Nie płacze, nie krwawi. Mówią, że jest tak zimny, że jego serce nie bije.
Zaznajomiony już mocno z serią Samotny wilk i szczenię, mogłem przywitać Poranek ściętych głów. Wszak to ten sam autorski duet: Kazuo Koike odpowiada za scenariusz, a ilustracjami wspiera go Goseki Kojima. Tematyka samurajska nie ma przed nimi tajemnic – ponownie roztaczają przed czytelnikami fascynujący (a dla współczesnego człowieka okrutny i surowy) świat zasad, obyczajów, historycznych krajobrazów. Wszystko w rytm nośnego storytellingu, gdzie na pierwszym miejscu stoi opowieść.
Teoretycznie mamy tu głównego bohatera, lecz nie jest on przedstawiony jak tamta dwójka – Ittō Ogami oraz jego mały syn Daigorō – w Samotnym wilku i szczenięciu. Zamiast tamtej szerokiej epickości twórcy wybierają perspektywę bardziej kameralną, skupioną na człowieku, który zawodowo przecina granicę między życiem a śmiercią.
Przemoc jest tu usankcjonowana, chłodna – i właśnie dlatego tak niepokojąca.
Wydaje mi się, że Kazuo Koike potrzebował tej historii, by jeszcze mocniej wejść w temat fascynacji feudalną epoką. Konsekwentnie całość (w tym pierwszym tomie) zanurzona jest w mrokach codzienności. Naturalnym jest chyba, że jako czytelnik mający za sobą pięć tomów Samotnego wilka i szczenięcia będę Poranek ściętych głów porównywał. Zanim bowiem narodził się Ogami Ittō, istniał Yamada Asaemon – wykonawca wyroków, tester mieczy, człowiek, którego obecność w kulturze japońskiej była jednocześnie niezbędna i społecznie wiarygodna.
Koike, ze swoją obsesyjną dbałością o rytm narracji, wykorzystuje tę postać, by zbudować opowieść o moralności w świecie naprawdę bezlitosnym. Wracając do recepcji współczesnego odbiorcy, możemy wzdrygnąć się na wiele przejawów brutalizacji życia – choćby sceny, gdy aspirujący do wykonywania wyroków Asaemon przechodzi próby. Ma wykonywać egzekucje, a przesłuchanie (i cały aspekt fizyczny) wygląda jak rekrutacja na stanowisko rzeźnika w zakładach mięsnych: ochłapy ludzkiego mięsa, histeria, czasem odrętwienie, w finale dekapitacja. To ma być jego codzienność w fachu odziedziczonym po ojcu. Znamienne jednak, że ta przemoc jest mocno usankcjonowana prawnie w kodeksach feudalnej Japonii. Prawo – jakkolwiek surowe – jest respektowane, szanowane, zasad i kruczków jest sporo, a wszystko zostaje klarownie wytłuszczone zarówno zainteresowanym (obywatelom, skazanym, urzędnikom), jak i czytelnikowi.
Egzekucje jako nadrzędny regulator życia.
Zaintrygowały mnie momenty, gdy scenarzysta pozwala sobie na wybieg w stronę współczesności -dialog z odbiorcą. Choćby epizod z przetrzymywaniem zakładniczki: gdy do negocjacji włącza się Yamada Asaemon i prosi o usunięcie wszystkich z newralgicznego rejonu, autorzy zastanawiają się, czy i dziś nie warto byłoby brać pod uwagę podobnych rozwiązań, choćby po to, by zbić z tropu szaleńca. Takich uwag, umieszczonych na marginesie opowieści, jest tu jeszcze kilka.
Co do warstwy graficznej – mam wrażenie, że Kojima rysuje tu nieco inaczej. Jego kreska jest bardziej oszczędna, skupiona na fakturze zamiast na dynamice. Linie są cienkie, precyzyjne; gdy pojawia się ruch, jest gwałtowny, krótki, niekiedy wręcz szokujący. Opiera się na kontrastach, które nie tyle podkreślają brutalność, ile wydobywają moralny ciężar scen.
Przeziera przez te mocne ujęcia z udziałem głównego bohatera ludzki moment – czujemy, że jest on po prostu człowiekiem. Jednocześnie widać jego świadomość, że praca wymaga absolutnej dyscypliny. W tle przewijają się motywy winy, zemsty, społecznej hipokryzji. W szerszym krajobrazie to zwykła proza życia: codzienność, „normalne” czynności – ktoś idzie łowić ryby, ktoś sprząta obejście.
Siła mangi tkwi w tym, że nie moralizuje, nie tłumaczy, nie usprawiedliwia. Pokazuje człowieka wykonującego swoją pracę – i pozwala nam zdecydować, co z tym zrobimy.
Rysunki: Kazuo Koike
Scenariusz: Goseki Kojima
Tłumaczenie: Radosław Bolałek
Redakcja: Jakub Wołosowski
Korekta: Agnes Karczewska
Liternictwo i DTP: Emilia „Emi de clam” Marlewska
Ilość stron: 378
Oprawa: miękka
Wydawnictwo: Hanami
Format: 150 x 210 mm

