Adaptacja Dr Jekylla i pana Hyde’a w wykonaniu Stefana Weinfelda i Marka Szyszki jest jednym z tych komiksów, które nie próbują konkurować z literackim pierwowzorem – zamiast tego wydobywają z niego nerw, napięcie i mrok, który w prozie Stevensona pulsował pod powierzchnią wiktoriańskiej elegancji.
Na poziomie narracji jest to mistrzostwo, bo Weinfeld podszedł do Stevensona z dyscypliną scenarzysty, który wie, że komiks nie znosi rozwlekłości. Sam miałem kontakt z kilkoma filmowymi wersjami tej historii; każdy reżyser odnosił się z szacunkiem do treści i w przeznaczonym dla siebie czasie przekazywał całą pożądaną naturę opowieści. Niezmiennie chodziło o to samo – o ukrytą bestię, albo po prostu o drugie oblicze w człowieku. Metaforycznie ta historia wciąż działa, Stevenson opowiedział o czymś, co każdy wiedział, ale nie wszyscy chcieli o tym mówić.
Hyde nie jest tu potworem, lecz narastającym echem pragnień.
Pozostając jeszcze chwilę przy filmowych adaptacjach, to czy była to wersja z 1941 roku w reżyserii Victora Fleminga ze wspaniałą rolą Spencera Tracy’ego, czy też ta wcześniejsza, chyba najbardziej znana z ery kina niemego – Roubena Mamouliana z 1931 roku, w której w podwójną rolę wcielił się Fredric March – twórcy, w poszanowaniu materiału źródłowego, przenosili w sposób udany główny motyw: pęknięcie w człowieku i zdrowej społecznej tkance (zdrowej w teorii).
Kino zatem regularnie wracało do historii, chociaż rzeczywiście po roku 90. powstało tych filmów raptem kilka, a przed rokiem 90. kilkadziesiąt. Czy kino straciło zainteresowanie przemianą głównego bohatera w złoczyńcę, lub przemianą jako taką? Szereg innych filmów, niekoniecznie opartych na prozie Stevensona, przejęło tę funkcję. Kino superbohaterskie chociażby, w którym każdy antybohater czy bohater ukrywa swoje alter ego pod maską, czyli codzienną inną pracą niż na froncie obrony lub dokuczania ludzkości – o tym też wspominane jest w obszernym dodatku do komiksu.
Komiksowa adaptacja pokazuje, że historia Jekylla i Hyde’a wciąż działa.
Ta omawiana adaptacja Szyszki i Weinfelda nie jest streszczeniem – jest próbą uchwycenia momentu, w którym naukowa pewność zaczyna pękać, a w szczelinie pojawia się właśnie niepewność. Ta sama niepewność nie ma tu formy potwora: Hyde nie jest „drugą osobą”, lecz efektem, który narasta jak echo niewypowiedzianych pragnień.
Kolor w nowych wydaniach – zaakceptowany przez Szyszkę – nie jest dekoracją; teraz fantastycznie podkreśla temperaturę emocji. Pięknie jest zbudowana dzięki barwie (ale też dzięki rysunkowi!) atmosfera miasta, ta „angielszczyzna” z ludzkimi obliczami, strojami, wnętrzami (knajpa), uliczkami, latarniami, kanałami. Czytałem i oplatała mnie angielska mgła. Świetna rzecz – komiks się nie zestarzał, a wręcz nabrał, hmm… rumieńców? Polecam.
Rysunki: Marek Szyszko
Scenariusz: Stefan Weinfeld
Kolor: Mateusz „Sporek” Kurczoba
Ilość stron: 88
Oprawa: twarda
Wydawnictwo: Kurc
Format: 165 x 235 mm
KOMIKS OBJĘTY PATRONATEM PRZEZ 'PO NAPISACH’. ZNAJDZIESZ GO NA PÓŁKACH

