Crumb

Czy miarą artysty może być jego rozpoznawalność? Z pewnością jest to jeden z elementów, które można z tym wiązać. U mnie z Robertem Crumbem jest tak, że potrafię rozpoznać jego styl, znam najważniejsze prace. Wiem również, z jakimi innymi twórcami go kojarzyć albo w jakich kręgach kulturowych się obracał (to istotne!). Jeżeli chodzi o życie prywatne, te koleiny losu, w które wpadał, mogłem do tej pory powiedzieć tylko to, że był na pewno ekscentrykiem.

Na naszym rodzimym rynku sprawa z Crumbem i dostępem do jego komiksów jest o tyle utrudniona, że nie ukazało się ich zbyt wiele – raptem cztery tytuły. Są to Pan Naturalny i Kot Fritz (Kultura Gniewu), Kafka (Słowo/obraz terytoria) oraz Księga Genesis (Wydawnictwo Literackie).

Na półce mam jednak książkę, którą Crumb zilustrował – rzecz jasna w swoim stylu – Gdy kota nie ma, myszy harcują Bukowskiego, ze świetnym przekładem mojego kolegi Jacka Szafranowicza. I to o tyle istotne, że można połączyć Bukowskiego (styl, poza, temat) z Crumbem. Widzicie to? To mniej więcej podobne nastroje.

CrumbCrumb z bezlitosną precyzją przenosi na papier ludzkie obsesje, lęki i skrywane pragnienia.

Charakter. Jeżeli zaczniesz przez dłuższą chwilę obcować ze stylem Crumba (zaczynając od przeglądania prac, przyglądania się im z uwagą), zaczniesz go chłonąć, przejrzysz się w nim – to rzeczywiście możesz go poniekąd umiejscowić w osobnej szufladzie. Jest tak bardzo charakterystyczny i odrębny od reszty, że już chociażby za to należą mu się laury.

Crumb szedł w tym stylu (uczciwym wobec siebie) pod prąd – w swoim nieszablonowym wyrazie, nierzadko w obcesowym ujęciu wygrażał rysunkami w kierunku szeroko pojętego konsumpcjonizmu. To był przecież główny motyw jego przeprowadzki na francuską prowincję. Jasne, był w tym postanowieniu szaleńcem, bo przecież odosobnione miejsca znalazłby również w Ameryce. Ale jednak, prawdopodobnie, ta sama Ameryka kojarzyła mu się ze wszystkim, czego nie cierpiał. I to jest jeden z tematów przewodnich wybitnego filmu dokumentalnego Crumb – jego wściekłość ukryta za nerwowym uśmiechem, szalonym spojrzeniem.

Jaki obraz rysuje się po seansie? Ekscentryk na każdym polu dziedziny życiowej. To generalnie bardzo smutny film, mroczny; dość napisać, że na seans zaprasza nas David Lynch, który musiał zobaczyć w odbiciu Crumba dużo tej ciemnej, niezmiennie intrygującej go ludzkiej natury (Lynch nie był związany z produkcją, widnieje tylko na planszy tytułowej). I taki rzeczywiście Crumb jest w filmie – taki człowiek nie ma szans wykreować się na kogoś innego. Jasne, nosi pewną maskę; gdyby ją zdjął, mógłby okazać się człowiekiem nie do zniesienia. Ale dość otwarcie mówi o swoich pragnieniach i obsesjach. To też przewija się przez całą artystyczną drogę Crumba – to uwydatnianie ludzkich fiksacji, najczęściej u niego podszytych seksualnymi pragnieniami. To zresztą temat przewodni: trzymanie w ryzach swoich fantazji. Crumb niejednokrotnie wysuwał ten motyw na pierwszy plan – ilustrując przykładnych, modelowych ludzi (pierwsze kadry), którzy eksplodują od skrywanych emocji, napięć. A co do tej szczerości, to niepokojąco otwarci są zresztą wszyscy w tym filmie – przez to obraz Crumba i jego rodziny jest tak dojmująco ponury.

Dokument odsłania Crumba takim, jakim jest: szczerym, mrocznym, niepodrabialnym.

Chociażby te historie z jego braćmi, którzy są tutaj w dokumencie, opowiadają o dzieciństwie, o ojcu, który był tyranem. Spętani w okowach quasi-normalności, antydepresantami po niezliczonych wizytach w różnych placówkach. I on, Robert, który odwiedza swoich braci żyjących w pokojach–melinach. Zresztą Crumb, który „walczył” z konsumpcjonizmem, również nie prezentuje się jak człowiek sukcesu. Jasne, taki ma sposób bycia – nie kupi przestronnego apartamentu (a stać go), tylko tkwi w jakiejś ciemnej norze. Odrzuca propozycje za setki tysięcy dolarów, skupia się na produkcji swoich zinów, rysunkach do szkicownika.

Crumb

A styl ma rzeczywiście nie do podrobienia – zobaczycie w filmie wiele wspaniałych prac, przejmujących, okrutnych, mocno osobliwych, również tych, które w różny sposób są kłopotliwe przy odbiorze. Terry Zwigoff nakręcił świetny dokument, skądinąd mocno pasujący do całego jego reżyserskiego portfolio. Zwigoff ma przecież na swoim koncie Ghost World i Akademię tajemniczych sztuk pięknych, oba doskonałe, nakręcone na podstawie komiksów Daniela Clowesa. W Crumbie pokazuje, jak działa artysta, który piórkiem przenosi na szkicownik ludzkie lęki, obsesje, ukryte pragnienia – to tam jest prawda, w tych rysunkach, wyolbrzymionych, groteskowych, brzydkich ludziach, ale na swój sposób pięknych. Niesamowite.

Patryk Karwowski

Czas trwania: 120 min
Gatunek: dramat, dokument
Reżyseria: Terry Zwigoff
Obsada: Robert Crumb, Aline Kominsky-Crumb, Charles Crumb, Maxon Crumb
Muzyka: David Boeddinghaus
Zdjęcia: Maryse Alberti