Odwrócić oś narracji i spojrzeć na mit z punktu widzenia człowieka, którego historia skazała na wieczne potępienie – to intrygujący koncept, z którym miałem w trakcie lektury kłopot. Zdarzyło się bowiem, że czytanie (od razu zapewniam, że to bardzo dobry komiks) nastręczało mi pewnych kłopotów przy malowaniu tej opowieści o Cauchonie, który owszem, był przedstawiony jako surowy prowadzący proces Joanny d’Arc, ale jednocześnie autorzy próbowali ocieplić jego wizerunek.
Jakim prawem? Tak sobie myślałem, gdy proces trwał i trwał, dziewczyna była w coraz gorszym położeniu, a Cauchon nagle ukazywał się (znowu dzięki twórcom) jako ten, który potrafił czasem po ludzku z oskarżoną porozmawiać, a w finale nawet ją przytulił. Będąc świeżo po seansie filmowego arcydzieła Męczeństwo Joanny d’Arc (1928, Carl Theodor Dreyer), byłem jeszcze bardziej bojowo nastawiony do instytucji kościelnej niż zwykle (a zwykle jestem nastawiony tylko źle). Zalecam więc od razu zacząć lekturę komiksu Cauchon albo człowiek, który zabił Joannę d’Arc od końca… Już wyjaśniam.
W komiksie o Cauchonie proces Joanny d’Arc zamienia się w studium odpowiedzialności.
Przy takich opracowaniach, przy komiksie historycznym, szczególnie cenię sobie dodatki. W Cauchon albo człowiek, który zabił Joannę d’Arc ta rola nie przypadła jednak polskiemu wydawcy, bo historyk David Glomot, związany z projektem, dostał również miejsce na bardzo szczególną formę rozwinięcia historii. Nie jest to wgląd w dzieje francuskiej bohaterki narodowej, lecz raczej wyjaśnienie procesu tworzenia komiksu i omówienie wielu decyzji, w tym tej jednej kluczowej dotyczącej tytułowej postaci biskupa.
Ten tekst Glomota daje bardzo dużo – doceniłem tym samym drogę autorów, zrozumiałem zabieg z nim, sędzią. I nie tylko została wyjaśniona ta sprawa. Glomot w wyjątkowy sposób opisuje cały szereg kompromisów, które zastosowali twórcy, dzięki czemu komiks, w tej formie, został wydany. Chodzi również o kilka decyzji, do których mógłby się doczepić mediewista, ale to znowu ustępstwa głównie wyznaczone przez medium komiksu z uwzględnieniem percepcji współczesnego odbiorcy (świnie w tamtym rejonie, które powinny bardziej przypominać dziki niż urocze gładkowłose różowe prosiaki, to tylko jeden z wielu przykładów). Myślę, że po takim tekście wszystko staje się jasne i zalecam przyswoić treść przed właściwą historią.
Na tej arenie jest wielu bohaterów, ale jeden główny. Tak, Joanna d’Arc – chociaż kluczowa – schodzi na drugi plan. Cauchon jest tu najważniejszy, wszak tak stoi w tytule. Jest jednocześnie pewny i zagubiony, brutalny i wrażliwy, wierzący i wątpiący. Joanna jest zarazem silna i krucha, przekonana i samotna. Ich relacja – choć fikcyjnie pogłębiona – działa jak soczewka, przez którą widać mechanizmy władzy, strachu i wiary.
A ona, cała ta historia? Cóż, znowu ból i cierpienie, choć nie tak intensywne jak w filmie z 1928 roku. Medium komiksowe rządzi się jednak innymi prawami, to pewne. Innymi słowy, twórcy korzystają z luk w źródłach, ale nie po to, by je wypełnić efektowną fikcją. Raczej po to, by pokazać, jak historia sama w sobie jest konstrukcją – zbudowaną z dokumentów, emocji, polityki i późniejszych interpretacji.
Empatia wobec Cauchona pojawia się jak niepokojący zgrzyt w opowieści.
Choć z drugiej strony komiks ma jednak trochę wspólnego z filmem, głównie przez swój formalizm i ilustracje. Joel Parnotte prowadzi przecież oko czytelnika z precyzją przypominającą pracę operatora filmowego. Kadry są gęste, ale nie przeładowane. Kompozycje wprowadzają napięcie nawet w scenach statycznych. Twarz Cauchona jest rysowana z obsesyjną dbałością o mikrogest – drgnięcie powieki, zaciśnięcie ust, niepewność ukrytą w spojrzeniu. To nie jest ekspresja teatralna, lecz intymna. Wypada to wyśmienicie, docenicie ten pietyzm rysownika.
I przyznaję, że właśnie przy rysowaniu twarzy, sylwetek, całego krajobrazu, ścian, celi, budowli, Parnotte radzi sobie doskonale. To komiks statyczny, mało tu dynamiki, ale gdy się już pojawia, Parnotte siada, przegrywa – uwidaczniają się problemy artysty przy rysowaniu chociażby dłoni (kiedy są ułożone inaczej niż zwykle). Takie mam odczucia.
Oceniając cały komiks, muszę powtórzyć początkowe zaskoczenie empatią wobec Cauchona. Ostatecznie jestem też pełen uznania dla rysunku Parnotte’a (te wspomniane mankamenty nie mogą przysłonić 170 stron znakomitej roboty). Jeżeli miałbym wskazać główny motyw przewijający się przez album, będzie to odpowiedzialność. Dorison i Delahaye nie pytają, czy Cauchon był winny. Pytają, jak wygląda człowiek, który musi podjąć decyzję, wiedząc, że jej skutki będą większe niż on sam.
Wydanie tego tytułu zasługuje na osobny akapit. Złote zdobienia, faktura na okładce, która ma przypominać tę skórzaną. Te wspomniane złote elementy dodają elegancji przy mocnym kontraście z głęboką czernią. Piękna robota.
Scenariusz: Xavier Dorison, Louis-David Delahaye
Kolory: Joël Parnotte
Tłumaczenie: Jakub Syty
Redakcja: Joanna Lewandowska
Korekta: Agata Bogusławska
Skład: Piotr Margol
Ilość stron: 176
Oprawa: twarda
Wydawnictwo: Lost In Time
Format: 240 x 320 mm

