Łaźnia. Księga 1

Gdy decydujesz się na komiks Ottoicha, to decydujesz się na komiks Ottoicha. Trochę Paulo Coelho, ale pozwól, że wyjaśnię. Gdy w latach 80. byłeś zafascynowany kinem Cronenberga i wybierałeś się na kolejny jego film, raczej wiedziałeś, z czym wiąże się temat. Podobnie jest z Ottoichem. Nie, nie musi to trwać wiecznie. Przecież David Lynch też nakręcił Prostą historię – ciepłą i pełną troski opowieść o starszym mężczyźnie odbywającym podróż małym traktorem. Płakaliśmy, wystawialiśmy bardzo dobre oceny i czekaliśmy na starego, dobrego Lyncha. Dlatego „nigdy nie mów nigdy”. Może i Ottoich w pewnym momencie poczuje potrzebę zmiany tonacji i zacznie rysować jednorożce skubiące trawę? A niech rysuje.

Dzisiaj jednak wciąż tworzy po swojemu, szarpie i drapie pazurami po starych deskach, rzeźbi czarnymi kreskami. Widzę ten moment, gdy wyciąga z nicości swoje haniebne pomysły i z przestrachem rzuca je na plansze. Tak, to jest drapanie paznokciami po tablicy. Ma być dyskomfort, ma być dziwność.

Łaźnia. Księga 1Ottoich po raz kolejny udowadnia, że dyskomfort może być największą zaletą komiksu.

Łaźnia to przede wszystkim atmosfera. Nie muszę uciekać od prezentacji fabuły, nie sprawia mi problemu pisanie o wydarzeniach, ale widzę też, że autora nie interesuje opowieść, którą da się łatwo streścić. To już drugi album tego artysty, z którym mam do czynienia (pierwszy to Zardzewiały tankowiec) i który przypomina raczej eksperyment myślowy niż klasyczną historię.

Tutaj rzeczy dzieją się niemal równolegle. Jest Aleksander Grot, którego ojciec od lat przebywa w hospicjum, niemal całkowicie odcięty od świata przez tajemniczą chorobę. Równocześnie poznajemy Martę Zarzycką, cierpiącą na rzadką odmianę Alzheimera. To na niej przeprowadzana jest eksperymentalna terapia.

Choroba, eksperyment medyczny, tajemnicze zjawiska i naukowe odkrycia nie są tu celem samym w sobie. Stanowią narzędzia pozwalające zadawać stare filozoficzne pytania. Kim jest człowiek, kiedy on sam i jego wspomnienia ulegają rozpadowi? Czy taki rozpad osobowości można zatrzymać? Czy pamięć, albo po prostu świadomość, da się zapisać, powielić, przenieść?

Jeśli cenisz narracyjny porządek, Ottoich po raz kolejny wystawi twoją cierpliwość na próbę.

Wszystkie te motywy sytuują tytuł w obrębie ambitnej fantastyki naukowej. Nietrudno dostrzec odległe echa Philipa K. Dicka, serialowej paranoi Z Archiwum X czy nurtu cyberpunkowego. Ottoich nie powiela jednak żadnego z tych wzorców. Zamiast widowiskowej technologii wybiera codzienność. Mamy szpital, hospicjum, gabinety lekarskie, studio telewizyjne. Szarość instytucji kryje za swoimi ścianami grozę, koszmar, a ostatecznie horror. Wszystko sprowadza się bowiem do gatunkowego horroru, który zaczyna się i kończy na atmosferze.

I wracamy do zdania, że Łaźnia to przede wszystkim atmosfera. To ona buduje tę opowieść, a nie same wydarzenia czy ciąg niejasnych sytuacji. Ja sam momentami się gubiłem i zadawałem sobie pytanie: „W którym miejscu tej historii właściwie jestem?”. Ale to nie jest ważne, bo Ottoich na pewno nie zganiłby czytelnika za podobne wątpliwości. Percepcja ma być zaburzona, a niejasność stanowi jeden z atutów albumu. Jeżeli nie kupujesz chaosu, nawet narracyjnego, musisz sobie odpuścić, bo Ottoich nie jest sprzedawcą łatwych rozwiązań ani linearnych historyjek.

Dobry, w swoim charakternym, rozedrganym stylu. Rysowany w sposób niemal niezrównoważony, ale jednocześnie całkowicie świadomy i konsekwentny. Dzisiaj, w dobie rzeczy tak bardzo do siebie podobnych, kopii i wygładzonych rozwiązań, Łaźnia wpada w obszar komiksowej anarchii. Bardzo dobrze.

Patryk Karwowski

Rysunki: Ottoich
Scenariusz: Ottoich
Redakcja i korekta: Kasia Kamieniarz
Skład: Kuba Babczyński
Ilość stron: 216
Oprawa: miękka
Wydawnictwo: Timof i cisi wspólnicy
Format: 190 x 260 mm

KOMIKS UDOSTĘPNIONY PRZEZ WYDAWCĘ. ZNAJDZIESZ GO NA PÓŁKACH