Ratownik

Niech on ją znajdzie, proszę.

To moje słowa – te, które najczęściej towarzyszyły mi podczas lektury Ratownika. Moje pierwsze spotkanie z talentem Jiro Taniguchiego miałem przy okazji pięciu tomów Szczytu bogów. To była wspaniała opowieść o pasji, indywidualizmie, trudnych relacjach i uzależnieniu od gór. Ja, który z górami mam niewiele wspólnego, zrozumiałem wtedy, co pcha tych desperatów coraz wyżej – samotników, nie boję się napisać: nierzadko wariatów.

Między ciszą gór a hałasem miast.

Ratownik jest inny. Niech Was nie zwiodą góry na okładce ani mężczyzna z alpinistycznym ekwipunkiem. Tak, Shiga jest związany z górami – to alpinista, prowadzi schronisko, ludzie go szanują, liczą się z jego zdaniem. Góry to jego teren, tutaj nic go nie zaskakuje. I Shiga, bo o nim mowa, przypomina mi trochę Habu ze Szczytu bogów, również pod względem wyglądu. Z tą różnicą, że Habu nigdy nie osiadłby w jednym miejscu.

Już sam tytuł Ratownik szybko ujawnia metaforyczny charakter zawodu bohatera. Nie będzie tu spektakularnych akcji na szczytach. Shiga odpowiada na wezwanie z Tokio – miejskiego molocha, ludzkiego skupiska. Zaginęła Megumi, córka jego przyjaciela, który zmarł kilkanaście lat wcześniej. Shiga kiedyś obiecał, że będzie dziewczynę chronił. A ponieważ jest człowiekiem honoru, jedzie do Tokio.

RatownikRatownik, czyli najtrudniejsze poszukiwania zaczynają się nie w górach, lecz w człowieku.

To komiks bez formalnych eksperymentów, bez chęci imponowania. Historia, która ufa czytelnikowi. Wierzy, że dostrzeże to, co najważniejsze – że poszukiwanie jest zawsze ruchem w głąb, a nie w przód.

Opowieść jest bolesna, depresyjna, dużo mówi o współczesnych relacjach. Trudno tu kogokolwiek obwiniać. Ona, zaginiona, na pierwszy rzut oka wydaje się bardzo ułożoną dziewczyną. W rzeczywistości – jak to zwykle bywa – okazuje się, że jej matka niewiele o niej wiedziała. Teoretycznie Ratownik nie przedstawia niczego nowego: to kolejne poszukiwania młodej osoby, która balansowała na krawędzi i dokonała własnych wyborów. Nie zawsze można być przy dziecku. Nie da się tego zrobić.

Pisząc już tak kolokwialnie, ale po ludzku – Ratownik rozbija czytelnika-rodzica. Jest w nim coś trudnego, coś, z czym trudno się pogodzić, ale niestety trzeba brnąć w tę prawdę.

Postrzegam teraz Taniguchiego jako twórcę jeszcze bardziej „literackiego”. Nie dlatego, że jego prace są ambitne – choć są. Ale dlatego, że potrafią mówić o sprawach, o których literatura często milczy: o zmęczeniu, odpowiedzialności, o tym, że czasem nie da się nikogo ocalić, bo najpierw trzeba uratować siebie.

Kilka bolesnych lekcji o rodzicielstwie.

Dla mnie to jeden z najbardziej intymnych komiksów. Nie przez fabułę, lecz przez sposób, w jaki autor pozwala wejść w przestrzeń bohatera. Jakby mówił: „Zobacz. To też mogłeś być ty”.

Jeśli chodzi o rysunek – kadry są czyste, przejrzyste, często szerokie, nawet gdy akcja przenosi się do Tokio. Miasto nie jest tu labiryntem neonów, lecz gęstą, duszną strukturą, w której człowiek łatwo znika. I jest ta chirurgiczna precyzja – od detalu dłoni po krawędzie budynków. Linie bez drgań, zawsze pewne. W sekwencjach wspinaczkowych wraca obsesja Taniguchiego ze Szczytu bogów – tam góra była absolutem; tutaj staje się przede wszystkim metaforą granicy między tym, co możliwe, a tym, co konieczne.

Tematycznie manga wielokrotnie przekracza granice gatunków. Dramat, sensacja, momentami thriller. Historia o poszukiwaniu, rodzicielstwie, moralnym długu. Wybitna lektura.

Patryk Karwowski

Rysunki: Jiro Taniguchi
Scenariusz: Jiro Taniguchi
Tłumaczenie: Radosław Bolałek
Redakcja: Magdalena Tomaszewska-Bolałek
Korekta: Agnes Karczewska
Liternictwo i DTP: Julia „Minako” Strzyga, Emilia „Emi de clam” Marlewska
Ilość stron: 336
Oprawa: miękka
Wydawnictwo: Hanami
Format: 150 x 210 mm

KOMIKS UDOSTĘPNIONY PRZEZ WYDAWCĘ. ZNAJDZIESZ GO NA PÓŁKACH
Hanami