Pojedynek

Gdy miała miejsce premiera pełnometrażowego debiutu Ridleya Scotta w 1977 roku, reżyser miał 40 lat. Wiek średni, a twórca de facto rozpoczyna swoją długoletnią, trwającą po dzień dzisiejszy przygodę na reżyserskim fotelu. Prawda, nie był świeżakiem w branży – miał już na koncie kilka filmów krótkometrażowych, pracę w telewizji, znał się na robocie.

Jednak to właśnie Pojedynek na dobre rozświetlił jego nazwisko. Co było później, wszyscy dobrze wiemy. Minęły dwa lata i widzowie wbijali paznokcie w kinowe fotele na filmie Obcy – 8. pasażer Nostromo (to był rok 1979), pięć lat później Łowca androidów. Nie uważam Scotta za twórcę kina autorskiego, trudno by mi było wskazać cechy szczególne jego obrazów. Sama „precyzja”, „epicki wymiar” (w wielu produkcjach), czy skala albo rozmiar nie świadczą o autorskości. A jednak Scott ma to do siebie, że potrafi opowiadać, zna się na rzemiośle. Czyli rzemieślnik? Tak – i to ten najlepszy, wielogatunkowy.

Pojedynek - The Duelist - 1977W cieniu wojny rozgrywa się kameralny, lecz pełen napięcia dramat.

Pojedynek z 1977 roku to film, który godzi i skromność, i rozmach. To sprytna produkcja: z jednej strony mamy bogactwo i przepych (spore wyzwanie dla debiutanta), ale po prawdzie dzięki trikom odnosimy tylko takie wrażenie. Film rozgrywa się ze swoją akcją na początku XIX wieku, towarzyszymy postaciom, gdy w tle rozgrywają kampanie napoleońskie. Europa smagana jest bitewnymi biczami, trwa wojenna zawierucha; część żołnierzy jest na froncie, część wojaków leczy rany w miastach, na wsi, w miejscach spokojniejszych.

Na tym tle doszło do sprzeczki pomiędzy dwójką żołnierzy – Gabrielem Feraudą (Harvey Keitel) a Armandem d’Hubertem (Keith Carradine). Feraud to bonapartysta, twardy elektorat, ale do spięcia wcale nie dochodzi na linii politycznej. To po prawdzie głupia sprzeczka, naprawdę można by machnąć ręką, ale zawstydzony, później uparty, a ostatecznie z urażonym honorem Feraud chce od tej chwili dopaść d’Huberta i zgładzić go w oficjalnie przeprowadzonym pojedynku.

Niezwykle zajmująca opowieść o osobliwie pojmowanym honorze.

Panowie nie dają sobie rady przy pierwszym podejściu – ranny musi odstąpić pola i trzeba przenieść czas starcia na bliżej nieokreśloną datę: za rok, może dwa, a może i dziesięć lat. I tak właśnie to się dzieje. Wyobraźcie sobie, jak osobliwy jest to pomysł, by ścierać się kilka dekad później o rzecz „honorową”. Głupie, groźne, w gruncie rzeczy przerażające – bo rzecz idzie przecież o życie człowieka, który ma już rodzinę, przeszłość, inne sprawy na głowie niż pojedynkowanie się.

Pojedynek - The Duelist - 1977

Ten niezwykły film, mocno niepokojący, hipnotyczny dzięki dwójce głównych aktorów, ale również wyjątkowy dzięki zdjęciom Franka Tidiego (po prawdzie to prawdopodobnie jego najlepiej sfotografowane filmowe dzieło), trudno oderwać się od tej historii. Tidy kopiuje trochę styl Johna Alcotta z Barry’ego Lyndona, ale wychodzi to produkcji Scotta tylko na dobre. Jest coś niewyobrażalnie pięknego w tych filtrach, kolorystyce, jakby wszystko było osnute zbliżającym się śnieniem.

Zresztą cała atmosfera jest zawieszona jakby w półśnie – to się nie dzieje, to niemożliwe, by trwać w takim dziwnym zawieszonym koszmarze z człowiekiem, który za kilka lat znowu może upomnieć się o krew. Może tym razem pistolety?

Dla Scotta to był rzeczywiście przełom. Raz, że debiutował w pełnym metrażu (scenariusz oparty na opowiadaniu Josepha Conrada), dwa – że został od razu zauważony i wyróżniony, choćby w Cannes nominacją do Złotej Palmy. I dzisiaj Pojedynek ogląda się z przejęciem, przestrachem, w osobliwym podnieceniu przy obserwowaniu tych dwóch zaciętych mężczyzn, którzy cudem potrafili przeżyć grad kul na wielu frontach, a w chwili spokoju znowu doskakują sobie do gardeł.

Patryk Karwowski

Czas trwania: 100 min
Gatunek: dramat
Reżyseria: Ridley Scott
Scenariusz: Gerald Vaughan-Hughes
Obsada: Harvey Keitel, Keith Carradine, Albert Finney, Edward Fox, Cristina Raines
Muzyka: Howard Blake
Zdjęcia: Frank Tidy