Agent nr 1

Jerzy Iwanow‑Szajnowicz, syn rosyjskiego pułkownika, urodzony w 1911 roku. Przy drugim małżeństwie matki z Grekiem przeprowadził się w 1928 roku z całą rodziną do Salonik. Przed wojną był wziętym sportowcem: trenował piłkę nożną, był pływakiem z dużymi sukcesami. Polskie obywatelstwo przyjął w 1935 roku. Był człowiekiem wykształconym – zdał maturę, obronił tytuł magistra, był poliglotą.

W czasie wojny chciał walczyć z Niemcami, lecz jego wielonarodowościowe pochodzenie (Grek, Polak czy Rosjanin?) powodowało problemy z dołączeniem do odpowiednich jednostek walczących w czasie II wojny światowej. Ostatecznie został agentem brytyjskiego wywiadu. To jest jego historia.

Agent nr 1 Zbigniewa Kuźmińskiego to pod wieloma względami udany film, który cierpi jednak na osobliwą przypadłość: twórcy zapomnieli nieco o rozrywkowym aspekcie produkcji. Chcieli umieścić jak najwięcej, dysponując czasem zdecydowanie za krótkim. Z drugiej strony – gdyby mieli go więcej, zapewne dostalibyśmy jeszcze większą liczbę scen niekoniecznie trzymających w napięciu. To solidna robota, ale mało tu dramatyzmu, a brak porządnego czarnego charakteru (naród niemiecki jako taki to za mało w kinie szpiegowskim) odbiera części napięcia.

Agent nr 1Film Kuźmińskiego pokazuje wojnę jako przestrzeń bez stabilnych ról.

Kuźmiński najwyraźniej nie chciał kolejnej rekonstrukcji heroicznego mitu. Interesował go ruch i dynamika – człowiek w nieustannym przejściu między rolami. Dlatego historia Jerzego Szajnowicza‑Iwanowa – agenta, sportowca, emigranta, bohatera dwóch krajów – była idealnym materiałem. Produkcja powstawała w napięciu między dokumentem a sensacją. Zdjęcia w Grecji dawały autentyczność, ale wymuszały szybkie, trudne decyzje. Widać to w strukturze filmu: sceny są krótkie, kadry ciasne, nerwowe, jakby montowane w biegu. Często tej Grecji jest za mało albo montowano to tak sprytnie, że rozległe plenery rzeczywiście były greckie, a zbliżenia już kręcono w Polsce.

Nie czuję też, żeby w pełni była wykorzystana muzyka Andrzeja Korzyńskiego. Kompozytor stawia na rytmiczne, nerwowe motywy, które podkreślają dynamikę działań dywersyjnych, ale jednocześnie nie dominują nad obrazem. I niby to wszystko się zgadza, ale twórcy mogli czasem wyciągnąć ten podkład muzyczny na pierwszy plan.

Nerwowa dynamika działań dywersyjnych.

Film nie miał szans konkurować z zachodnimi produkcjami o podobnej tematyce, a jednak widać próbę dialogu z międzynarodową konwencją. Kuźmiński korzysta z języka kina akcji, ale go nie fetyszyzuje – prawdopodobnie trochę nie potrafi, a trochę nie ma warunków.
Agent nr 1

Minusem jest, moim zdaniem, rezygnacja z linearności. Reżyser stawia na sekwencje działające jak notatki z życia agenta. Scenariusz Ścibora‑Rylskiego jest oszczędny, bardziej szkicowy niż dramatyczny. Gwiazda filmu sprawiła się natomiast świetnie: Karol Strasburger w debiucie pełnometrażowym gra z zaskakującą powściągliwością. Wygląda idealnie, ma charyzmę.

Film pokazuje wojnę jako przestrzeń bez stabilnych ról. Kuźmiński tworzy portret bohatera, który nie ma czasu na bycie sobą – jego życie jest serią funkcji, serią zadań. Widzimy udane akcje dywersyjne, ale też szeroki zakres działań całej komórki w Atenach: wybuchy w fabrykach, sabotowanie produkcji, operacje w porcie, liczne eksplozje na jednostkach wodnych. Sporo tego, a wykonanie jest zaskakująco dobre.

Nie jest to najlepsze kino wojenne o działaniach szpiegowskich, ale z pewnością intrygujące. Warto zobaczyć dla realizacji, Strasburgera i pirotechniki.

Patryk Karwowski
Czas trwania: 97 min
Gatunek: dramat, wojenny, szpiegowski
Reżyseria: Zbigniew Kuźmiński
Scenariusz: Aleksander Ścibor-Rylski, Strumph-Wojtkiewicza (autor książki)
Obsada: Karol Strasburger, Monika Sołubianka, Zdzisław Tobiasz, Barbara Bargiełowska
Muzyka: Andrzej Korzyński
Zdjęcia: Wiesław Rutowicz