W jaki sposób oceniacie filmy, w trakcie których jesteście w stanie przewidzieć każdy ruch scenarzysty? Serio, czytałem Stroiciela sejfów na kilka stron naprzód. Nie było tu dla mnie tajemnic. Mógłbym być tym irytującym (wkurzającym!) widzem na sali, który mówi: „patrz teraz, teraz oczywiście będzie ten moment, gdy…”. I tak dalej. I wszystko się sprawdziło.
Po takim seansie rzuca się na lewo i prawo słowami „schemat”, „klisza” i tym podobne. I wiecie co? To wszystko prawda, ale to i tak nie ma znaczenia, bo Stroiciel sejfów to bardzo dobre kino – precyzyjne, potrafi też (pomimo tego, że byłem rzeczywiście krok do przodu przed akcją) chwycić za serce, dostarczyć emocji. Jaki z tego wniosek?
Daniel Roher, reżyser filmu, który ma na swoim koncie ten dokument o Nawalnym, to bardzo utalentowany twórca, prowadzący aktorów i fabułę z żelazną konsekwencją. Potrafi opowiadać historię angażując widza, bez względu na to, jakim rodzajem odbiorcy jesteś – w sensie, że to poniekąd wielogatunkowy miks. I czy przyszedłeś na kryminał, czy wolisz dramaty, a może zależy ci głównie na wciągającej opowieści, albo chcesz skupić się na dobrej aktorskiej grze – dostaniesz tu wszystko.
S
troiciel sejfów – historia znana, a jednak porywająca.
A opowieść? Mamy tu trochę przypadek Buntownika z wyboru (chociaż stroiciel wyboru nie miał). Niki White (Leo Woodall – świetny, charyzmatyczny, kradnie sceny, skupia na sobie wzrok, jest prawdziwy) wygląda jak hydraulik, chodzi w tych ciuchach hydraulika, ale jest geniuszem muzycznym. Ok, był tym geniuszem, ale ma schorzenie, jest obarczony tą przykrą przypadłością – nadwrażliwością słuchową, a przy okazji posiada słuch absolutny. Ironia, wściekły chichot diabła, a dla Nika prawdziwe życiowe utrapienie.
Mógł być na szczycie, a jeździ po Nowym Jorku z cudownym wujkiem (Dustin Hoffman, wow) i stroi fortepiany. Wuj jest już przygłuchy i ma swoje problemy zdrowotne (ale kiedyś był gwiazdą, zna ludzi – wśród znajomych wypatrzyć Herbie Hancocka). I traf chciał, że Niki wykorzystał swoją zdolność, by otworzyć sejf. I go zauważyli. Zauważyli też ten potencjał, który kryminał wita z otwartymi ramionami. Taki chłopak to złoto w branży, a wuj ma prawdziwe problemy, koszta leczenia wiadomo jakie – i dalej już wszystko wiecie.
Schematy, które działają.
I ja, jak wspomniałem, wiedziałem wszystko. Ale to się genialnie klei, wzrusza, trzyma w garści i za gardło. Niki jest naprawdę autentyczny, ze swoim „talentem” jest jak Rain Man (a z boku Dustin Hoffman, hello!). Jest i postać kobieca – młoda adeptka fortepianu, której wszystko przychodzi z trudem, ale jest pracowita i ma wizję, że będzie z tym instrumentem iść przez życie. A obok ten hydraulik, który za bardzo grać już nie może, bo dźwięki rozsadzają mu mózg. Kolejna ironia losu, ale i otwarta droga do pięknego love story.
Więcej nie zdradzę. Najmniej napisałem o najważniejszym – o kryminalnym wątku. Jest poprowadzony świetnie: są tam niebezpieczni ludzie, jest trochę zabawnych sytuacji, ale takich znad krawędzi przepaści.
Zapamiętajcie ten tytuł – to jeden z ciekawszych filmów roku. I to kolejna ironia, już trzecia w tym tekście, bo przecież wiemy, jak się rozegra, wiemy, w jaką stronę skręci, jak się skończy, a i tak siedzimy na krawędzi fotela.
Czas trwania: 107 min
Gatunek: kryminał
Reżyseria: Daniel Roher
Scenariusz: Daniel Roher, Robert Ramsey
Obsada: Leo Woodall, Havana Rose Liu, Lior Raz, Tovah Feldshuh, Jean Reno, Dustin Hoffman
Muzyka:,Will Bates
Zdjęcia: Lowell A. Meyer

