PoNapisach
Tumblr Instagram Facebook Twitter
NAJNOWSZE LOSOWE
STREFA VHS

Rój (1978)

The Swarm - Rój - 1978

Blog to chcąc nie chcąc miejsce, gdzie blogger po trochu dzieli się z czytelnikami nie tylko swoimi upodobaniami tematycznymi. To miejsce, gdzie po trosze, sukcesywnie, z postu na post dajemy się lepiej poznać. Tak też jest i tym razem.

Od dawna miałem ochotę powtórzyć ten seans. Jako że pszczół nie cierpię od kiedy pamiętam, kieruje mną dziwna chęć zbliżenia się do nich, choćby na szklanym ekranie. Nie cierpię, to małe słowo. Choć do klasycznego przypadku apifobii jest mi zapewne daleko, to jednak czuje się nieswojo, gdy mały bzyczący owad uzbrojony w żądło znajduje się w tym samym pomieszczeniu co ja. Nie lubię ich i już. Rój jednak chciałem obejrzeć. Pamiętałem, że oglądając go jako dzieciak, podsyciłem tylko swoje obawy co do pszczół, jakoby czyhały na moje życie.

Po wielu latach wróciłem do seansu i chociaż sceny oblepionych pszczołami ludzi zawsze będą powodować u mnie złośliwe mrowienie, to całość zdecydowanie nie wytrzymała próby czasu.

Irwin Allen, reżyser i producent filmowy, był określany jako specjalista od kina katastroficznego. To specyficzny gatunek. Po pierwsze wymaga sporego budżetu, po drugie sukces lub porażka decyduje o przyszłości wielu ludzi związanych z daną produkcją. Przecież przewalić kilkadziesiąt milionów dolarów to już niezły cios dla wytwórni. Allen kilka razy dryfował na granicy opłacalności. Dał nam, kinomanom, kilka powodów do radości jako producent (Płonący Wieżowiec z 1974 roku) i współreżyser (Tragedia Posejdona, rok 1972). I chociaż Tragedia… okazała się klapą finansową (katastrofa w weekend otwarcia), to osobiście lubię tę historię, a zyski w końcu się pojawiły… po wielu latach :). Jego Rój to adaptacja powieści Arthura Herzoga z 1974 roku. Z powieści autora na ekrany została jeszcze przeniesiona Orca (też do przeypomnienia?).

O czym zaś ten Rój traktuje? O katastrofie wbijającej się powoli w naród. Wydzierającej życia z kolejnych miast. To pszczoły afrykańskie!! Tak to sobie wymyślił Herzog, a Allen z kart powieści przeniósł na taśmę celuloidową. Film zaczyna się nawet ciekawie. Do opustoszałej bazy wojskowej wkracza wojsko. Po szybkim przeszukaniu i zabezpieczeniu udaje im się schwytać ubranego w nienagannie wyprasowany strój dr Brada Crane’a. Naukowiec oznajmia wszem i wobec, że Stany Zjednoczone są zagrożone przez nowy typ najeźdźcy. To zmutowane afrykańskie pszczoły zdolne zabić trzema ukąszeniami.

Oczywiście nikt nie chce wierzyć w te słowa. Ignorancja i brak kompetencji doprowadzają do kolejnych katastrof. Dopiero potwierdzona tożsamość przez najwyższe władze tego kraju skutkuje zmianą na szczeblach dowódczych. Dr Brad Crane przejmuje pałeczkę i próbuje ratować świat przed zagładą. Jako że jest jednocześnie człowiekiem postępowym i martwiącym się wielce o nasz ekosystem, nie pozwala ot tak unicestwić owadów. Zamierza opracować antidotum na szerzącą się zagładę. Do centrum dowodzenia sprowadza najlepszych z najlepszych. Zabrakło tylko naszego naczelnego entomologa Stanisława. Tak więc tytułowy rój sieje postrach wśród kolejnych ofiar, a naukowcy w pocie czoła opracowują lek na całe zło.

The Swarm - Rój - 1978
Kino katastroficzne w wykonaniu Irwina miało ogromny potencjał. Już sam fakt zaangażowania pszczół, których nie cierpię podsycało moje emocje. Były to niestety jedyne emocje podczas seansu. Po kilku minutach jak już przyzwyczaiłem się do bzyczenia, emocje opadły. Nie pomógł ani Michael Caine, ani Richard „Shogun” Chamberlain, nawet Henry Fonda. Niejeden producent pozazdrościłby takich nazwisk. A jednak… scenariusz z dziurami jak w serze szwajcarskim, fatalne dialogi, zero napięcia, mierne efekty.
Twórcy poszli dalej! Opatrzyli swój film tak śmiesznymi scenami, że kwalifikuje ich to do segmentu kina klasy B, a nie widowiska katastroficznego za 20 milionów dolarów. Scena, gdy rozochoceni naukowcy rzucają opracowane przez nich tabletki w dziki rój jest żenująca, ale już jak wypatrują z lecącego helikoptera czy pszczoły je jedzą jest… tragiczna. Takich scen jest całe multum. Główny epidemiolog, nadzieja całego świata, aplikuje sobie w tajemnicy niesprawdzoną surowicę i umiera w męczarniach. Na domiar złego Michael Caine ściskający bezwładne zwłoki w rozpaczy i ze łzami w oczach wygląda jakby parodiował tę scenę. Brak słów.

The Swarm - Rój - 1978
Jednak to wszystko nic. Nawet jestem w stanie przełknąć wielką pszczołę pojawiającą się wskutek halucynacji spowodowanych użądleniem. Dopiero gdy pojawił się wątek romantycznego trójkątu pomiędzy burmistrzem, nauczycielką a emerytem, powiedziałem stop. Przegięli. Rozterki sercowe ze swoją miałkością rodem z Domku na Prerii i z pszczołą afrykańską za oknem to już za dużo. Na szczęście całość od oceny tragicznej uratowały trochę sceny najazdu pszczół na miasteczko. Nie oszczędzały nikogo. Dorośli, kobiety, starcy, a nawet dzieci. A tak, reżyser pozwolił sobie na takie obrazki. Padające jak muchy dzieci w wieku przedszkolnym to co najmniej nietypowe dla amerykańskiego kina.

The Swarm - Rój - 1978
Rój Irwina Allena był na pewno czymś nowym w kinie. Owszem, kino zarejestrowało już wszystkie możliwe ataki z lądu, powietrza, gór i lasów. Były Żaby, Ślimaki, Ptaki, Pająki, Kraby, Konie, Chomiki (nie jestem pewny tych ostatnich :). Irwin Allen chciał jednak wnieść owady na salony. Wspomagany milionami i nazwiskami według mnie poniósł porażkę. Tytuł oglądany w okresie dziecięcym zestarzał się okrutnie i teraz, dla świadomego widza, jest po prostu nie do przełknięcia…

3/10 - słaby

Czas trwania: 116 min
Gatunek: Katastroficzny
Reżyseria: Irwin Allen
Scenariusz: Stirling Silliphant
Obsada: Michael Caine, Richard Chamberlain, Henry Fonda, Ben Johnson

Zdjęcia: Fred J. Koenekamp
Muzyka: Jerry Goldsmith

  • a ja lubię ten film owszem dzieło genialne to nie jest ale mamy tu sporo ciekawych scen jak pszczoły atakujące elektrownie atomową i to skutecznie ;D zabawne rozrywkowe kino zawsze odbierałem ten film jako takie puszczanie oka do widzów 🙂 a co do Orki możesz obejrzeć całkiem dobra rola śp.Richarda Harrisa?(nie przekręcam nazwiska? ) i jest tam pewne nowum ale nie spoileruje ps.a pan allen był królem SF w TV takie tytuły jak "lost in space" "time tunnel" "planeta gigantów" itp

  • Oj to puszczanie oka do widza to chyba naciągane 🙂 Jeżeli to byłby efekt zamierzony to Rój móglby być arcydziełem w gatunku parodii filmowych 🙂 W Orce rzeczywiście grał Richard Harris.

  • Pamiętam, że jako dziecko bałem się straszliwie tego filmu a zwłaszcza sceny z dużą pszczołą.

  • W książce "Danse Macabre" Stephen King pisał, że "przy budżecie dwudziestu milionów dolarów film wygląda jakby powstał za dolara osiemdziesiąt pięć centów" 😉 Coś w tym jest, chociaż ja akurat lubię te stare efekty, robił je zresztą L.B. Abbott, laureat czterech Oscarów i mistrz w swoim fachu. Moim zdaniem największą słabością filmu jest scenariusz – tak jak napisałeś jest pełen dziur i fatalnych dialogów, brakuje napięcia i trudno się przejąć losami bohaterów. Bo mimo udziału wielu świetnych aktorów postacie w filmie są jak manekiny bez charakterów. Irwinowi Allenowi jeszcze mało było katastrof i rok później zrobił film "Po tragedii Posejdona", znowu pociągając za sobą Michaela Caine'a. Pierwowzór, czyli wspominana w recenzji "Tragedia Posejdona" to mój ulubiony film katastroficzny.

  • Simply

    Chomiki były – w krótkometrażówce ,, Night of the Hell Hamsters''

    Ale konie ? Dobre były też króliki wielkości dwupiętrowych bloków w ,, Night of the Lepus'' 72' .
    W tego typu filmach gwiazdorskie obsady stanowiły normę ( mogły pochłaniac dużo więcej kasy , niż efekty – przoduje tu ,, Płonący Wieżowiec '' )

  • Czasami lepiej pozostawić sobie wspomnienia z dzieciństwa i nie niszczyć obrazu ponownym seansem po latach.

  • No właśnie, brak jakichkolwiek emocji to mimo wszystko najpoważniejszy zarzut. Tutaj nie ma grosz niepokoju. Nic, zero, wszyscy wyglądają i grają jakby po pawulonie byli.

  • Z Koniem to sobie pocisnąłem :). Ja pamiętam jeszcze Mrówki i Kleszcze. Mrówki to chyba nawet nawet były (chociaż boje się już odświeżać seanse po tylu latach)

  • Simply

    Tak myślałem . To lepiej na drugi raz już nie ciśnij, bo przyjdą i skończysz, jako owies .
    ,,Kleszcze'' Tony;ego Randela ( Hellreiser II ) to był hit wypożyczalni przez jakieś dwa miesiące. Mrówki, to przecież ,, Phase IV '' Saula Bassa ( tak, tego właśnie ) i paradokumentalne arcydzieło ,,The Hellstrom Cronicle'' Walona Greena ( tak, tego od ,, Dzikiej Bandy'' ) . Tak, że to nie żarty.

  • Mrówki były także w filmie Gordona Douglasa "One!" (Them!, 1954) oraz w "Nagiej dżungli" (1954) Byrona Haskina. W tym pierwszym były to mrówki zmutowane, gigantyczne, w tym drugim były małe, ale w stadzie śmiertelnie niebezpieczne. I co najciekawsze, te filmy o mrówkach (łącznie z propozycjami Simply'ego) są oceniane wysoko, nie jest to typowa tandeta klasy B, ale kino z ambicjami 😉

  • Tak, sprawdziłem sobie. Rzeczywiście to nie są jakieś padła poniżej 4 punktów. "Them!" mam w najbliższych planach. Już kilka razy zaczynałem, ale coś mnie odciągało :).

  • A "Naga dżungla" to w dużej mierze dramat psychologiczny o skomplikowanych relacjach damsko-męskich.

  • damsko-męsko-mrówczych

  • były też ślimaki wcinające ludzi na żywca 😉 pamiętam też coś z żabami ;D do tego szczury krokodyl w kanałach itd itp 🙂 o takim klasyku jak atak zabójczych pomidorów nie wspominając 😉

  • Ojjj, ślimaki pamiętam. Tam była taka scena że laska budzi się, a w pokoju cały dywan czarnych ślimaków?

  • Gdy mowa o tandetnym monster movie to należy wspomnieć o twórcy, który nazywa się Bert Ira Gordon. W filmie "Początek końca" pokazał atakującą szarańczę, a w "Pokarmie bogów" mieliśmy nie tylko wielkie owady i szczury, ale nawet ogromnego kurczaka. Cuda dzieją się również w filmach "Król Dinozaur", "Cyklop" i "Wioska gigantów". Poza tym, ten twórca nakręcił filmy o wiele mówiących tytułach: "Ziemia przeciw pająkowi", "Imperium mrówek", "Zdumiewająco kolosalny człowiek". Jeśli chcesz zobaczyć najgorsze w dziejach kina efekty specjalne, najgorsze aktorstwo i najgłupsze pomysły scenarzystów to te filmy nadają się idealnie.

  • Nie chcę 🙂

  • Phase IV mam już od jakiegoś czasu w planach. Kiedyś widziałem trailer (

    ) i wydaje się, że to spoko psychedelic sci-fi, jak 2001: A Space Odyssey albo THX 1138, or somthin.

    Mrówki były jeszcze w jednym odcinku MacGyvera:

    http://www.cbs.com/shows/macgyver/video/621336232/macgyver-trumbo-s-world

    I koty były:



  • A IDŹ PAN W CH.. 🙂 Obejrzałem te chomiki 🙂 Aż myślałem czy nie założyć pasa cnoty, który miała Marion w "Facetach w Rajtuzach".

  • Simply

    Ja ich nawet nie oglądalem, tak Ci wkleiłem w ciemno, co się będę pierdolił z testowaniem ,, Chomików z Piekła'' . Trza się szanowac 😀 😀

  • Simply

    Czekaj, czekaj , chyba coś do mnie w pierwszej chwili nie dotarło . Fiuty odgryzają? Czyli HC. To oglądamy , jak prawdziwa groza się szykuje.

  • Simply

    No obejrzałem.No i takie se… przyzwoita rezlizacyjnie amatorka, ale słabiutko zagrana. Jak odgryzają fiuta z jajami, to drzesz ryja i miotasz się tak, jak jeszcze nikt pod słońcem. A tu , kolo stoi zgięty z miną, jakby miał zatwardzenie i cisza. Ale i tak uważam, że ludzie powinni kręcic więcej takich filmów, ten kolo od ,, Hamsterów'' zrobił potem ,Kobietę-Węgorza' , poszukamy. To jest jednak zawsze dobra szkoła warsztatu.

  • Daj spokój to jest padaczka. Koleś reaguje na odgryzanie przyrodzenia tak jakby dostał telefon z firmy że ma wracać z urlopu. Niech kręcą. Każdy zamknięty projekt z napisami na końcu zasluguje na małe brawa, za to chociaż że im się chciało 🙂