Stary Henry

„Nie zdajecie sobie sprawy, o jaką burzę prosicie”.

To kwestia kluczowa i moment, w którym widz wstrzymuje oddech. To także wstęp do długiej sekwencji finałowej, doskonale zmontowanej strzelaniny. Chwilę wcześniej przed swój dom na farmie wychodzi wychudły, lekko zniszczony, zupełnie niepozorny człowieczek. Drobnej postury, a jednak widać po nim, że wypełnia go ciemność. Dostrzec ją można w każdej zmarszczce, ale przede wszystkim w spojrzeniu. Takie spojrzenie mogą mieć na przykład grabarze po kilku latach chowania zmarłych. Albo policjanci z wydziału zabójstw, którzy po trzydziestu latach pracy widzieli już każdą podłość i naprawdę niewiele jest w stanie zrobić na nich wrażenie. I ten człowieczek, stary Henry, wychodzi naprzeciw sporej grupie bandytów.

Stary HenryPoruszająca opowieść o winie, ojcostwie i konsekwencjach.

Droga do finału jest właśnie opowieścią o nim, zmęczonym starym Henrym, który absolutnie nie chce wracać do przeszłości. Sam tego nie zrobi, bo jest mu wstyd. Tak, przypomina tym samym Williama „Willa” Munny’ego (Clint Eastwood) z filmu Bez przebaczenia. Zresztą Stary Henry w reżyserii Potsy’ego Ponciroliego utrzymany jest w podobnych nastrojach, tonacjach muzycznych i kolorystycznych. Dużo tu fatalizmu, a ilekroć patrzymy na Henry’ego, zdajemy sobie sprawę, że jego dawne życie i rzucany przez nie cień są nieporównywalnie większe niż on sam. Jest tu również zmęczenie, choć jednocześnie czuć, że wciąż drzemie w nim jakaś siła. O niektórych rzeczach się nie zapomina, trochę jak z jazdą na rowerze.

Największym przeciwnikiem pozostaje jego własna legenda.

Potsy Ponciroli nakręcił film skromny, ale świadomy tradycji. Wyraźnie widać, że interesowała go przede wszystkim cisza, a nie wielkie mity. Stary Henry to przecież bohater, który nie chce być częścią własnej historii. Świetna jest również praca operatora, Johna Matysiaka. Autor zdjęć umiejętnie operuje światłem, odsłaniając ludzkie charaktery. Twarze są zmęczone, ziemiste. Podobnie wygląda montaż, a także warstwa dźwiękowa. Wszystko jest surowe, a przez to prawdziwe.

Stary Henry

No i on, Tim Blake Nelson, który stworzył tu prawdopodobnie rolę życia. Owszem, był znakomity u Coenów w Bracie, gdzie jesteś?, grał też świetne epizody, ale pozostawały one jedynie epizodami. Tutaj jest najważniejszy. Gra człowieka, który za wszelką cenę próbuje nie wrócić do tego, kim był. Jego twarz niesie historię, której film nie musi już opowiadać.

Dużo tu o przemocy, którą próbuje się zakopać, a która wraca niczym zombie w horrorach. Dużo o ojcostwie, będącym ciężarem, a nie tylko rolą. Przede wszystkim jednak Stary Henry jest opowieścią o konsekwencjach, które zawsze w końcu nadchodzą.

Patryk Karwowski

Czas trwania: 99 min
Gatunek: western
Reżyseria: Potsy Ponciroli
Scenariusz: Potsy Ponciroli
Obsada: Tim Blake Nelson, Scott Haze, Gavin Lewis, Trace Adkins, Stephen Dorff
Zdjęcia: John Matysiak
Muzyka: Jordan Lehning