Janko Muzykant

Janko Muzykant z noweli Henryka Sienkiewicza zginął tragicznie. Posądzony o próbę kradzieży ukochanego instrumentu został wychłostany. W bólu i cierpieniu skonał. Tak było w noweli. Nie mógł tego najwyraźniej ścierpieć scenarzysta Ferdynand Goetel, który napisał scenariusz – reinterpretację losów Janka Muzykanta. Innymi słowy Janko Muzykant nakręcony w 1930 roku przez Ryszarda Ordyńskiego to ta bardziej optymistyczna wersja wydarzeń z udziałem chłopca, który kochał muzykę i skrzypce.

Niezwykłe są losy tego filmu, głównie jeżeli chodzi o perturbacje związane z kopią, materiałami dźwiękowymi, odnalezionymi płytami z nagraniami, które miał w swoich bibliotekach włoski kolekcjoner. Zaiste wyjątkowe.

To jeden z pierwszych polskich filmów dźwiękowych. W tym aspekcie trudno było dokończyć realizację w kraju – nie mieliśmy odpowiedniego sprzętu ani możliwości. Obraz, montaż – owszem – były gotowe, ale dźwięk zrealizowano już w studiach w Berlinie. Wszystko działo się przed wojną. Oryginalne płyty z muzyką zaginęły po wojnie i Janko Muzykant był przez lata prezentowany w takiej właśnie okaleczonej wersji. Po pokazach zgłosił się ten włoski kolekcjoner, film można było przygotować raz jeszcze. Teraz możemy go oglądać już z oryginalnym (wyczyszczonym) dźwiękiem, nagranymi piosenkami, w odrestaurowanej formie.

Janko MuzykantJanko Muzykant – kino, które przetrwało dzięki przypadkowi.

Warto obejrzeć, mając z tyłu głowy całą historię związaną z tym, w jakie koleiny losu wpadał Janko Muzykant Ordyńskiego. A przecież to dopiero początek opowieści. Fascynujące są życiorysy odtwórców głównych ról jak na przykład Witolda Contiego, który zginął w Nicei podczas bombardowania przez Brytyjczyków. Conti gra Janko Muzykanta w wieku dorosłym. Niemniej intrygujący jest Stefan Rogulski, który wcielił się w młodego Janka – jako aktor został wypatrzony przez Ordyńskiego w szkole baletowej. Niezwykłej urody chłopak przykuwa uwagę widza. Cóż, wojna rozwaliła wiele pięknie zaczynających się życiorysów. Rogulski w czasie wojny został aresztowany i wywieziony na roboty przymusowe do Niemiec.

Przedwojenna Polska i świat, którego już nie ma.

Wróćmy jednak do Janka Muzykanta. U mnie ten film nie jest tak dobry jak historia z nim związana. Oczywiście Ordyński miał fach w ręku, był już wówczas uznanym twórcą, podróżował po świecie, realizował przez wiele lat teatr w Stanach Zjednoczonych – niesamowite. Janko Muzykant wpisuje się, ze swoją stylistyką i manierą, dokładnie w tamte czasy, jest dobrze spreparowaną historią młodego człowieka, który zostaje wtrącony do poprawczaków, tuła się po zakładach karnych, ucieka, a ta muzyka, te skrzypce do niego wracają. Pnie się po szczeblach kariery, choć to kariera lokalnego grajka. Jednak jest o nim coraz głośniej, wchodzimy na pole historii miłosnej, pojawia się kobieta (artystka rewiowa Ewa, o której względy – z lepiej sytuowanym Zarubą – walczy Janko), jednak mroczna przeszłość dogania bohatera.

Janko Muzykant

Nie można tu narzekać na nudę. Przedwojenne krajobrazy, kawiarenki, wnętrza, ulice, budynki – to wszystko stanowi o atutach filmu. I dla tej otoczki warto usiąść, obejrzeć. Co do tak wielokrotnie poruszanego udźwiękowienia, muzyki, wyczyszczonych piosenek – to wszak nie moja estetyka i wrażliwość. Rzewne kawałki na skrzypce w żaden sposób nie poruszają mnie i chyba współczesnego widza również nie mogą poruszyć. Ale wciąż polecam – i dla młodego Rogulskiego, i dla ciekawej reinterpretacji bohatera noweli, świetnego Dymszy w epizodzie, uroku starego filmu, który dzisiaj wygląda (technicznie) pierwszorzędnie.

Patryk Karwowski

Czas trwania: 100 min
Gatunek: muzyczny, dramat
Reżyseria: Ryszard Ordyński
Scenariusz: Ferdynand Goetel
Obsada: Stefan Rogulski, Witold Conti, Adolf Dymsza, Kazimierz Krukowski, Maria Malicka
Zdjęcia: Zbigniew Gniazdowski
Muzyka: Grzegorz Fitelberg, Leon Schiller