Wyjątkowe uczucie – nurt, o który ocierałem się całymi dekadami – dopiero teraz, dzięki komiksowemu medium, trafił we mnie naprawdę mocno. Steampunk, z którym stykałem się dotąd jak z każdą stylistyczną egzotyką pojawiającą się od czasu do czasu w filmach, grach czy książkach, zawsze był dla mnie atrakcyjnym dodatkiem, nigdy czymś, co mogłoby tak głęboko zapaść w pamięć.
A jednak teraz siedzi we mnie tak intensywnie, że myślę o nim nawet po zamknięciu komiksu. Zrobił to Joe Benitez – treścią, ale przede wszystkim ilustracjami: przepychem, detalem, eleganckimi ornamentami i atmosferą, którą z nich zbudował.
Benitez udowadnia, że steampunk może być nie tylko efektowny, lecz także intymny.
Lady Mechanika, pełna grozy, przemocy i brutalności świata przedstawionego, pozostaje jednocześnie zaskakująco elegancka. To efekt kilku warstw. Pierwsza to sfera językowa: maniery, sposób wypowiadania się bohaterów, ich zachowanie – wszystko zanurzone w wiktoriańskim sznycie, który łączy tekst z ilustracją. Sam przekład Jakuba Sytego wykonany jest bardzo solidnie.
Druga warstwa to strona wizualna. Ilustracje są piękne zarówno w kompozycji kadrów (choć potyczki bywają nieco chaotyczne), jak i w drobiazgach obecnych w każdym ujęciu. Od wyglądu postaci – kreska Beniteza bardzo mi odpowiada – przez stroje, architekturę, przedmioty. A właśnie te stroje… jak spełnienie snu mistrza kaletnika. Szlufki, paski, zdobienia, wypustki, oringi – jest na czym zawiesić oko. Benitez napracował się ogromnie, ale widać, że sprawiało mu to przyjemność. Plansze są wypełnione do granic możliwości, jakby każdy centymetr musiał opowiedzieć własną historię.
Steampunk w Lady Mechanice uderza jak pełnoprawne doświadczenie.
Steampunk od lat funkcjonuje w kulturze jako fantazmat epoki, która nigdy nie istniała: świata, w którym rewolucja przemysłowa nie kończy się na fabrykach, lecz przenika ciało, pamięć i tożsamość. Pierwszy tom Lady Mechaniki jest opowieścią o poszukiwaniu własnego „ja”, ale nie w sensie psychologicznym – raczej konstrukcyjnym. Mechanika jest zlepkiem: człowieka, maszyny, traumy i nieistniejącej pamięci. Jej ciało to archiwum, lecz archiwum uszkodzone, z brakującymi kartami.
Dla mnie to dopiero początek przygody, choć łatwo mi popaść w zachwyt – zarówno nad światem, jak i nad bohaterką. Lady Mechanika jest lokalną legendą, żyje na obrzeżach społeczeństwa, budzi niepokój, a jednak pragnie tylko jednego: poznać prawdę o sobie i swoim pochodzeniu. To pragnienie jest zwyczajne, bardzo ludzkie.
Sprawa z pierwszej księgi porusza, bo choć nie dotyczy bezpośrednio Mechaniki, to splata się z tym wszystkim, na czym jej zależy – i o czym wspomniałem wcześniej.
Tematycznie Lady Mechanika jest opowieścią o samotności. Nie romantycznej, lecz konstrukcyjnej: samotności wynikającej z bycia hybrydą, istotą zawieszoną pomiędzy. To też samotność wynikająca z „inności’. Mechanika nie jest klasyczną bohaterką – jest projektem, który próbuje odzyskać siebie.
Rysunki: Joe Benitez
Kolory: Peter Steigerwald
Oryginalne liternictwo: Josh Reed
Scenariusz: Joe Benitez
Tłumaczenie: Jakub Syty
Ilość stron: 164
Oprawa: twarda
Wydawnictwo: Scream Comics
Format: 215×290 mm
KOMIKS UDOSTĘPNIONY PRZEZ WYDAWCĘ. ZNAJDZIESZ GO NA PÓŁKACH

