Znowu musiał się wtrącić, znowu zareagował. Ale od tego przecież wszystko się zaczyna: najpierw rozróba, zrywanie pierwszej warstwy i zaglądanie głębiej. Tak, Reacher jechał sobie spokojnie metrem, ale jego naturalny dryg do bycia podejrzliwym i całe lata pracy wojskowego śledczego zrobiły swoje. Wypatrzył coś niepokojącego w wagonie, kobietę, która nie zachowywała się „normalnie”. Podszedł, a później uwikłał się w intrygę na najwyższych szczeblach władzy.
Trop prowadzi go od pozornie zwykłego nośnika danych do wieloletniego spisku sięgającego agencji wywiadowczych, tajnych operacji prowadzonych jeszcze w latach 90. oraz ludzi gotowych zabić, by ukryć prawdę.
Mieszanka spiskowej intrygi, widowiskowej przemocy i charyzmy Alana Ritchsona.
Czwarty sezon oferuje fanom Reachera, a przede wszystkim fanom Alana Ritchsona, wszystko, co najlepsze w tej postaci. A sam aktor, ten dryblas, którego gabaryty są co rusz celebrowane zarówno przez autora zdjęć (perspektywa, kamera ustawiana pod specjalnymi kątami, wszyscy wyglądają, jakby byli dwa razy mniejsi), jak i przez scenarzystę. Już same dialogi są znamienne: „trudno go nie zauważyć”. Ale to dobrze, bo właśnie to stanowi o charakterze serialu. Reacher ma być wielkim bydlakiem i taki właśnie jest. Oprócz tego jest uparty i nie zostawia spraw bez ich załatwienia.
Amazon daje widzom dokładnie tyle Reachera, ile potrzebujemy.
Po prawdzie, to w serialu Reacher najlepszy zawsze był i pozostaje właśnie Reacher. Wszystko wokół wypada już dużo mniej sprawnie, efektownie i wyraziście. Nie chodzi tu szczególnie o aktorski talent Ritchsona, bo nie taka jest jego rola. Wydaje mi się zresztą, że sam aktor doskonale zdaje sobie z tego sprawę, jest świadomy swojej postaci i swojego przeznaczenia. To współczesny gwiazdor kina akcji, a niedawno udowodnił to w Motor City. Podbija swoją pozycję w serialu pod skrzydłami Amazona i wszystko, co bezpośrednio wiąże się z jego bohaterem lub dzieje się w jego pobliżu, zwyczajnie błyszczy. Jeżeli pojawiają się sceny akcji, są świetne, a każdy element tej choreografii działa jak należy. W czwartym sezonie dostajemy kilka takich momentów, a finałowa walka z nożami jest wręcz genialna.
Natomiast wszystko bez Reachera wypada już gorzej, zarówno aktorsko, jak i pod względem realizacji. Po prostu widzimy wtedy kolejny telewizyjny CSI w scenografii, dialogach i technikaliach. Czy więc Alan Ritchson niejako maskuje te braki, a może po prostu skupia na sobie całą uwagę widza? Niewykluczone.
Niemniej to wciąż bardzo udany serial. Ma kilka zwariowanych momentów, jak scena w areszcie śledczym i chwila, w której Reacher przeciąga delikwenta przez… kraty, klasyczne one-linery, fetyszyzację Ritchsonowej muskulatury oraz całkiem angażującą opowieść. Finałowy odcinek jest świetny, a ostatnia walka rozgrywa się na najwyższych obrotach.
Czas trwania: 8 x 42-56 min
Gatunek: akcja, thriller
Reżyseria: Sam Hill, Gary Fleder
Scenariusz: Nick Santora, Scott Sullivan, Seth Cohen, Amy Pocha, Penny Cox, Cait Duffy, Mick Betancourt
Obsada: Alan Ritchson, Sydelle Noel, Agnez Mo, Anggun, Christopher Marquette, Kevin Corrigan
Zdjęcia: Ken Glassing, Michael Marshall
Muzyka: Tony Morales

