Wszyscy moi wrogowie

Na piątkowy seans w kinie wybrałem Wszyscy moi wrogowie, skromną niezależną produkcję. W czasie gdy w sali po prawej dudniła Odyseja (wciąż nieobejrzana), a w drugiej sali Spider-Man śmigał po mieście (też przede mną), ja siedziałem z trzema osobami w najmniejszej, czterorzędowej sali multipleksu.

Nie mogłem odpuścić tego tytułu – stoi za nim Andrew Patterson, który w 2019 roku zadebiutował filmem niezwykłym. The Vast of Night, niskobudżetowe sci-fi, było dziełem „fantastycznie i energetycznie zagranym; bez utraconych chwil, filmem, który można pokochać i za dwójkę bohaterów, i za senne miasteczko żyjące meczem koszykówki, i za noc, w której wszyscy nadstawiają uszu, by wyłapać głos przybyszów z gwiazd” (tak o nim wówczas pisałem).

Wszyscy moi wrogowieWszyscy moi wrogowie to kino małych gestów i wielkiej czułości.

Patterson nie wyszedł z tego miasteczka – wciąż żyje filmowo wśród tej zżytej społeczności. Nie ukrywa inspiracji: widać w nich amerykańskie kino o małych miejscowościach, ale też zamiłowanie do narracji skręcających ku baśni, noir, a nawet musicalowi. Ten eklektyzm nie jest kaprysem, lecz świadomą decyzją: opowieść o człowieku funkcjonującym na styku rzemiosła, muzyki i lokalnej polityki musi mieć formę niejednorodną.

Tym razem wspiera go Matthew McConaughey, który jako Amziah King gra najlepszą, najbardziej szczerą wersję siebie – południowy luz, filozoficzny ton, lekko rozbiegane spojrzenie. Jest pszczelarzem, opiekunem pasieki, lokalnym grajkiem, filarem społeczności. Facetem, który pomoże zawsze i każdemu, bez względu na porę dnia i rodzaj kłopotu.

Sam tytuł jest niefortunny i wymaga pewnej gimnastyki interpretacyjnej. Działa pokrętnie, bo po seansie nabiera ironicznego wydźwięku. Oryginalne The Rivals of Amziah King – przy dosłownym tłumaczeniu z użyciem personaliów bohatera – mogłoby niestety kiepsko funkcjonować w polskich kinach. Jak zwykle, gdy fikcyjna postać trafia do tytułu.

Portret dobrze funkcjonującego ula, w którym każdy ruch człowieka odbija się echem w całej społeczności.

Tematycznie film krąży wokół powrotów, utraty i odbudowy. Nie chodzi o rodzinę w klasycznym sensie, lecz o sieć zależności powstającą między ludźmi żyjącymi na tyle blisko, że ich codzienność zaczyna się przenikać. Patterson pokazuje, że wspólnota nie jest abstrakcją – to konstrukcja, którą trzeba stale podtrzymywać. Stąd wątek kradzieży uli: nie jako kryminału, lecz naruszenia tkanki społecznej.

Wszyscy moi wrogowie

Czym zatem są Wszyscy moi wrogowie? To film osobliwy, wielonurtowy, rozgrywający się na środkowym południu USA – w sennych miasteczkach Oklahomy, wśród mokradeł, dźwięków banjo i kilkuset mieszkańców. Bez zamkniętych drzwi, na potańcówkach, spontanicznych zrywach amatorskich muzyków. Zespołów tu nikt nie nazywa zespołami – jeśli umiesz grać, wydajesz dźwięki, dołączasz do jam session. Film krąży wokół tych ludzi, zagląda do dobrze funkcjonującego ula. Metafora jest czysta i piękna: Amziah jako opiekun pasieki wyrasta na opiekuna miasteczka.

Fabularnie to ciąg zdarzeń: ktoś miał wypadek, do miasta wraca dziewczyna i podejmuje pracę u Amziaha, ktoś kradnie miód (wątek wchodzący na pole neo‑westernu, wątpliwych wyborów moralnych – wszystko dla ula), jest koncert dla kilkunastu osób w lokalnym domu kultury. Chcesz być z tymi ludźmi, zapraszać ich do domu, wypić i zapalić – nawet jeśli nie pijesz i nie palisz. Chcesz tam żyć. Dlaczego? Bo Patterson ma dar przedstawiania ludzi porządnych, lecz poranionych; takich, którzy mimo trudnej przeszłości potrafią żyć w prostocie dzięki innym.

Konstrukcyjnie i narracyjnie to trochę wcześni bracia Coen, ciąg osobliwych sytuacji rodem z Jarmuscha, a literacko – Magiczne lata Roberta McCammona, lecz już ze świata dorosłych. Miks tych autorów przefiltrowany przez cudowny nastrój bluegrassu i długich nasiadówek.

Patryk Karwowski
Czas trwania: 131 min
Gatunek: dramat, neo-western
Reżyseria: Andrew Patterson
Scenariusz: Andrew Patterson
Obsada: Matthew McConaughey, Angelina LookingGlass, Scott Shepherd, Rob Morgan, Tony Revolori, Kurt Russell
Muzyka: Erick Alexander, Jared Bulmer, Ben Hardesty
Zdjęcia: Miguel I. Littin-Menz

Za seans dziękuję sieci kin.

Cinema CityPODOBAŁ CI SIĘ TEN ARTYKUŁ? LUBISZ TĘ STRONĘ?