Motor City

Czyżby Potsy Panciroli pozazdrościł Johnowi Woo ogrania schematu „niemego” kina akcji, które ten wykorzystał w Cichej nocy z 2023 roku? Przypomnę, że wówczas, dość niespodziewanie, ukazał się film pozbawiony dialogów, opowiadający wyłącznie akcją i muzyką, w nieco teledyskowej formie. W roli mściciela wystąpił Joel Kinnaman. Oglądało się to przyjemnie, ale niewiele więcej dało się z tego wyciągnąć. Powody są niezmienne: takie obrazy nie zostają w pamięci, niezależnie od tego, jak dobrze są spreparowane.

Motor City to kolejny przykład podobnej strategii – kilka raptem linii dialogowych, dużo slow motion, a w roli mściciela Alan Ritchson, który swoje akcje aktorskie podniósł występem w serialu Reacher. Jednak Motor City ma coś jeszcze: na pewno zapamiętam jedną scenę i na pewno mogę zareklamować seans jako ten, który świetnie pracuje dzięki ścieżce dźwiękowej.

Motor CityMotor City – widowisko, które działa intensywnie, choć ulotnie.

Alan Ritchson objawia się tu jako Roddy Piper XXI wieku. Akcja rozgrywa się w latach 70., a on – jako dryblas z mroczną, potarganą przeszłością (Wietnam) – z pewnością chętniej patrzyłby w pełną ciepła i miłości przyszłość (dziewczyna, pierścionek, powiedziała „tak”). Na tą drogę usłaną różami ktoś jednak wylał pomyje, odbierając blondwłosej piękności szansę na szczęście.

Projekt krążył po Hollywood jak niedokończony szkic: zmieniał reżyserów, tracił finansowanie, rozpadał się tuż przed startem zdjęć. Gdy w końcu trafił do Potsy’ego Pancirolego, nabrał kształtu radykalnego eksperymentu. Reżyser odrzucił klasyczną narrację. Zamiast dialogów – gest. Zamiast psychologii – rytm.

Gdy fizyczność staje się jedynym językiem opowieści.

Moto City wpisuje się w nurt współczesnych neo‑eksploatacji, które wracają do estetyki kina gatunkowego, ale filtrują ją przez dzisiejszą wrażliwość wizualną. Mamy więc stylistykę lat 70., przepuszczoną przez oko twórców współczesnych teledysków.

Motor City

Film jest brutalny, a scena, która zapadnie mi w pamięć, to kotłowanina w ciasnej windzie. Podkreślam „ciasnej”, mając na uwadze gabaryty Ritchsona – tam w ruch idą noże, pięści, a z dwóch osób wyjść żywa (choć w opłakanym stanie) może tylko jedna. Doceniam całość i formalizm, szczególnie montaż, wspomniany soundtrack (piosenki jako narracja) oraz zdjęcia. John Matysiak komponuje kadry jak ilustracje z brutalnego komiksu: mokry asfalt, neonowe odbicia, ciężkie sylwetki.

Entuzjaści mogą powiedzieć, że film wraca do korzeni opowiadania: obraz, muzyka, światło – nic więcej. Bez gadaniny, sama esencja. Ale to jednocześnie nigdy nie będzie kino, które zapamiętamy czy nawet powtórzymy (może dla pojedynczych scen). Działa tu pewne zmęczenie i wyczerpanie. W sensie: zobaczyliśmy to, jest bardzo dobrze, ale wystarczy.

Patryk Karwowski

Czas trwania: 103 min
Gatunek: akcja
Reżyseria: Potsy Ponciroli
Scenariusz: Chad St. John
Obsada: Alan Ritchson, Ben Foster, Pablo Schreiber, Lionel Boyce, Shailene Woodley
Zdjęcia: John Matysiak
Muzyka: Steve Jablonsky