzieś tam jednak wyrastają gesty bardzo ludzkie i przyjacielskie.

"Mandarynka" (2015), reż. Sean Baker. Recenzja filmu.
Podobnie jak z obrazem jest również z warstwą muzyczną. Sin-Dee pełna rozterek siedzi na przystanku i planuje kolejny ruch, gdy w tle słyszymy uwerturę Coriolan Ludwiga Van Beethovena. Sin-Dee wstaje i kontynuuje szukanie niewiernego kochanka, muzyka zmienia się na dubstep. I tak przez cały seans. Nie jest to jednak męczące. Wszystko podane nowocześnie i ze smakiem. Zasługa w tym wielka odtwórców głównych ról. To poniekąd historia ich aktorskiej płci, więc wszystko brzmi bardzo wiarygodnie, nawet jeżeli jest podane w nieco wulgarnej formie.

"Mandarynka" (2015), reż. Sean Baker. Recenzja filmu.
Sean Baker zdecydował się nakręcić swój piąty pełny metraż przy użyciu tego co każdy nas ma w kieszeni. Większy lub mniejszy, ale ma. Telefon komórkowy, w tym wypadku smartfon, posłużył do nakręcenia całego rozgrywającego się Mieście Aniołów dramatu o złamanych sercach i nadziejach. Należy tylko wspomnieć, że nie można w przypadku tak „amatorskiej” techniki mówić o amatorsko wyglądających ujęciach. To pełna profeska. Zdjęcia zostały z pewnością odpowiednio podkolorowane i stanowią doskonały przykład jak przy użyciu skromnych technik nakręcić nieskromnie wyglądający tytuł.



Polecam.

Film obejrzałem dzięki uprzejmości dystrybutora filmu
Tongarino Releasing
8/10 - bardzo dobry

Czas trwania: 88 min
Gatunek: Dramat
Reżyseria: Sean Baker
Scenariusz: Sean Baker, Chris Bergoch
Obsada: Kitana Kiki Rodriguez, Mya Taylor
Zdjęcia: Sean Baker, Radium Cheung