Lalka

Weekendowy wypad w góry miał zakończyć się zaręczynami. Zamiast tego staje się wejściem do świata rządzonego przez logikę obłędu. Macy i Chase trafiają na odludne tereny Tennessee, gdzie ich droga przecina się z zamaskowaną postacią znaną jako Dolly (w tej roli Max the Impaler, gwiazda profesjonalnego wrestlingu).

Kobieta zostaje uprowadzona i uwięziona w domu, w którym obowiązują zasady przypominające wypaczoną zabawę w rodzinę.

Gdy spojrzymy na portfolio Roda Blackhursta, moglibyśmy słusznie dojść do wniosku, że filmowiec już dawno znalazł sobie bezpieczną przystań przy produkcjach mieszczących się w dość obszernym nawiasie true crime. Ma na koncie film o Amandzie Knox, maczał też palce w historii o Gacym. Oprócz tego zrealizował cały szereg krótkich metraży, a jako reżyser udzielał się również przy okazji antologii grozy. Mógłby więc wygodnie siedzieć w ciepłej szufladzie streamingów, ale postanowił zaryzykować, dokładnie tak jak wielu jego kolegów kilka dekad wcześniej.

LalkaBrudny, bezkompromisowy i świadomy swoich korzeni horror.

Lalce Blackhurst przedstawił się jako rasowy niezależny twórca horrorów. Jego film, obskurny, mocny, wyrywny w swoim gore, z dwiema scenami, które można oglądać z niesmakiem, oraz figurą antagonisty silnego, niemal nieśmiertelnego i co chwilę powracającego z zaświatów, nie jest wyłącznie hołdem dla klasycznych już postaci Jasona Voorheesa, Michaela Myersa i im podobnych. To przede wszystkim ukłon w stronę siły niezależnego horroru.

Tutaj groza rodzi się z dwóch źródeł. Po pierwsze, mamy genialne grindhouse’owe wykończenie, którego z takim utęsknieniem fani kina gatunkowego poszukują we współczesnych produkcjach. Jest brudno, surowo, jest stary dom, jakby zatrudniono tego samego dekoratora wnętrz co przy Teksańskiej masakrze piłą łańcuchową. Są ubrania z podobnego lumpeksu, czuć zapach tych wszystkich leśnych ruder z horrorów przełomu lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Wszystko tutaj się zgadza.

Między kinem eksploatacji sprzed dekad a współczesnym horrorem psychologicznym.

Po drugie, ten horror nie opiera się wyłącznie na tępej pogoni, przetrzymywaniu czy grze w kotka i myszkę. Dolly, czyli tytułowa lalka, wyłapuje ofiary w lesie i próbuje wpisać je w określony porządek emocjonalny, narzucając role, których nie mogą odrzucić. W tym sensie film znajduje się gdzieś pomiędzy amerykańskim kinem eksploatacji lat siedemdziesiątych a współczesnym horrorem psychologicznym. Z jednej strony pobrzmiewa tu rzeczywiście echo Teksańskiej masakry piłą mechaniczną, widoczne zarówno w prowincjonalnym pejzażu, jak i w wizerunku groteskowej rodziny funkcjonującej poza granicami społecznej normy. Z drugiej Blackhurst okazuje się twórcą zbyt świadomym współczesnych tendencji, by zatrzymać się wyłącznie na poziomie gatunkowej atrakcji.

Lalka

Ale nie jest to elegancki horror. Korzysta z dobrze znanej atmosfery zaszczucia, a twórcy preparują gęsty klimat znany z wszystkich wymienionych już klasyków. Idzie to w parze z pracą kamery: jest blisko, jest niepokój, ciągle ma się wrażenie, że ktoś obserwuje bohaterów. Do tego dochodzą kolory i montaż. Połączenie amerykańskiego horroru z siłą europejskiej ekstremy? Jak najbardziej.

Może i zdarza się kilka przeciągniętych minut, może jest o jeden czy dwa powroty za dużo, ale to wciąż dobrze znane szlaki. Nie przeszkadzało nam to czterdzieści lat temu i nie powinno przeszkadzać również dziś. Świetny powrót do źródeł.

Patryk Karwowski

Czas trwania: 83 min
Gatunek: horror
Reżyseria: Rod Blackhurst
Scenariusz: Rod Blackhurst, Brandon Weavil
Obsada: Fabianne Therese, Russ Tiller, Eve Blackhurst, Michalina Scorzelli, Kate Cobb
Zdjęcia: Justin Derry
Muzyka: Nick Bohun