Ścieżki chwały

Zawsze przy okazji tych kluczowych dla historii kina filmów, które w jakiś sposób przeoczyłem (to się zdarza, wpływa na to wiele czynników), zastanawiam się, co mógłbym jeszcze świeżego o nim napisać. W sensie – nowego, co wykracza poza te powielane opinie o obrazie. Wszyscy przecież już wiedzą o Ścieżkach chwały, że to wybitny przykład kina antywojennego z doskonałą rolą Kirka Douglasa. Mogę również potwierdzić, że finał jest jak kubeł zimnej wody na rozgrzany łeb, a droga do niego – gorzka, przykra, prawdziwie okrutna zarówno w wymiarze przesłania o podłym losie szeregowego żołnierza, jak i w prostym wymiarze ludzkim.

Znam Kubricka, widziałem większość filmów z dorobku reżysera, ale tych kilka mnie ominęło. Dlatego oglądając teraz po raz pierwszy Ścieżki chwały, a wiedząc już naprawdę sporo o fabule i przesłaniu (tego się nie da uniknąć prawie 70 lat po premierze), nastawiłem się przy seansie na to, by dostrzec coś nowego. Może w samej formie? Może w tym obrazie żołnierza rzuconego na pastwę parszywego losu? I tak – rzeczywiście – szybko to zauważyłem. Już pierwsze sceny są przejmujące, a ja byłem oszołomiony decyzją twórcy, reżysera, artysty, który zaprezentował żołnierzy „wtopionych” w ściany okopów. Jeżeli będziecie raz jeszcze oglądali Ścieżki chwały, albo będziecie mieli z filmem kontakt po raz pierwszy – zwróćcie na to uwagę.

Ścieżki chwały (1957) - Paths of glory - Stanley KubrickŚcieżki chwały, antywojenny manifest Kubricka.

Film jest oczywiście czarno-biały, ale nawet wówczas można zbudować z tego kontrast, a Kubrick stopił tę ludzką masę z ziemią, błotem, ścianami uformowanymi z gleby i drewna. Wydaje mi się to kluczowe, żeby zrozumieć, że właśnie szeregowi żołnierze, piechota, są już przez dowódców poświęceni tej ziemi – oni stamtąd nie wrócą, są częścią tej gleby. Wtopieni, złączeni swoją szarością przechodzą w rodzaj wszystkich tych ponurych odcieni. Nawet ich rynsztunek jest już zespolony – czy stoją, czy leżą, wtapiają się we własne przyszłe groby.

Cała reszta to już klasyk pisania o Ścieżkach chwały – i znowu mogę wszystko potwierdzić – Kubrick wszedł w ten projekt z przekonaniem, że wojna to struktura, nie wydarzenie. Interesuje go hierarchia, tarcie między rozkazem a człowiekiem.

Opowieść o systemie, który mieli ludzi szybciej niż artyleria

Ścieżki chwały stają się jednym z najważniejszych antywojennych głosów XX wieku. Nie przez krzyk, lecz przez chirurgiczną precyzję. Film wpływa na późniejsze kino wojenne, zwłaszcza na twórców, którzy widzą w wojnie nie pole bitwy, lecz maszynę biurokratyczną. Kubrick trafia w nerw, który pulsuje do dziś.

Ścieżki chwały (1957) - Paths of glory - Stanley Kubrick

Kirk Douglas natomiast gra z napięciem widocznym w każdym geście. Jego postać nie jest bohaterem – jest człowiekiem w systemie, który nie przewiduje człowieczeństwa. Douglas nie szuka heroizmu, nie ma do tego prawa – wszystko to marność.

Formalizm, atmosfera, decyzja o kontrastach w obrazie to kolejna metafora. Okopy – ciasne, klaustrofobiczne. Pałac, w którym zapadają kluczowe decyzje (o szturmie, wyrokach, sądach, śmierci) – przestronny, sterylny. Kubrick zestawia te światy jak dwa bieguny moralności. Jako reżyser nie pokazuje śmierci jako tragedii. Ukazuje ją jako procedurę. To jest najbardziej przerażające. W tym filmie nie ma chwały. Jest tylko ścieżka – wojna jako struktura się nie zmienia, zmieniają się jedynie dekoracje.

Patryk Karwowski

Czas trwania: 88 min
Gatunek: wojenny, dramat
Reżyseria: Stanley Kubrick
Scenariusz: Stanley Kubrick, Calder Willingham, Jim Thompson
Obsada: Kirk Douglas, Ralph Meeker, Adolphe Menjou, George Macready, Wayne Morris, Richard Anderson
Muzyka: Gerald Fried
Zdjęcia: Georg Krause