Dobra popcornowa zabawa? Tak, ale jednocześnie moment, w którym poczułem zmęczenie materiału. To samo zmęczenie, tym razem naprawdę silne, było łatwe do rozpoznania – i równie łatwe do zrozumienia. Za dużo podobnych filmów? Przede wszystkim. Stało się najprawdopodobniej tak, że ten totalnie przegięty Oni cię zabiją (2026, Kirill Sokolov) wystarczył mi w tym roku, by uznać koncepcję za wyczerpaną. Przynajmniej na chwilę.
Co mamy w drugiej części Zabawy w pochowanego? Pojawia się tutaj dodatkowy problem z moim odbiorem. Geneza kontynuacji jest prosta: twórcy wracają do świata, który dał im rozpoznawalność, ale nie chcą go powtarzać. Co kto lubi. Ja wolałem pierwszą odsłonę – była zamkniętą, klaustrofobiczną opowieścią o rodzinnej przemocy pod przykrywką rytuału. Sequel powstaje w innym klimacie: większy budżet, większa pewność siebie. To widać w decyzjach twórczych. Zamiast kameralnego domu – rozległe posiadłości. Zamiast jednej rodziny – sieć satanicznych klanów. Zamiast gry w chowanego – gra w dominację.
Zmęczenie materiału – moment, w którym dobra zabawa traci sens.
I chyba tu „zrozumienie konwencji” u mnie nie zadziałało. Doskonale przecież rozumiem zamysł. W tym momencie chciałbym porównać pierwszą część Zabawy w pochowanego do pierwszych Szybkich i wściekłych, a właściwie do tego, co stało się z kolejnymi odsłonami – z franczyzą. Nawet poważny thriller Roba Cohena z 2001 roku zamienił się w komiksowy, moim zdaniem niepoważny twór. Czy tak stało się w Zabawą w pochowanego 2? Poniekąd tak, a ewentualne kolejne części zapewne podążą tą drogą.
Muszę jednak przyznać, jak wspomniałem, że to wciąż dobra popcornowa rozrywka. Twórcy pozostają wierni swojemu stylowi. Bettinelli‑Olpin i Gillett lubią szybkie cięcia, gwałtowne zmiany skali, nagłe wybuchy przemocy.
Rozrywka z pęknięciem – film, który bawi, ale już nie zaskakuje.
Niezaprzeczalnym atutem jest obsada. Aktorzy niosą ten świat bez wysiłku. Samara Weaving gra jak ktoś, kto zna reguły gry, ale nie ufa żadnej z nich. Jej ciało jest zmęczone, twarz napięta, ruchy szybkie i precyzyjne. Kathryn Newton wprowadza kontrapunkt – młodszą energię, nerwową dynamikę, niepewność podszytą gniewem. Ich chemia jest nieoczywista, ale działa doskonale. Dzięki temu cały seans można odebrać jako opowieść o siostrach, które muszą odnowić kontakt, pojednać się, ponownie stać się najbliższymi sobie osobami. To się sprawdza.
Tematycznie to tylko rozszerzenie pierwszego epizodu. Znów mamy walkę z klasową przemocą, tym razem w skali makro. Nie ma tu granic agresji, bo ci ludzie nie znają granic władzy. Ostatecznie to opowieść o dziewczynie, która nie chce zrozumieć reguł, lecz zniszczyć fundamenty tego obleśnego świata. Niezły film – ale nic ponadto.
Czas trwania: 108 min
Gatunek: horror, komedia
Reżyseria: Matt Bettinelli-Olpin, Tyler Gillett
Scenariusz: Guy Busick, R. Christopher Murphy
Obsada: Samara Weaving, Kathryn Newton, Sarah Michelle Gellar, Shawn Hatosy, David Cronenberg, Elijah Wood
Muzyka: Sven Faulconer
Zdjęcia: Brett Jutkiewicz

